Jedyny Portal Prawobrzeza
24 Październik 2017, 02:24:54 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Używamy plików cookies w celu optymalnej obsługi Państwa wizyty na naszej stronie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
 
   Strona główna   Forum Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
24 Październik 2010, 08:53:00
Historie Prawobrzeża
Gdzie jest tajna gorzelnia ?. Gdzieś przecież musi być, gdyż na to wskazuje wzmożony w mieście obrót handlowy bimbrem. Przecież codziennie spotykamy podchmielonych naszych mieszkańców, wiem też, że handlują między sobą. Skąd biorą bimber ?. Nam w komendzie bardzo zależało na tym, aby tajną melinę zlikwidować - bimber doprowadzał do rozluźnienia karności i dyscypliny w mieście, którą z urzędu byliśmy zobowiązani utrzymać, musieliśmy dbać o porządek i bezpieczeństwo miasta. Wrogi bimber wyzwalał w ludziach najgorsze instynkty, doprowadzał do kradzieży, powodował nieporozumienia rodzinne, a te znów z kolei zmuszały nas do interwencji. Już w sztabie pułku na jednej z odpraw zwrócono nam uwagę na te bolączki. Co robić, jak wykryć, musimy to rozwiązać, bo tak dalej być nie może. Mamy przecież w mieście prawdziwych osiedleńców, którzy też są zaniepokojeni tym niepożądanym objawem. Sprawę przed nimi i przed żołnierzami stawiamy jasno i ostro: Musimy wykryć tajną gorzelnię, fabrykę, trującego trunku. Pamiętamy przy tym, że bimber to jeszcze waluta wymienna, można go wymienić na węgiel, różne części garderoby, nawet meble wyszabrowane z porzuconych domów, dywany, zegary, różnego rodzaju piecyki gazowe, elektryczne, ba, nawet lodówki. Po kilku dniach, mamy już meldunek, co prawda dość mglisty, ale jakiś początek już jest. Od naszych patroli dowiadujemy się, że w okolicach dzisiejszego Szczecina-Zdroju na skraju Szosy Gryfińskiej, w rejonie dzisiejszych ulic Winogronowej czy Wczasów, w piętrowym budynku willowym zamieszkują ludzie, podobno trzech mężczyzn, którzy tam mają urządzenia do destylacji urobionego zacieru na spirytus wyrabiany domowym sposobem, czyli bimber. Ale do wykrycia jeszcze daleka droga. Wcześnie rano o godzinie 6 trzy patrole po trzech ludzi wyruszają w kierunku Zdrojów. Patrole pójdą w odstępach 10-minutowych ulicą, a dalej Szosą Gryfińską. Przy rozwidleniu w odległości około ośmiu kilometrów od Dąbia pierwszy patrol pójdzie dzisiejszą drogą Hangarową, drugi, środkowy, dalej drogą Gryfińską, trzeci pod komendą kaprala Leszcza skręci w prawo na dzisiejszą ul.Bagienną, dotrze do ul. Jaśminowej, penetrując dokładnie rejon przechodzenia. Punkt zborny u wylotu ul. Winogronowej. Podstawowym zadaniem jest dokładne sprawdzanie terenu, domów, willi, których tu dużo pozostało nie zniszczonych pomijając szczerby w tynkach po broni automatycznej. Ja idę z patrolem drugim, środkowym, kierunkowym. Janek Gorzkowski idzie z pierwszym, Bannś pozostał w komendzie. Prowadzę patrol, idę z przodu, z tylu jakie trzy kroki dwóch żołnierzy z automatami. Spotykani ludzie nie są wcale zdziwieni, bo często, nieomal codziennie oglądają podobne patrole, nic więc dziwnego, ze nie zatrzymują nas, nie pytają się, mijają nas pozdrawiając jak starych znajomych. Mijamy znane nam budynki, czynne dwie piekarnie, mijamy ogródki, ogrody, niektóre z okaleczoną kratą, otoczone przeważnie siatką druciana, niekiedy bez ogrodzenia, przechodzimy po kupach cegieł bądź gruzu na poboczach ulicy. Docieramy na teren porosły chwastami, jakoś odseparowany od reszty miasta -ogródki, poletka, a dalej drogi, dróżki, wszystkie prawie pod kątem prostym dochodzące do Szosy Gryfińskiej. Badamy nie zamieszkane budynki. Drzwi otwarte, wewnątrz prawdziwy śmietnik. Wszędzie walają się jakieś papiery, fotografie rodzinne, wojskowe - na nich mężczyźni w charakterystycznych siodełkowatych czapkach niemieckich. Młodzi żołnierze o marsowych, chełpliwych minach pewnych siebie - gdzie oni teraz są? . Widzimy rozbite lampy, zmiętoszone jakieś części ubrania, a to wszystko tchnie wilgocią, zgniłym zapachem, zwietrzałym powietrzem. W rogu pokoju chyba jadalnia, o tym świadczą meble, stoi żałosny duży zegar, ślepy, bo już bez tarczy zegarowej i bez łańcuchów z ciężarkami. Ktoś je zabrał, ale po co? Co mu po tym, kiedy cała obudowa zegara pozostała? Typowy rabunek szabrowników, zabrać to, co się da ukryć i wynieść bez podejrzeń i ryzyka wobec ludzi uczciwych, osadników, którzy tępili tych ludzi, przeważnie z marginesu społecznego, element aspołeczny. Około 9 spotykamy się z pierwszym patrolem por. Gorzkowskiego w rejonie ul.Wczasów. Janek pokazuje willę wciśniętą w ogródek przydomowy. Tam właśnie w piwnicy zastali urządzenia do pędzenia nielegalnego spirytusu. Wchodzimy. Chodnik czerwony, wieszak, długie nie rozbite lustro. Na wieszaku wisi podniszczony zielonkawy płaszcz cywilny i czapka. Z prawej strony drzwi otwarte, wejście do kuchni. Okna dyskretnie zasłonięte kolorowymi firankami przepasanymi różową wstążką. Nie ma nikogo. Na piętrze też nikogo nie zastaliśmy. Gdy ja byłem na parterze, dwóch naszych ludzi penetrowało pierwsze piętro. Podobne rozmieszczenie mieszkania tyle tylko, że u góry niesamowity bałagan, zamki w drzwiach tak wejściowych do mieszkania jak do pojedynczych pokoi powyrywane, siłą wyłamane wraz z drewnianą obudową drzwi. Widać otwierano siłą przez uderzenia łomem żelaznym, nawet nie próbowano otwierać drzwi kluczami, które wisiały nad futryną każdego wejścia do pokoju. Na ziemi zetlały, zaśniedziały piękny dywan we wzorzyste kwiaty. Jeden z żołnierzy przynosi portret fuhrera cały podziurawiony, postrzelany. Schodzimy ponownie do pomieszczeń piwnicznych. Wąski korytarz, z sufitu zwieszają się popękane przewody elektryczne. U wejścia brak zegarów elektrycznych, zostały żałośnie sterczące krótkie końcówki drutów miedzianych.Wyraźnie ślady pobytu szabrowników. Dalej kotłownia, mały piec centralnego ogrzewania, trochę koksu, resztki rozbitego termometru, ruszta rozbite leżą z boku oparte o ściany, trochę możliwych szmat, stare wiadra, no i dużo pierza. Dalej typowy skład opałowy. Jest trochę węgla, koksu dość dużo, kilka okrąglaków, złamana siekiera. Do sklepu przylega pralnia z dużym oknem wychodzącym na podwórze, naturalnie szyby wybite. Piec na węgiel, kocioł polerowany, w nim jakaś maź, ni to oliwa, tawot, wszystko zmieszane z odpadkami tynku, cegły. Obok... tak to tu... wcale nie najgorzej urządzona gorzelnia. Na betonie na belkach cztery metalowe beki z metalowymi obręczami. Tu jakiś ostry zaduch karbidu, zapach musztardowy, ostry, nieprzyjemny. Beki pełne brązowego płynu, który na powierzchni pieni się brudnoszarą pianą. Zawartość fermentuje, gdyż na powierzchnię wydostają się bąbelki powietrza tworząc bańki, banieczki kolorowe. Dwie misy jakiejś masy o słodkawym zapachu. Syrop albo melasa cukrownicza, ale skąd u licha się tu wzięła? . W kącie rusztowanie z cegły, wnęka jak w piecu kuchennym, jakieś banie szklane, rury, rureczki, wszystko to połączone wężem gumowym z wiaderkiem do zlewu spirytusu, bimbru. Typowa bimbrownia, ale świetnie urządzona. Poznaję rurki metalowe służące jako złącza rur odprowadzających od kotła do gotowania zacieru, niewątpliwie pochodzą z lotniska, tam w halowych warsztatach montażowych dużo rurek przeważnie z miedzi, służących jako przewody do oliwy w samolotach sportowych. W hangarach na lotnisku było kilka samolotów sportowych częściowo rozmontowanych. Nasi żołnierze wszystko wyrzucają, wylewają tzw. zacier. Smród okropny, wyraźny karbid, a więc robią to na karbidzie, aby prędzej dojrzewało, fermentowało. Nadchodzi trzeci patrol. Pokazujemy im, jak to wygląda. Żołnierze niszczą całe urządzenie, wyrzucają na podwórze. No, tak! Ale sprawcy zwiali. Pewnie na zmianę warowali i ostrzeżeni zawczasu ukryli się tu gdzieś w pobliżu i czekają aż sobie pójdziemy. Co za ludzie i truciznę by sprzedali. W pobliżu mieszkają różni ludzie. Na pewno nas dyskretnie obserwowali i o wszystkim doniosą fabrykantom bimbru. Jak się okazało później, innej tajnej gorzelni w pobliżu nie było. We wrześniu mieliśmy meldunek o pędzeniu samogonu po wsiach w okolicy Szczecina i Gryfina, ale były to chyba sporadyczne wypadki, pewnie fabrykowano dla własnego użytku, bo nie odczuwaliśmy tego w mieście. Byłem zmęczony tym łażeniem po płotach, dziurach, po stosach papierów, zmęczony widokiem rozbitych, rozszabrowanych domów. Zjadłem odgrzany na naszej kuchni obiad i walę się do łóżka, ale nie myślcie, że w piżamie. Kładliśmy się, co tu dużo mówić, w spodniach, bez butów, ale w koszuli, zdejmując tylko bluzę, a obok kładliśmy pistolety. Chcę zasnąć, ale jakoś mi się to nie udaje. Wchodzi Janek Gorzkowski i powiada do mnie: w kancelarii rozmawiają nasi żołnierze, kapral Leszcz mówi, że w jednym z ogrodów, kiedy przechodziliśmy tamtędy dla skrócenia sobie drogi, zauważył miejsce skopanej ziemi, lekko pograbionej, już zazielenionej świeżą trawą. Miejsce to wydało mu się dziwne, bo wśród bujnej zieleni kwadratowy zarys odcinał się dość wyraźnie od reszty otoczenia. Zaintrygowany wyszukał starą łopatę w altance i z ciekawości trochę przekopał. Znalazł zupełnie płytko pod ziemią dwie walizy, a wewnątrz całe zestawy stołowe, dwa ubrania zetlałe z wilgoci, trochę kryształów... Ba, nie takie to rewelacyjne odkrycie. Wiemy, że Niemcy uciekając zakopywali w ziemi rozmaite rzeczy. Pamiętam, pod koniec lipca w piwnicy rozbitej willi, chyba przy dzisiejszej ulicy Lekarskiej, zwróciła naszą uwagę ściana świeżo murowana, tynk dość niezgrabnie narzucony był na mur. Żołnierze znalezionym kawałkiem żelaza łatwo odbili tynk, wyjęli lekko osadzone cegły i znaleźli skrytkę — jak by podwójną ścianę. W skrytce znajdował się... rozebrany motocykl DKW, pospolity zresztą w tym czasie w Niemczech, widać już używany, a przy nim dwie pary butów narciarskich i bluzę narciarską. Janek wyszedł. Zasypiam, dobranoc mówiąc sam do siebie. Jeszcze jak przez mgłę słyszę dzwonek telefonu (nasze połączenie z pułkiem).
4353 Wyświetleń | 0 Komentarze | Oceny: (1 Ocen)
Opcja komentarzu dla tego została wyłączona.
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.7 | SMF © 2006-2007, Simple Machines LLC
TinyPortal v0.9.8 © Bloc
Modyfikacja i przystosowanie przez rwpb i Fitek
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!