Jedyny Portal Prawobrzeza
26 Lipiec 2017, 08:38:48 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Używamy plików cookies w celu optymalnej obsługi Państwa wizyty na naszej stronie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
 
   Strona główna   Forum Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
05 Kwiecień 2008, 17:46:00
Felitony

Pani Maria: Trójka. Do Podjuch do szkoły numer dwanaście.

Mila: A jak przedstawiała się sytuacja z kościołem? Czy jego wygląd różnił się od obecnego stanu? Czy po wojnie był zniszczony?

Pani Maria: Ja już tego nie pamiętam, bo to już z opowiadań sąsiadów, po prostu mieszkańców, którzy wcześniej się sprowadzili, on jako taki cały kościół nie był zniszczony, w obrębie kościoła to tam dużo ludzie pomagali, bo jednak były jakieś zniszczenia. Ale dokładnie to nie wiem, ale za mnie to już ten kościół taki był i istnieje do dziś. Pewno, że były remonty, to zależy który ksiądz, to unowocześnił, to centralne ogrzewanie, to zbudowali za kościołem plebanię, także poprawiło się. I kościół stoi do dziś. Bo to był kościół ewangelicki no i teraz jest katolicki.

Mila: Czy na przestrzeni tych lat powojennych zapadły Pani w pamięć jakieś wydarzenia związane z Tym kościołem?

Pani Maria: Nie. Właściwie to był spokój. Nie było żadnych.

[…]

Mila: Mieszkaliście Państwo na skraju Puszczy Bukowej. Jest to miejsce takie, które sprzyja wycieczkom, spacerom. Są malownicze wzgórza, piękne widoki, urokliwe jezioro. Czy może Pani opisać jak wyglądały, kiedy zobaczyła je Pani po raz pierwszy?

Pani Maria: Tam, miałam właściwie już… dwoje dzieci… jedno dziecko, no to jeździliśmy na spacer, w ogóle czy w niedziele, nad Szmaragdowe…

Mila: Jak wyglądała okolica? Samo jezioro?

Pani Maria: Jezioro? Tak jak dzisiaj wygląda, ale były jeszcze budyneczki takie nieduże, harcerze coś miały, można było się oranżady napić, były polany i zabawy się odbywały tam.

Mila: A jakie tam budynki były, poza tymi, które do dzisiaj stoją, czyli zajazdem Szmaragd i…

Pani Maria: Nie. Zajazd Szmaragd jest w tej chwili nowo odbudowany. Ale były budynki dwa czy trzy, ale jeden to był zniszczony, potem był taki mały…

Mila: A gdzie one się znajdowały?

Pani Maria: Obecnie tam, gdzie jest Szmaragd. Część rozebrali.

[…]

Mila: A jak wyglądała grota i jej otoczenie?

Pani Maria: No grota... był parasol chiński. Grota… No wejść do środka, były sople, człowiek się bał, bo tam była i wilgoć, że to się zarwie wszystko, bo takiego czegoś to tam człowiek nie widział.

Mila: To było otwarte wszystko?

Pani Maria: Tak, tak. Można było sobie wejść, nikogo nie było. To po prostu było zostawione samemu sobie.

Mila: Nikt o to nie dbał?

Pani Maria: Nie. Nie.

Mila: Parasol chiński znajdował się gdzie?

Pani Maria: Przed grotą. Przed grotą. Łuk taki był. Nawet jak dzieci trochę podrosły to nawet latały po tym.

Mila: A łuk był jeden, czy dwa?

Pani Maria: Ja pamiętam jeden. […] No żwir był i tam były jeszcze takie, pagórki były, ja wiem… dwa chyba takie, nie wiem, czy to pomniki, czy to takie budowle? Nieduże były. [..] Wspomnienia jakieś tam były, coś oznaczało. A mówili zawsze, że to jest grota Goeringa… Mąż to chodził, tam znajdowały się różne budynki jeszcze dalej, ale człowiek miał małe dzieci to tam nie chodził.

Mila: W górę od groty?

Pani Maria: Tak. No bo tam było wykopalisko wapnia, czy coś… kredy. Bo są do dziś te leje takie. Jest to wszystko zarośnięte. Busz się zrobił. Ale… jeszcze w czterdziestym dziewiątym roku to właśnie były nawet… to w ogóle tam były ruiny starej cementowni, nie tak stare, bo zbombardowane… różne tam jeszcze i budynki i... te… takie… silosy, nie silosy… tam kominy były… było było część, ale dzisiaj to jest wszystko rozebrane. Są… dwa.. budynek duży się… dwa właściwie: jeden duży się zachował jeszcze tam na tej cementowni co jest budynkiem mieszkalnym i drugi mniejszy. A tak wszystko było rozebrane i w tej chwili są różne zakłady pracy, mają swoje siedziby. Tak, a to robienie pustaków, a to naprawa samochodów.. już nie ma tego, co było… tej pustki.

Mila: Wracając jeszcze do wyglądu dzielnicy, chciałem zapytać jak wyglądały drogi w Podjuchach, jak przedstawiał się sytuacja z mostami na Regalicy: z kolejowym i tym drogowo-kolejowym?

Pani Maria: No już za mojej egzystencji były budowane (remontowane – sprost. Mila), ale tam lat dokładnie nie pamiętam, bo po prostu człowiek miał małe dzieci, to… nie interesował się tak, a z opowiadań sąsiadów to wiem, czterdziesty szósty, siódmy, to pociąg stanął przed mostem, ludzie przeszli pieszo, czy tam pociąg pierwszy pusty przejechał, potem ludzie, żeby dojechać na dworzec główny. Tak z opowiadań miałam. Bardzo pomalutku jechał, a nieraz nawet przed mostem stanął jak ktoś chciał wysiąść to mógł na tym nasypie wysiąść. Bo nie było takiego wielkiego ruchu... Było, było dużo…

Mila: Jak wyglądały ulice, jak przyjechaliście tutaj?

Pani Maria: Na ulicy był bruk, a w tej chwili jest asfalt.

Mila: Ale wiele brukowanych dróg jeszcze w Podjuchach się ostało.

Pani Maria: Też jeszcze są. Jest ulica Smocza, która nie będzie już zmieniana, bo to będzie… jako… ja wiem?... pamiątka, jako oryginał, zabytek i to nie będzie zmieniane. A tak ulica Granitowa, część Krzemiennej, to już jest utwardzona i asfalt i kostka, ale dalej kostka jeszcze jest też brukowa, szlachetniejsza jak na Smoczej. Ale też bardzo dużo jeździ samochodów na poligon, dalej jeszcze… wojskowe samochody to też niszczą. A ta ulica główna Granitowa, do Metalowej, to jest nawet w dość dobrym stanie, bo jednak kursują autobusy, kilka linii…

Mila: Mówiliśmy o pracy w jednostce wojskowej, do momentu urodzenia dzieci, później…

Pani Maria: Potem właśnie w pięćdziesiątym drugim roku się zwolniłam, wychowywałam do sześćdziesiątego drugiego dzieci – trójkę, a po dziesięciu latach, ponieważ były warunki ciężkie poszłam do pracy, żeby dla męża pomóc i pracowałam dwadzieścia pięć lat w Społem. Praca dała mi bardzo dużo zadowolenia, z tego mam emeryturę.

Mila: A gdzie Pani pracowała?

Pani Maria: Pracowałam w Podjuchach trzynaście lat w sklepie… wpierw był tradycyjny, trzyosobowy, potem przez dwa lata w samie, który był nowowybudowany… (obecnie Biedronka - przyp. Mila)

Mila: A ten pierwszy sklep gdzie się znajdował?

Pani Maria: Na Placu Wolności w Podjuchach… Plac Wolności… (zamyślenie)

Mila: A co tam teraz się znajduje?

Pani Maria: Tam jest właściwie nieczynne w tej chwili. Miał być punkt Totalizatora Sportowego (punkt zakładów bukmacherskich – przyp. Mila), ale… może dwa miesiące był tylko. W tej chwili stoi do wynajęcia, albo ktoś tam kupił. To był taki punkt Podjuch – Plac Wolności. Naprzeciw kościół i sam. To jest centrum. A potem są dzielnice… Potem pracowałam osiem lat w Wielgowie, to już dojeżdżałam bardzo daleko. Też był duży sam, nowowybudowany, tam otworzyłam jego…

Mila: Otworzyłam, to znaczy, że była Pani kierownikiem?

Pani Maria: Tak i tu byłam też kierownikiem, a w Wielgowie, po prostu dom (budynek sklepu – przyp. Mila) był wybudowany na wyrost. Dzielnica mała, gospodarstw tak już nie było, gazu nie było… w tej chwili stoi pusty […] Małe sklepiki egzystują, no a taki duży to na siebie nie zapracował. Kiedy ja pracowałam, to było wyposażenie fajne i ułatwienie dla pracowników, bo i wózki były, tego… no a to brak było wtedy towaru. Dzisiaj z kolei towar jest, a z kolei jest mniej mieszkańców i nie utrzymują po prostu. Nie zarobi na siebie ten duży sklep.

Mila: Więc w zasadzie po wojnie, po urodzeniu dzieci, praca w handlu, aż do emerytury?

Pani Maria: Tak.

Mila: A jakie były zawodowe losy męża?

Pani Maria: Mąż pracował jako mechanik i ślusarz-mechanik. Pracował wpierw jako hydraulik w jednostce, ale to niedługo. Potem na budowach w spółdzielniach budowlanych. A w pięćdziesiątym piątym roku zaczął pracę jako mechanik w Wiskordzie. Fabryka włókien sztucznych, która też już, owszem, budowla istnieje, ale zlikwidowana.

Mila: Jest bardzo zniszczona.

Pani Maria: Bardzo. I tam różne zakłady pracy mają swoje siedziby, drobne firmy, z opowiadania to wiem, tam robią. W Wiskordzie potem już pracował do… był pół roku na rencie i… umarł (w 1983 r. – przyp. Mila).

Mila: Jeszcze może zapytam o taką rzecz: czy były jakieś wydarzenia, które zapadły jakoś szczególnie w pamięć jeśli chodzi o historię powojenną Podjuch?

Pani Maria: W pięćdziesiątym siódmym roku, to było straszne, jak zginęło pięcioro dzieci po prostu właśnie przy paseniu tych krów. Gdzieś tam jakiś leżał pocisk artyleryjski. Właśnie dzieci pasąc krowy po prostu rozbierały. Wystrzał był, zginęło czterech chłopców i jedna dziewczynka… To był straszny widok.

Mila: Pani widziała to?

Pani Maria: Tak, widziałam. Poszłam, poleciałam na tory, na nasyp kolejowy zobaczyć, bo to łąka była za nasypem. Potem sobie zdawałam sprawę: co ja mogę? dlaczego ja weszłam na ten nasyp? Zobaczyłam, jak… zdrętwiałam, bo nie mogłam kroku dać. Ani w tą stronę… a jeszcze tym bardziej przelatywał chłopak, który ocalał z tego. Miał krew na szyi i mówi: Pani! Ja uciekłem. Taki był „znerwicowany” Ja nie wiedziałam co się stało. Tak stanęłam na tym nasypie, zobaczyłam w dole tą łąkę i te dzieci porozrzucane, tak jakby człowiek wziął garść kamieni i rzucił, to tak te dzieci. Jeden zawisł na płocie, to był straszny widok. Najgorzej mi było żal tej dziewczynki ośmioletniej, bo przyniosła bratu napój. I że oboje zginęli z jednej rodziny, to było straszne… Pięcioro dzieci na raz… Straszny był widok. To było takie najgorsze wydarzenie. […] Mamy ogródek przydomowy. Córka sadzała tam krzewy musiała dołek wykopać i natrafiła na taką figurkę, nie wiem co ona oznacza, tylko głowa zerwana. Szukaliśmy potem tej głowy, ale tam głowy nie było. Ktoś sobie, czy schował, czy jak? […] Jakaś postać, ja wiem? Czy to święta postać, czy… No ma szatę taką białą, ja wiem, jak Rzymianin jak coś tak, tuniki nosili. I mamy to bez głowy. Szukaliśmy głowy i nie ma (śmiech). Może ktoś po prostu zakopał, wyrzucił, albo…

Mila: Nie ma tam jakichś napisów?

Pani Maria: Nie. Nie ma. Córka tam patrzyła i sprawdzali, co mogłoby być. Ale ma. W domu stoi, na pamiątkę z ogródka. W ogóle Podjuchy, prawdopodobnie kiedyś to było… bardzo ruchliwa dzielnica i były i kina i restauracje, a w tej chwili to jest taka dzielnica… zapomniana. Są wieżowce, tam budynki, osiedla, ale…wszystko takie… zapomniane. […] Nie ma gospodarza. Raczej wszystko na Osiedle Majowe, Bukowe, Słoneczne, a tutaj to jest dzielnica zapomniana. […] Ja do Podjuch się przyzwyczaiłam, tam wychowałam dzieci, tam mąż umarł. To jest moja dzielnica. Po prostu człowiek się przyzwyczaja do otoczenia. Sąsiadów już połowy nie ma, o! siedemdziesiąt pięć procent nie ma! Tylka ja bidna stara jeszcze jestem (śmiech). Zdrowie już nie to, no ale trzeba żyć… Trzeba żyć.

Mila: Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę zarejestrowano 24 marca 2008r. w Niczonowie, gdzie obecnie mieszka Pani Maria.

Transkrypcja: Mila

4679 Wyświetleń | 4 Komentarze | Oceny: (4 Ocen)

(4 Komentarze , 0 są nowe)
1 Re: Wywiad z Marią - wieloletnią mieszkaną Podjuch (Cześć II) autor V-12 05 Kwiecień 2008, 18:21:08
Fajny wywiad, ciekawy, momentami wzruszający. Kawał dobrej roboty przy transkrypcji!
2 Re: Wywiad z Marią - wieloletnią mieszkaną Podjuch (Cześć II) autor mavr 05 Kwiecień 2008, 20:58:47
Rewelacja, ciekawe informacje- kilka zupełnie dla mnie nieznanych.
3 Re: Wywiad z Marią - wieloletnią mieszkaną Podjuch (Cześć II) autor slazmi 05 Kwiecień 2008, 21:51:06
Będę szczery, specjalnie nie lubię czytać takich wywiadów - męczą mnie... Choć jeżeli już zaczynam to i kończę.
Wykonałeś dużą pracę i za to należy Ci się podziękowanie, co niniejszym czynię.
Parę faktów jest rzeczywiście interesujących, wręcz poruszających i oddziaływujących na wyobraźnię i uczucia czytelnika.
Pokolenie tuż powojenne ( a wiem to z rozmów z rodzicami) miało ciężkie życie, jednak jeżeli ktoś sie nie poddał to wszelkie przeciwności hartowały tylko jego człowieczeństwo...
Pomimo tego co napisałem w pierwszym zdaniu, uważam, że takie wywiady i rozmowy są potrzebne, i fajnie sie stało, że są na Potralu...
Trochę się to splata z moim felietonem... "O potrzebie świadomości historycznej" i jest jego fajnym dopełnieniem ( lub właściwie felieton jest dopełnieniem tej rozmowy).
Dzięki...
4 Re: Wywiad z Marią - wieloletnią mieszkanką Podjuch (Cześć II) autor ciotka 07 Kwiecień 2008, 19:25:15
Pozdrowienia dla Cioci Marysi!
Zawsze zastanawiałam się skąd i dlaczego osiadła w Szczecinie.Teraz już wiem.Pozostałe fakty znamy z opwiadań różnych członków rodziny a także Babci Ani mamy Cioci, gdyż od roku 1975 jestem w tej rodzinie.Jeszcze jedna spisana historia, o życiu, milości, trudach dnia codziennego.Dzięki za to.Pozdrawiam Hanka Pyclik.
Opcja komentarzu dla tego została wyłączona.
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.7 | SMF © 2006-2007, Simple Machines LLC
TinyPortal v0.9.8 © Bloc
Modyfikacja i przystosowanie przez rwpb i Fitek
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!