Jedyny Portal Prawobrzeza
13 Grudzień 2017, 16:12:57 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Witamy w Portalu Prawobrzeża Szczecina i zapraszamy do rejestracji. Jako zarejestrowany i zalogowany użytkownik możesz znacznie więcej.
 
   Strona główna   Forum Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
07 Listopad 2010, 07:26:00
Historie Prawobrzeża
Tak sobie myślę: to nie ich wymarzony sen, a rzeczywistość. Ale nie martwcie się, chłopaki, razem z innymi wnet zapomnicie o waszych trudnych początkach. Jeden z trójki ma ciemnoszare spodnie szyte na wzór bryczesów, na nogach saperki typu wojskowego. Ubrany w jasną marynarkę pod nią ciemnozielony golf. Odzywa się spokojnie, rzeczowo: - Panie poruczniku, tak zrobimy. Dość tej wędrówki. Dość tego łażenia. Już prawie cały tydzień tak łazimy. To pieszo, to pociągiem towarowym. Siadamy na poszczerbionym obmurowaniu metalowego płotu naprzeciw dworca kolejowego. Słońce już dobrze przygrzewa, choć mój zdobyczny, przehandlowany zegarek na rękę pokazuje godzinę 11. Na ulicy dostrzegamy zbliżającego się żołnierza z patrolu. Coś tam taszczy, w ręce. Automat przewieszony przez szyję. Przyniósł dwa bochenki chleba, kawał sadła, w szkle od zapraw smalec i kawał kiełbasy, którą dał mu por. Gorzkowski. Daje im to, trochę się krępują, ale ich zachęcam. Ten w saperkach odpowiada: - Jak się już gdzieś urządzimy na dobre, to was, poruczniku, zaprosimy na dobrą kawę. Odpowiadam: - Dobrze, odwiedzimy was jak starych znajomych. No, chłopaki - mówię do patrolu - wracamy na dworzec, pogadamy trochę z innymi, przejdziemy kawałek drogi torami w kierunku Szczecina i wracamy do komendy. Żegnamy się z trzema młodzieńcami, życzymy im szczęśliwej drogi i wracamy na dworzec. W hallu siedzą lub leżą na kocach kobiety i mężczyźni. Przeważnie rozlokowali się na długich drewnianych ławach, niektórzy pozdejmowali buty. Pytamy: na co czekają, skąd przybyli ?, dokąd zamierzają się udać ?. Niektórzy, do których się zwracamy, powstają z ławek, co nas żenuje i każemy im siadać z powrotem. Jadą przeważnie z miast i miasteczek województwa łódzkiego, są i z poznańskiego. Jedni chcą się osiedlić w okolicach Szczecina na wsi, inni w małych miasteczkach. A i sam Szczecin przyciąga, są tam już, jak mówią, władze miejskie, jest podobno zorganizowana pomoc dla osiedleńców, tam są już Polacy! Władze delegowano z Poznania, jest bodaj cala ekipa. Czekają na pociąg towarowy a może osobowy, który by ich zabrał w tym kierunku. Połączenia telefonicznego jeszcze nie mamy nawet z najbliższymi stacjami kolejowymi. Zazwyczaj pociąg zbliżając się do stacji sygnalizuje swoje przybycie długim gwizdem. Na ten sygnał wychodzi obsługa dworca - mamy już kilku prawdziwych kolejarzy delegowanych do naszego miasteczka - podają sobie jakieś znaki, pociąg wjeżdża i zatrzymuje się na stacji. Jest Władysław Krupiński pełniący funkcję dyżurnego ruchu, energiczny, w sile wieku, zna się na swej pracy i jak może, tak kieruje mocno zdewastowanym dworcem kolejowym. Pomagają mu koledzy, którzy tworzą straż ochrony kolejowej: Jan Świderski, Władysław Iwiński, stary kolejarz z okolic Poznania, który zajął się fachową naprawą uszkodzonych torów kolejowych. Jest Jan Pokrywka, zawiadowca stacji, Piotr Grylewicz, zawiadowca odcinka elektrycznego i jeszcze inni, których niestety, już nie pamiętam. Oni tworzyli pionierską grupę obsługi dworca i ruchu kolejowego. Stacja kolejowa to jak brama do miasta, stąd przeważnie przyjeżdżają ci, którzy chcą się osiedlić, przez dworzec przewijają się zdążający od nas w innych kierunkach. Tu mogą skorzystać z gorącej kawy czy z prostego gorącego jadła, jakie zorganizowała i akcję tę prowadzi odważna, niestrudzona, niepospolita i niespożyta żona pana Bronisława Hołyńskiego, pani Zofia Hołyńska, zwana popularnie panią Zosią. Skąd ona bierze tyle sił i zapału. Pani Zosia przeważnie jeździ po towar do Piły, Poznania, Stargardu Szczecińskiego i na to wszystko znajduje czas. A jednak znajduję, bo przeważnie po południu jest tu na dworcu, opiekuje się zbłąkanymi przybyszami, udziela im informacji, gotuje w kuchni restauracji kolejowej kawę i rozdaje gorący napój. Zrodził się spontanicznie, samorodnie związany z tą sytuacją typ społecznika. Około godziny 14 przyjdzie tu na dworzec dźwigając wiadro z pokrywką, postawi je na kuchence przylegającej do poczekalni i będzie gotowała kawę. Z takim trudem sama tę kawę przywozi oraz inne towary aż z Poznania. Przy tym zawsze życzliwa, uczynna, chodząca encyklopedia i codzienna „żywa gazeta" ostatnich wiadomości. Jest chyba doskonałym psychologiem, prawdziwą nauczycielką życia, umie rozbudzić wiarę w rychłe powodzenie, osowiali długą wędrówką tracą cierpliwość i widzą wszystko w czarnych kolorach. Ona zaś jest aniołem opiekunem przyjeżdżających, jest człowiekiem silnej woli narzucającym swym głosem wolę przełamania trudności i podejmowania decyzji. Nic też dziwnego, że my wszyscy z komendy, którzy ją najlepiej znamy, bo widzimy się na co dzień, mamy dla niej jak i jej męża pełen szacunek i poważanie. Są dla nas symbolem nowego człowieka, nowej epoki w nowej tworzącej się rzeczywistości. W hallu jest kilka starszych osób ubranych w krótkie kurtki. Twarze ogorzałe, ręce pomarszczone, spracowane. Palą papierosy, jeden kopci fajkę. Pytam, jakie posiadają dokumenty. Dwóch z nich ma ausweisy niemieckie, mają też książeczki pracy — arbeitsbuch. Pracowali u gospodarzy na wsi koło Ostrowa Wielkopolskiego. Ziemi własnej nie posiadają, przed wojną pracowali w majątku, teraz pragną objąć opuszczone gospodarstwa, słyszeli że tu na zachodzie można otrzymać ziemię, gospodarstwo i zapomogę na zakup bydła. Wiedzą, że wojsko opiekuje się i pomoże im w takiej czy innej formie. Nic nowego, codziennie nieomal spotykamy ludzi z różnych stron Polski i świata tu na dworcu. Przeciętnie około dwadzieścia osób. Rozmowa toczy się dalej. - Chcę być gospodarzem na własnym zagonie - mówi z dużym przekonaniem, głośno chce sprowadzić żonę i syna. Mówi swobodnie: - Jeśli inni tu ciągną na opuszczone gospodarstwa, dlaczego ja nie mam tu pozostać. Swoim zapewne zwyczajem zdejmuje czapkę z daszkiem, drapie się po gęstych siwych włosach i mówi: - Żeby tylko nie było kłopotu z maszynami rolniczymi, trzeba przecież mieć pług jedno - a może dwuskibowy, jakiś wóz chyba się wytaszczy, może dadzą jakąś chabetę, bo bez tego nijak, jakaś krowinę i będzie początek. Zapewniam go, że organizują się już w miastach i wsiach komórki PUR - Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Jego zadaniem było pomagać dopiero co osiadłym rolnikom, wojsko, które już w niektórych wsiach i osiedlach doprowadza gospodarstwa do porządku, naprawia zniszczone budynki, spieszy z pomocą wypożyczając czy wprost dając mniej przydatne w wojsku konie. Osadnik na pewno znajdzie jakiś porzucony sprzęt rolniczy, uzupełni sobie i będzie pomału gospodarzył. On i jego najbliżsi sąsiedzi słuchają, co mówię, kiwaniem głowy przytakują mi, od czasu do czasu mówiąc niby do siebie, ale tak głośno, że słyszę. - No tak, ma się rozumieć, musi jakoś być, jakoś to pójdzie, początek zawsze trudny, pomogą, może podatki obniżą. Mówię im i tłumaczę, że na początku nie będą płacić żadnych podatków, bo przecież znam dekret nadania ziemi (z wykładów oficera politycznego pułku na odprawach), mówię coraz głośniej, staram się ich przekonać. Słuchają. Do nas zbliżają się inni, nie przeszkadzają, słuchają, co i o czym mówię. W pewnej chwili kilku opróżnia wysoką lawę z podparciem, proszą, abym usiadł. Wyjmuję z mojej skórzanej torby dwie paczki przydziałowych papierosów i rozdzielam między najbliższymi. Biorą, dziękują. Jeden z nich, widzę, w kawałek gazety skręca czarny tytoń, więc częstuję papierosem. Powiada, że papierosy trudno dostać, kupił w drodze trochę samosiejki (tytoń sadzony na wsiach, wysuszony i palony zwykle w fajkach lub w tak zwanych pospolicie skrętach w papierze cienkim, bibułce, a z braku tego w kawałku gazety). W miarę jak rozmawiamy, grono słuchaczy się powiększa. Zbliżają się dwie starsze kobiety w długich spódnicach, wysoko sznurowanych czarnych butach, w obszernych chustach na głowach. Po chwili nie wytrzymują i same opowiadają, że jadą z mężami. - O tam siedzi mój stary - mówi i pokazuje mi palcem starszego człowieka tak na oko 60-letniego mężczyznę siedzącego na skrzyni pod wybitym oknem poczekalni. - Chcemy zająć opuszczone gospodarstwo i tu się na stałe osiedlić. My pracowali w majątku, znamy się na gospodarstwie - ciągnie wiejską mową. Teraz to już nie wiem komu mam i co odpowiadać, gdyż naraz przekazują sobie wzajemnie usłyszane ode mnie informacje, zadają mi różne pytania, głównie dotyczące gospodarstw. Już się powtarzam, zadają pytania, na które usiłowałem dać odpowiedź. Jedna z kobiet z woreczka płóciennego wyjmuje jabłka i częstuje mnie. W przejściu do poczekalni spotykam dziewczynkę około 8 lat, w rączkach trzyma dużą lalę, chyba nie dużo mniejszą od niej samej. Na moment stanęła, popatrzyła na mnie głęboko błękitnymi oczyma. Mówię do niej - masz piękną lalkę, taką dużą, zbliżam się do niej i biorę lalkę w ręce. W tej chwili mówi do mnie z ożywieniem, że jak lalkę się położy, to zamyka oczy i mówi „mama". Widzę, że bardzo się cieszy z lalki, żyje lalką. Dziewczynka ma krótkie, białe skarpetki, sandałki, długie ciemnoszare warkocze zakończone ozdobnymi kokardami z różowej szerokiej wstążki. Ubrana w krótką wzorzystą sukienką. Mówi, że ma na imię Florenka. W poczekalni ze dwadzieścia osób. Myślę, że ci trzej, siedzący przy stole niedaleko wysokiego kaflowego pieca, piją samogon, bo kolejno nalewają sobie do kubków coś mętnego z butelki, a pijąc wykrzywiają usta. Kontrolujemy dokumenty siedzących. Mają przeważnie niemieckie książeczki pracy i niemieckie dowody osobiste. Jeden z nich ma kilka przedwojennych zaświadczeń z ukończenia kursów specjalistycznych z zakresu transportu wodnego. Podobnie jak inni chce jechać do Gryfina albo do Pyrzyc, aby tam się osiedlić na gospodarstwie.
4415 Wyświetleń | 0 Komentarze | Oceny: (2 Ocen)
Opcja komentarzu dla tego została wyłączona.
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.7 | SMF © 2006-2007, Simple Machines LLC
TinyPortal v0.9.8 © Bloc
Modyfikacja i przystosowanie przez rwpb i Fitek
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!