Jedyny Portal Prawobrzeza
07 Lipiec 2020, 14:35:07 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Witamy w Portalu Prawobrzeża Szczecina i zapraszamy do rejestracji. Jako zarejestrowany i zalogowany użytkownik możesz znacznie więcej.
 
  Strona główna   Forum   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja   *
Galeria
Zegar Prawobrzeża
Historie Prawobrzeża
Różne oblicza Cap Delbrück wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część I) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część II) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część III) wysłane przez Fitek
Ratusz w Altdamm (Dąbiu) wysłane przez Fitek
Nazewnictwo Puszczy Bukowej i jej najbliższych okolic cz. 1 wysłane przez Fitek
Historyczny most niszczeje wysłane przez Fitek
Historia poczty w Dąbiu do 1945 roku wysłane przez Fitek
Garnizony Prawobrzeża- zarys historii wysłane przez Fitek
DOL Kliniska - lotnictwo wojskowe na Prawobrzeżu wysłane przez Fitek
Nalot na Załom (Arnimswalde) 11 kwietnia 1944 roku wysłane przez Fitek
Prawobrzeże w XIII wieku - Cedelin wysłane przez Fitek
Historia Fabryki Kabli „Załom” (obecnie Tele-Fonika Kable oddział Szczecin) wysłane przez Fitek
Zajezdnia Autobusowa „ Dąbie” na ulicy Struga wysłane przez Fitek
Wspomnienia z tragicznych czasów wysłane przez Fitek
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna wysłane przez Portal
Pomnik Pamięci Ofiar Wojen XX Wieku wysłane przez Fitek
Życie Załomia Rok XIV nr 22/23 1-31 grudnia 1987 - Nasi zasłużeni wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część II wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część I) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część II) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część III) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IV) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część V) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VI) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VIII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IX) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część X) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część XI) wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część III wysłane przez Swaq
Historia groty i parku Töpffera. wysłane przez Fitek
CZAS PIONIERÓW wysłane przez slazmi
Strony: 1 [2] 3 4 5   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Załomskie klimaty - reprinty artykułów z Życia Załomia  (Przeczytany 28218 razy)
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #15 : 04 Lipiec 2010, 09:19:24 »

Poniższe fotki, co prawda nie pochodzą z "Życia", ale chyba dobrze wkomponują się w ten wątek...
Statuetka - nagroda "za eksport" .
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #16 : 20 Lipiec 2010, 21:19:27 »

Za dwa dni kolejna "załomska" rocznica...
Prezentuję tym razem artykuł z numeru jubileuszowego z 1983 roku...(niestety bez zdjęć  :'( )


Życie Załomia  Rok X NR 11,12,13(140,141,142) Szczecin, 16-CZERWCA-31 LIPCA 1983R.

Numer Jubileuszowy z okazji 25. rocznicy powstania Fabryki.
cz.1

Tak było


Nie zachowały się szczegółowe relacje ani zdjęcia, ale łatwo to sobie wyobrazić: pusta hala nr 7 na skraju rumowiska gruzów. Wewnątrz pachnie jeszcze zbożem, po trosze świeżymi tynkami. Nieco od środka dwie skręcarki. Maszyny uzbrojone, przygotowane da pracy, obok dwa puste bębny, wokół dwudziestu kilku ludzi. Dyrektor Sierpiński, to wydarzenie nie mogło się odbyć bez dyrektora, daje znak. Skręcarki ruszają...
„Pamiętam — wspomina Karol Żelazny, dziś główny dyspozytor fabryki — że tarcze tych bębnów były pomalowane na niebiesko. Czarnymi literami wypisano na nich 22 LIPCA 41258 r. K-15 ZAŁOM. Co tu dużo mówić byłem wzruszony...  Podobnie zareagowała reszta zgromadzonych — zrobiliśmy fabrykę w niespełna pół roku i prawie w polowych warunkach— zwierza się reporterowi dwadzieścia lat później pierwszy dyrektor zakładu inż. Leonard Sierpiński.

Od tego momentu—22 lipca 1958 roku zwykło się liczyć historię fabryki. Ale tak naprawdę jest ona dłuższa o kilkanaście miesięcy. Wówczas to Centralny Zarząd Przemysłu Kablowego zaczął szukać miejsca lokalizacji nowej kablowni. Inwestycja była niezbędna wobec szybiego wzrostu zapotrzebowania na kable i przewody. Dwóch fachowców ruszyło w kraj by znaleźć najlepsze miejsce pod nową fabrykę. W połowie pięćdziesiątego siódmego roku do Warszawy nadeszła oczekiwana wiadomość. Jeden z dwóch delegowanych inżynier Andrzej Strzelczyk, znalazł takie miejsce pod Szczecinem.

Tak zaczęła się historia Załomia...

Charakterystyczne, że CZPK podjął decyzję prędko i bez zbytnich ceregieli, sierpnia 1957 roku (szybko się wówczas działało!) minister przemysłu ciężkiego w zarządzeniu nr 136 napisał: „Tworzy w przedsiębiorstwo państwowe pod nazwą Szczecińskie Zakłady Wytwórcze Materiałów Elektrotechnicznych w Budowie. Przedsiębiorstwo ma siedzibę w Załomiu koło Szczecina.
W niespełna dwa miesiące później powołano dyrekcję nowego zakładu. Naczelnym został mgr inż. Leonard Sierpiński, głównym technologiem wspomniany Andrzej Strzelczyk, zaś kierownikiem inwestycji Leszek Fojcik.
Inżynier Sierpiński liczył sobie wówczas trzydzieści pięć lat i przyjmował interesantów w tymczasowej siedzibie, która mieściła się w hotelu „Gryf".
— Co to za przedsiębiorstwo? — pytali zgłaszający się do „biura". Nazwa szumna, proponowane stanowiska poważne, a urzędujecie w hotelu?
Szybko jednak znaleziono księgowego, załatwiono formalności w banku, a inżynier Sierpiński złożył swój pierwszy dyrektorski podpis.


Pierwsze dni zajęło rozpoznanie terenu. Sprawiał przygnębiające wrażenie. Większość budynków fabrycznych była zniszczona. Wysadzone w powietrze stropy hal leżały na posadzce; zwalone betonowe bloki i stalowe zbrojenia tworzyły przedziwne konstrukcje. Maszyn już nie było, tylko tu i ówdzie trafiały się silniki Junkersów w różnym stopniu montażu. Czas i ludzie zatarli już na murach fabrycznych napis „Ihr kampft Fur uns, wir Schaffen fur Euch" (Wy walczycie dla nas — my tworzymy dla Was). Pod takim hasłem produkowali tu hitlerowcy silniki do bombowców Junkers 87.
Tylko trzy hale w części i jedna w całości nadawały się do zagospodarowania i uzbrojenia w maszyny. Nieliczne ocalałe obiekty wykorzystano dla magazynowania zboża. Całość praktycznie pozbawiona była energii elektrycznej.
Trzeba było więc wiele odwagi i wyobraźni, aby w tym pejzażu dostrzec zalążek wielkiej kablowni. Najpierw od PZZ przyjęto teren. 9 listopada 1957 roku protokołem zdawczo-odbiorczym Szczecińskie Okręgowe Zakłady Zbożowe PZZ przekazały fabryce 300-hektarową nieruchomość.   
Zaraz po przejęciu terenu gliwicki „Prozamet", Przedsiębiorstwo Budowy i Projektowania Zakładów Przemysłu Metalowego i Elektrotechnicznego otrzymało zlecenie opracowania projektu wstępnego zagospodarowania zakładu. Człowiekiem, który szefował zespołowi „wymyślającemu" nową fabrykę był mgr inż. Mieczysław Wex-Monasterski.
-„Zaczęły się dni ciężkiej pracy — wspomina Karol Żelazny, ówczesny kierownik produkcji. — W tym czasie CZPK zaproponował nam dwie prototypowe skręcarki cygarowe, które wyprodukowała swego czasu Baza Maszyn Kablowych w Krakowie, a które stały bezużytecznie w Fabryce Przewodów Energetycznych w Będzinie.
Pojechałem na Śląsk. Po oględzinach usiedliśmy sobie z dyrekcją zakładów w Będzinie i ustaliliśmy, że przeszkolą grupę pracowników Będzin zobowiązał się ponadto op dostarczenia w pierwszym okresie gołego drutu aluminiowego w kręgach, o wadze około 30 kilogramów".
 Potem już wszystko poszło jakby sprawniej. Będzińskie skręcarki przyjechały do Załomia i zostały zainstalowane w hali numer siedem (odpowiednio już przygotowanej). Dwudziestu ludzi z Polskich Zakładów Zbożowych otrzymało oficjalne angaże i stało się trzonem robotniczej załogi nowej fabryki. Większość pojechała od razu do Będzina na przeszkolenie. W starych kronikach zachowały się nazwiska kilku z nich: Anna Plizga, Krystyna Hałuza, Maria Michalik, Józef Grzelak, Stanisław Ptak, Józef Jana, Jan Peszko, Konstanty Komorowski i Henryk Bartosiewicz. Jak widać od początku istnienia fabryki panie miały swój duży udział w najtrudniejszych pracach  przy produkcji.
Kiedy przyszli skręcacze i ciągacze „Załomia" szkolili się na Śląsku, na miejsce pod Szczecinem dorabiano rozrusznik i inne brakujące części do skręcarek. Równocześnie odbywał się montaż maszyn. Wszyscy pracowali, wówczas po kilkanaście godzin  na dobę i bywali nieprawdopodobnie zmęczeni.
Wreszcie. w połowie lipca z Będzina nadeszła pierwsza partia drutu aluminiowego. Mniej więcej w tym samym czasie powróciła stamtąd przeszkolona już ekipa. Kończył się też rozruch zmontowanych właśnie skręcarek. Właściwie nic już nie stało na przeszkodzie uruchomienia produkcji w nowej szczecińskiej fabryce.
Narodzin Załomia nie przegapiła prasa. „SZWME — jeden z najpiękniej położonych zakładów w Polsce. Szczecinowi przybywa gigant produkcyjny" —  pisał w tytule na całą kolumnę „EkspressWieczorny”. „Głos Szczeciński" donosił o „Narodzinach szczecińskiej elektrotechniki”, zaś „Głos Wielkopolski zapowiadał w przydługim tytule „2 500 osób będzie pracować w nowej fabryce przewodów elektrycznych pod Szczecinem”.

Tymczasem ta odległa jak się wówczas wydawało przyszłość zaczynała się materializować dzięki gliwickiemu Prozametowi i Szczecińskiemu Przedsiębiorstwu Budownictwa Przemysłowego, które zostało głównym wykonawcą inwestycji.
Reporter, który w sierpniu pięćdziesiątego ósmego roku trafił do Załomia, donosił swoim czytelnikom:    „Kierownik budowy ob. Mieczysław Byliński jest zadowolony z dotychczasowego tempa prac przy odbudowie załomowskiej fabryki.
Wchodzimy do hali nr 6. Jest to potężny parterowy budynek o powierzchni 6 tysięcy metrów kwadratowych. Obserwujemy pełen rozmach robót ciesielskich.  Tutaj kładzie się nowe stropy. Wszystkie roboty zabezpieczające mają być skończone jeszcze w tym roku, sąsiednia hala nr 5 połowę mniejsza od poprzedniej, jest już nieomal wykończona. Pozostało jeszcze tylko dokończenie prac szklarskich, wymalowanie i postawienie przegród z siatki metalowej”.
Cement, wapno i drewniane rusztowania obok maszyn kablowych, betoniarki obok szpul i bębnów. Tak miało zostać jeszcze przez kilka najbliższych lat.

Narodziny kablowni

Lata sześćdziesiąte: start i pionierski okres fabryka ma już za sobą. Nie znaczy to, że wszystkim będzie łatwiej. Kosztem ćwierć miliarda ówczesnych złotych materializuje się teraz wizja dużej i nowoczesnej kablowni. Przez kolejne lata „Załom” rośnie w majątek i produkcyjny potencjał, zbliżając się do kształtu, który w zarysach utrzymał się do dzisiaj.
W hali nr 1 powstaje wydział przewodów w gumie oparty całkowicie o ciągłą wulkanizację przewodów w agregatach. Hala nr 4 zagospodarowana zastaje na wydział ciągarki miedzi wyposażony niemal wyłącznie w ciągarki NRD i piece produkcji polskiej.
 Z kolei w „piątce" urządza się emaliernię, która pracuje w oparciu o pionowe piece importowane ze Związku Radzieckiego. W hali nr 6 zamontowane zostają wytłaczarki PCW (angielskie), skręcarki ośrodków (włoskie i francuskie) oraz urządzenia polskie. Wszystkie razem składają się na wydział polwinitowni. Kolejny wydział ciągarnia i skręcarnia aluminium powstaje w hali nr 7. Zamontowane tu NRD-owskie maszyny pracują do dzisiaj. Jako ostatni zaczyna działalność w hali 8 wydział emalierni — cienkich przewodów miedzianych, wyposażony w austriackie piece wielobiegowe.
Jednocześnie powstaje cała infrastruktura dużej fabryki: kotłownie wraz z siecią  rurociągów, system hydroforni z układem chłodzenia, stacja wysokiego napięcia. Organizowane są działy pomocnicze.
Ale wszystko nie odbywa się bez trudności. Reporter, który w lipcu 1964 roku odwiedza „Załom" relacjonuje w „Głosie Szczecińskim": „Są w Załomiu instalowane drogie importowane urządzenia, całe linie produkcyjne, których nie możną uruchomić, z braku tanich stosunkowo i nieskomplikowanych urządzeń uzupełniających, np. krążkarek i przewijarek produkowanych w kraju. Opóźniają się dostawy tego sprzętu, opóźnia się więc rozruch cennych maszyn (...) Niektóre kłopoty Załomia wynikają i stąd, że jest to zakład o najwyższej technice, a nie mamy w kraju dostatecznych doświadczeń w zakresie znajomości niektórych nowoczesnych urządzeń. Stąd również rodzą się trudności organizacyjne, zwłaszcza, że produkcja rozwija się etapami w miarę oddawania coraz to nowych wydziałów".
W połowie lat sześćdziesiątych — zakończone zostaje praktyczne zadanie zatytułowane „Budowa Fabryki Kabli Załom”. Uroczyste przekazanie do eksploatacji odbywa się niejako tradycyjnie 22 lipca 1966 roku. Dwa lata później rusza nowa emaliernia drutów cienkich. W roku 1968 — zamykającym pierwsze dziesięciolecie wartość produkcji przekracza — po raz pierwszy — miliard złotych.
Ale dla branży, dla kraju i odbiorców zagranicznych ważne były nie tylko rozmiary produkcji: każdy rok przynosił nowe rodzaje kabli i przewodów. W 1966 roku opanowano produkcję kabli okrętowych, metodą ciągłej wulkanizacji, opracowano technologię przewodu z linką nośną potrzebnego szczególnie do elektryfikacji wsi. W tym okresie opracowano też konstrukcję i technologię przewodu montażowego wysoko-napięciowego, który dotąd był importowany. „Załom" stał się jedynym jego producentem. Rok sześćdziesiąty szósty obfitował w osiągnięcia techniczne. Fachowcom z Załomia udało się więc uprościć technologię produkcji gumy poprzez zastosowanie kauczuku syntetycznego. Pozwoliło to zaoszczędzić sporo dewiz, albowiem syntetycznym zastąpiony został importowany kauczuk naturalny. Zastosowano także uproszczoną metodę "ciągnienia drutów aluminionych o różnych średnicach. Nowe technologie pozwoliły ulepszyć własności mechaniczne i elektryczne w przewodach instalacyjnych.
W innych latach było podobnie. Rok 1969 przyniósł na przykład uruchomienie produkcji kilku nowych typów przewodów samochodowych w izolacji polwinitowej wielobarwnej, telekomunikacyjnych montażowych, kolejowych o izolacji i powłoce gumowej i wysokonapięciowych do reklam neonowych w izolacji i osłonie z tworzyw sztucznych.
„Fabryka produkuje obecnie 40 rodzajów wyrobów — pisał z kolei w sierpniu 1969 roku reporter „Głosu Szczecińskiego". — Uwzględniając poszczególne przekroje drutów, wielkości średnic mieszczących się w przedziale od 0,05 mm, liczba asortymentów wzrasta do 2 400. Utrzymanie wysokiego poziomu jakości i nowoczesności w tej olbrzymiej masie różnorakich asortymentów nie należy do rzeczy łatwych. Mimo to standard światowy, tzw. klasę „A" posiada w tej chwili 68,5 proc. wyrobów fabryki. Znaki jakości i znak kontrolny KWE oznaczający zgodność z normą krajową, uzyskało 60 proc. wyrobów". Tak pisał „Głos Szczeciński". „Kurier" z kolei donosił: „Jednostajny szum maszyn i powietrze wypełnione charakterystycznym zapachem spalenizny wokół idealnie ustawionych linii produkcyjnych tylko gdzieniegdzie widoczna jest obsługa kobieca. Wydział P-8 Fabryki Kabli „Załom" ma w sobie coś z laboratorium. Najnowocześniejsze importowane maszyny i wysoka jakość produkcji. Z umieszczonej na widocznym miejscu tablicy ocen indywidualnych odczytujemy nazwiska: Gabriela Tyl — zero braków, Alina Gajewska — zero braków, Janina Bedzicka — zero braków, Danuta Leśniewska — zero braków... także przy pozostałych nazwiskach liczba punktów karnych jest niewielka”. A wszystko jak wynikało z dalszego ciągu relacji wiązało się z podjęciem 1 marca 1969 roku pracy opartej o metodę DO-RO. Charakter i jakość produkcji fabryki budziły w owym czasie zrozumiałe zainteresowanie prasy. Wszystko wiązało się z coraz śmielszym wychodzeniem fabryki na rynki zagraniczne. Pierwsze takie próby podjęto w roku 1963. Pod koniec lat sześćdziesiątych przybywają nowi odbiorcy: Iran, Hiszpania, Pakistan, Węgry, Jugosławia, Afganistan, Etiopia, Kambodża. Wyroby kablowni odbiera Związek Radziecki, Bułgaria i Kuba. W 1968 roku zakład po raz pierwszy bierze udział w Międzynarodowych Targach Poznańskich. Odtąd będzie już tradycyjnym wystawcą na MTP. Coraz częściej też będzie wystawiał na innych liczących się targach i wystawach międzynarodowych. W roku 1970 „Załom" sprzedaje już aa granicę wyroby wartości 10 mln złotych dewizowych. Jakość wyrobów wysyłanych za granicę była dobra, nie nadchodziły reklamacje i zwroty, nie zadano kar umownych. Nic więc dziwnego, że nadchodziły coraz to nowe zamówienia.
Postęp był nie tylko rezultatem milionowych nakładów inwestycyjnych. Dziennikarz, który w kwietniu 1969 roku znalazł się na nowym wydziale emalierni (P-8) notował: „Rytmicznie pracuje zespól maszyn i pieców. Dla obserwatora z zewnątrz może się wydawać, że robotnik nie ma tu wiele do pracy, gdyż wszystko jest zautomatyzowane. Tymczasem wcale tak nie jest. Trzeba prześledzić proces pokrywania emalią miedzianych drutów. Każdy drut przechodzi sześciokrotnie przez lakier i piec, w którym wypala się emalia. Tam w obecności katalizatorów platynowych pokrywany jest sześciokrotną warstwą izolacji. W czasie tego procesu trzeba wykazywać maksimum cierpliwości i czujnej uwagi, aby regulować w maszynach temperaturę, gęstość lakierów, szybkość emaliowania, jakość nawijania i inne parametry, które mają wpływ na ostateczny kształt gotowej produkcji".
W końcu lat sześćdziesiątych pracowało w kablowni około 1 200 osób — a każda z nich wytwarzała statystycznie biorąc wyroby wartości ponad miliona złotych rocznie. Ten milion (dokładnie 1 038 tys.) — osiągnięto w1970 roku.

Z końcem lat sześćdziesiątych coraz więcej osób zadomowiło się na dobre w Załomiu. Prawie co trzeci członek załogi związany był z Załomiem ponad 5 lat. Ponad połowa załogi zdobyła już niezwykle cenne dla fabryki doświadczenie i umiejętności produkcyjne. Coraz większą grupę stanowili pracownicy z wyższym wykształceniem. W końcu pięciolatki było ich już około ćwierć tysiąca. Mniej więcej tyle samo fachowców — robotników ukończyło w pięcioleciu przyfabryczną Zasadniczą Szkołę Zawodową.

Koniec dekady lat sześćdziesiątych przyniósł załodze pewną poprawę szeroko pojętych warunków socjalno-bytowych. Dużo uwagi poświęcano sprawom bezpieczeństwa i higieny.
W „Załomiu” pracowało się bezpieczniej i wygodniej.
Na początku lat sześćdziesiątych zaczęły też fabryce przybywać obiekty socjalne, najpierw (w 1963) przyzakładowe przedszkole i ambulatorium, które rychło przekształciło się w dużą (pięć gabinetów) przychodnię zakładową. Kilkanaście miesięcy później otwierano uroczyście„Dom Socjalny", znalazł tu pomieszczenia fabryczny klub zwany wówczas „Domem Klubowym”. Urządzono w nim bibliotekę techniczną i beletrystyczną, czytelnię, salę kinową, klub młodzieżowy. Bywała w nim stale młodzież i dzieci z załomowskiego osiedla. Nie tylko młodszym stworzono warunki kulturalnego spędzania czasu. Kilka miesięcy po otwarciu Domu Socjalnego — w styczniu 1965 roku — oddano do użytku stołówkę zakładową. Codziennie korzystało z niej około 150 pracowników fabryki. Jednocześnie — na wniosek załogi - zwłaszcza zamieszkałej w Załomiu, podjęto starania o uruchomienie w pobliżu fabryki wielobranżowego sklepu  głównie z artykułami żywnościowymi.

Ale najważniejszym problemem załogi Załomia były mieszkania. W latach 1961-65 przeznaczono na ten cel prawie 2,5 mln złotych, co umożliwiło poprawę warunków z górą stu rodzinom pracowników Załomia. Praktycznie więc co piąty członek fabrycznej poprawił warunki mieszkaniowe. W Dąbiu przy ul. Słipskiej zbudowano 35 mieszkań posiadających łącznie 100 izb, przy ulicy Goleniowskiej natomiast w trzech domach posiadających łącznie 96 izb zamieszkało 36 rodzin. Jednocześnie kończono remont mieszkań na osiedlu
przyfabrycznym w Załomiu, Te lokale przeznaczono przede wszystkim dla niezbędnych fachowców sprowadzonych do fabryki z różnych stron naszego kraju. W 1964 roku Miejska Rada narodowa przyznała fabryce 19 mieszkań, dalsze przybyły następnego roku. W ten sposób udało się stosunkowo znacznie złagodzić trudności mieszkaniowe załogi, choć całkowicie ich nie rozwiązano.
Mimo braku własnych ośrodków „wypoczynkowych starano się rozwiązać różne formy wypoczynku świątecznego oraz organizować imprezy sportowe dla załogi. Powstał nawet Zakładowy Klub Sportowy „Załom", który po pewnym czasie skupił wielu entuzjastów z całej robotniczej dzielnicy Dąbie.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #17 : 20 Lipiec 2010, 21:21:08 »

cz. 2


Owocne lata

W lata siedemdziesiąte wkroczyła fabryka jako duże i nowoczesne przedsiębiorstwo. Wielkość produkcji lokowała je wśród największych zakładów Pomorza Zachodniego. W produkcji globalnej przemysłu uspołecznionego województwa szczecińskiego Załom partycypował (w 1970 r.) prawie w pięciu procentach. 
Początek tych lat przynosi fabryce nowe przedsięwzięcie. Jego celem jest powiększenie krajowej bazy przetwórstwa miedzi, chodzi o produkcję poszukiwanych nie tylko w kraju drutów nawojowych. Zakres inwestycji obejmuje rozbudowę hali nr 7 — powstaje tu wydział ciągami miedzi, oddziały trawialni i narzędziowni oraz magazyn wyrobów gotowych. Instalowane maszyny należą ówcześnie do najlepszych na świecie. Wymaga to większych dostaw energii, przebudowywuje się więc stację zasilania zakładu w energię elektryczną (z 40 kV na 110 kV), stację trafo i linię doprowadzającą, rozbudowuje się chłodnię i stację sprężarek. Ponadto wydziały emalierni (P-5 i P-8) otrzymują dodatkowo piece emalierskie oraz inne maszyny.

Całość zrealizowana została sprawnie w ciągu dwóch lat 1971 — 1973. Po przekazaniu „kompleksu miedziowego" przebudowano całkowicie bocznicę zakładową, modernizując układ torów. Kolejne lata przynoszą dalsze zakupy maszyn, których zadaniem jest głównie odtworzenie zdekapitalizowanego majątku fabryki.
Wśród nietypowych, ale cennych zakupów znalazła się również (w 1975 roku) maszyna cyfrowa Odra 1325, która upraszcza i przyspiesza pracę nie tylko zakładowej księgowości. Przez pewien okres wykorzystywano ją w ramach luzów — do sporządzania biorytmów dla całej załogi. Jednocześnie rośnie wartość i jakość produkcji od 1,5 mld zł — w 1971 roku do 4,4 mld osiem lat później.
Wszystko to umacnia znaczenie fabryki w branży. Należy ona do największych w polskim przemyśle kablowym i dostarcza jedną czwartą jego produkcji. Podobnie wygląda rzecz w skali Pomorza Zachodniego. Cztero- i półmiliardowa wartość wyrobów stawia „Załom” w tej mierze obok takich gigantów przemysłowych jak Stocznia Szczecińska im. A. Warskiego i Zakłady Chemiczne „Police”.
W parze ze wzrostem produkcji idzie rozszerzenie gamy wyrobów i jednocześnie jakości. Nowe technologie i nowe asortymenty wprowadza się praktycznie co roku. W 1973 r. — opracowuje się technologię produkcji przewodów nawojowych emaliowianych o średnicach od 0,55 do 1,6 mm, a także tak zwaną kalibrową metodę nanoszenia lakieru w poziomych piecach emalierskich na przewody o średnicy 0,22 mm. W kolejnym roku opuszczają „Załom" pierwsze przewody współosiowe odporne na korozję naprężeniową do układania w ziemi, przewody jednożyłowe w gumie silikonowej o wysokiej odporności cieplnej. Ten nowoczesny wyrób, przystosowany jest do eksploatacji w szerokim zakresie temperaturowym, wyprodukowany jest dotychczas jedynie w „Załomiu". Wdraża się też nową technologię trawienia walcówki miedzianej.
Dalsze lata przynoszą uruchomienie i opanowanie produkcji szeregu nowych przewodów. Są to przewody typu NAYY dla NRD, nisko napięciowe do samochodów Fiat 126 p, do telewizorów typu XLx, do reklam neonowych, do silników głębinowych typu DNESU oraz przewody w izolacji i oponie polwinitowej z żyłą uziemiającą dla Wielkiej Brytanii. Wiele rodzajów kabli i przewodów „Załom" wytwarza więc jako jedyny w branży zakład, zaspokajając całe krajowe zapotrzebowanie.
Systematycznie zwiększa się odsetek wyrobów oznaczonych znakami jakości. Pod koniec lat siedemdziesiątych wynosi on dwie trzecie Jednym z dowodów uznania dla osiągnięć Załomia w dziedzinie jakości było zdobycie nagrody II stopnia w ogólnopolskim konkursie Dobrej Roboty. Wiąże się to z rozwojem eksportu. Z jednej strony współpraca z zagranicą wymusza podnoszenie jakości i wprowadzanie nowych technologii, z drugiej — wysoka jakość ułatwia wejście na wymagające rynki zachodnie. Z górą czwarta część produkcji „Załomia” trafia bezpośrednio do odbiorców zagranicznych. Szczególnie szybki wzrost eksportu następuje w latach 1971—75. Sprzedaż wyrobów zagranicznym klientom wzrasta w tym czasie pięciokrotnie, zaś udział produkcji eksportowej w całej działalności gospodarczej „Załomia" sięga nawet (1975 r.) 30 procent.   
Od czasu, gdy w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych nieznana szerzej fabryka wysłała pierwsze bardzo skromne partie przewodów za granicę dokonuje się znaczny postęp. Klientami szczecińskiej kablowni jest wówczas łącznie około pół setki państw, przeciętnie zaś w ciągu roku umowy eksportowe zawierane są z trzydziestoma — trzydziestoma pięcioma. Do najważniejszych kontrahentów fabryki należą: Francja, Wielka Brytania, Iran, Szwecja, NRD, Rumunia, Czechosłowacja, Finlandia, Libia, Irak, Nigeria, Holandia, Pakistan i Węgry. Ale kupują od „Załomia" przewody i kable w Związku Radzieckim, Republice Federalnej Niemiec, Hongkongu, Bangladeszu, Syrii, Danii, Arabii Saudyjskiej, Islandii, Irlandii Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kostaryce, Malezji, Tajlandii, Nepalu, Libanie, Meksyku, Kubie, Indonezji i nawet odległej Australii. Praktycznie więc wyroby z fabrycznym znakiem „Załomia” znane są na wszystkich kontynentach.
Od 1968 roku fabryka jest stałym wystawcą na Międzynarodowych Targach Poznańskich. W latach siedemdziesiątych zwłaszcza w drugiej ich połowie, uczestniczy też w szeregu międzynarodowych imprezach: w Brukseli, Lipsku, Kairze, Trypolisie, Hanowerze, Dusseldorfie. Malmoe, a także Cleveland przedstawiając swoje wyroby w ramach specjalnych „Dni Szczecinia”.
Coraz szerzej znany jest też Załom W kraju. Zakładowy komputer liczy odbiorców produkcji naszej kablowni, na setki, liczba ta zbliża się w końcu do tysiąca.
O kształcie fabryki i jej wynikach decyduje praca coraz liczniejszej załogi W 1975 r. „Załom" zatrudni rekordową w swej dotychczasowej historii liczbę pracowników — 2 030, później jednak załoga zmniejsza się; aby po pięciu latach dojść do liczby 1800 osób. Wiele uwagi poświęca się podnoszeniu kwalifikacji. Oprócz Zasadniczej Szkoły Zawodowej od 1975 roku działa Średnie Studium Zawodowe — filia Technikum Mechaniczno-Energetycznego w Szczecinie. Pracowników kablowni w trybie zaocznym i na studiach podyplomowych kształcą też politechniki w Poznaniu i Szczecinie. Intensywność szkolenia i dokształcania osiąga znaczne rozmiary. Zakładowi statystycy liczą, że każdy przeciętny pracownik podnosi kwalifikacje w szkole, na uczelni, bądź określonych kursach. To właśnie decyduje o przyznaniu Załomowi Medalu. Komisji Edukacji Narodowej.
Mimo, że krzepnie trzon załogi, fluktuacja wykazuje stosunkowo znaczne rozmiary. Aby ją zmniejszyć i bardziej związać pracowników z firmą podejmuje ówczesne szefostwo dość szeroki program socjalno-bytowy. 1973 rok przynosi otwarcie 12 wydziałowych jadami przystosowanych do wydawania posiłków dowożonych ze stołówki w termosach. Stają też na terenie zakładu kioski spożywcze, przedszkole wzbogaca o nowy obiekt, przybywa mu 30 miejsc. Łącznie więc jest ich około 100.
W 1974 roku kończy się budowa dwóch bloków mieszkalnych na osiedlu „Załom". Zakład zyskuje 150 mieszkań posiadających łącznie 400 izb. Domy stawia Szczecińskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego nr 2, ale wykańcza je fabryczny Samodzielny Oddział Wykonawstwa: Inwestycyjnego. W części mieszkań urządzono hotel robotniczy. Mimo podwojenia zasobów mieszkaniowych, potrzeby załogi w tej mierze nie maleją. Stąd liczne inicjatywy rozwoju budownictwa jednorodzinnego podejmowane w tym okresie.

W 1975 r. ekipy budowlano-remontowe przekazują zmodernizowaną stołówkę. Może ona teraz wydawać dziennie pół tysiąca obiadów i 900 posiłków regeneracyjnych. Zakładowi przybywa 7 hektarów ziemi, które pracownicy przekształcą niebawem w zadbane piękne ogrody działkowe.
Zmiany w socjalnym pejzażu dotyczą nie tylko terenów fabrycznych i Załomia. Nad morzem w Łukęcinie rośnie, częściowo siłami społecznymi załogi, ośrodek wakacyjny dla około 80 osób. Jest on systematycznie modernizowany i upiększany. Na obrzeżu Puszczy Bukowej, w pobliżu Szczecina, nad pięknym Jeziorem Glinna — załoga otrzymuje ośrodek wypoczynku sobotnio-niedzielnego. W 1975 r. w pobliżu zakładu zaczyna rosnąć kompleks sportowo-rekreacyjny. Boiska do tenisa, koszykówki, siatkówki. i kometki, odkryty basen, amfiteatr, dwie strzelnice — wszystko powstaje społecznym sumptem. Tu właśnie odbywają się liczne imprezy i zawody nie tylko dla załogi Załomia. Częstymi gośćmi są tu ekipy zakładów przemysłowych robotniczego Dąbia uczestniczące w igrzyskach sportowych i spartakiadach. „Załom" praktycznie z niczego tworzy własną bazę wypoczynkową. Liczba osób, które korzystają z wczasów rośnie więc kilkunastokrotnie. Na wakacje organizowane przez fabryczne służby socjalne wyjeżdża też liczna grupa dzieci i młodzieży.
Ośrodkiem działalności kulturalnej jest nadal fabryczny Klub. Wspomaga go wydawana od 1974 roku nasza zakładowa gazeta „Życie Załomia". Początkowo miesięcznik, od 1977 roku dwutygodnik rozchodzi się w dwutysięcznym nakładzie. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych podejmuje też działalność radiowęzeł.


Życie w reformie

Koniec lat siedemdziesiątych przynosi coraz więcej symptomów gospodarczego kryzysu, które zaczynają  mieć coraz poważniejszy wpływ na funkcjonowanie fabryki. Dotyczy to zwłaszcza spadku dostaw surowców i materiałów, zwłaszcza zaś miedzi i aluminium, odbija się on na poziomie produkcji w latach 1980—1981. Mniejsze dostawy podstawowych surowców nie pozwalają w pełni wykorzystać zdolności produkcyjnych fabryki i stan ten trwa praktycznie  do dziś.   Ale początek lat osiemdziesiątych jest zarazem okresem porządkowania w fabryce licznych spraw głównie z zarządzaniem kablownią, organizacją produkcji oraz poprawą szeroko rozumianych warunków pracy. Wszystko to związek z sierpniowym protestem załogi, którego następstwem było podpisanie 17 września 1980 roku porozumienia między dyrekcją firmy a załogą fabryki Z ponad 100 postulatów; zgłoszonych w sierpniu 80 roku pod adresem        fabrycznej administracji większość zrealizowano praktycznie- już w 1981 roku. Wiele korzystnych zmian przynosi reforma gospodarcza. Przyznana fabryce samodzielność  owocuje licznymi inicjatywami. Mimo stanu wojennego pozwalają one w 1982 roku na przezwyciężenie wielu skutków kryzysu, stopniowe zwiększenie rozmiarów produkcji oraz wypracowanie zysku. Dzięki temu Załom uzyskuje możliwość sfinansowania. niezbędnych inwestycji modernizacyjnych, zyskuje środki na podjęcie programu budownictwa mieszkaniowego dla załogi oraz wprowadzenie nowego – motywacyjnego systemu płac. Po raz pierwszy  w 25-letniej historii przeciętne płace w Załomiu zbliżają się do średniej krajowej. Od kwietnia 1983 r., jest w pełni samodzielny - wtedy ukonstytuowały się organa Samorządu Pracowniczego. Trzy „S", którymi teraz dysponuje zreformowany zakład, pozwala w pełni — tego zdania jest zdecydowana większość — wykorzystać walory reformy i szybciej wrócić do przedkryzysowej normy. Rok 1985 praktycznie powinien ten proces zakończyć.

Historia w „pigułce"

VI.1957 Zagada decyzja o budowie na terenie kraju nowej kablowni. Specjalna ekipa, której zadaniem jest wybór lokalizacji fabryki przemierzając Północną Polskę wskazuje na Załom.
12.VIII.57 Minister Przemysłu Ciężkiego decyzją nr 136 powołuje fabrykę nadając jej nazwę „Szczecińskie Zakłady Wytwórcze Materiałów Elektrotechnicznych w Budowie".
9.XI.1957 Przejęcie przez SZWME terenów obecnej fabryki od Państwowych Zakładów Zbożowych w Szczecinie.
22.VII.1958 Rusza produkcja. Pierwsze dwa bębny — linek aluminiowych schodzą z taśmy.
31.XII.1958 Pierwszy rok istnienia fabryka kończy pomyślnym bilansem. Wartość produkcji przekracza 5 mln zł, zatrudnienie wynosi 49 osób, na inwestycje wydano zaś 11 mln zł.
I.1959 Uruchomienie wydziałów ciągami miedzi i aluminium;
VIII.1959 Powstanie komórki racjonalizacji. Pierwszy projekt zatytułowany: „Zastosowanie nawijarki drutu do ciągarek tacowych” autorstwa inż. M. Ślusarza, K. Żelaznego i S. Rapacza otrzymuje wysoką ocenę i znajduje zastosowanie w całym krajowym przemyśle kablowym.
X.1959 Pierwsze samodzielne osiągnięcie techniczne fabryki; „Załom" jako pierwszy w branży kablowej wytwarza jednooperacyjnie sznur mieszkaniowy w polwinicie SMYp.
1960 Oddanie do użytku 10 domów na przyfabrycznym osiedlu.
XII.1960 skończenie odbudowy i adaptacji hali przeznaczonej na Wydział P-4.
1961   Zakończenie prac budowlanych w hali nr 6 — wydziału w polwinicie (P-6).
V.1962 Koniec prac przy zagospodarowywaniu hali nr 1 — wydziału gumowni.
VI.1963 .Całkowite zakończenie prac budowlanych w hali wydziału ciągarni aluminium.
IX.1963 W Załomiu rozpoczyna działalność Zasadnicza Szkoła Zawodowa.   
III.1963  Informacyjne serie przewodów z „Załomia" po raz pierwszy trafiają za granicę.
VII.l964 Pierwsi pracownicy fabryki wprowadzają się do mieszkań wybudowanych w blokach przy ulicy Słupskiej w Dąbiu
I.1965 Otwarcie przyzakładowej stołówki.
VII.1965 Zakończenie budowy hali nr 8. — Pierwsza produkcja wydziału P-8 drutów nawojowych w emalii.
VIII.1965 Pierwsi absolwenci przyfabrycznej Zasadniczej Szkoły Zawodowej przystępują do pracy w „Załomiu".
1965 Przekazanie pracownikom „Załomia" 3 domów (36 mieszkań) przy ul. Goleniowskiej w Dąbiu.    22.VII.1966 Uroczyste i ostateczne przekazanie całości inwestycji zatytułowanej „Budowa Fabryki Kabli Załom" - koszt wszystkich prac przekroczył 400 milionów złotych.
VI.1968 Pierwszy występ „Załomia" na imprezie o charakterze międzynarodowym. Fabryka wystawia swoje wyroby na MTP.
VII.1968 Uruchomienie nowoczesnej emalierni (P-8), największej inwestycji w latach 1966—1970.
31.XII.1968 Roczna produkcja zakładu po raz pierwszy przekracza wartość miliarda złotych.
II.1971 Początek realizacji inwestycji zatytułowanej „Kompleks przetwórstwa miedzi i jej stopów".
30.IV.1973 Finalny odbiór budowanej kosztem prawie 400 min zł inwestycji „Kompleks przetwórstwa miedzi i jej stopów".
VII.1974 Fabryka otrzymuje nagrodę II stopnia w III Ogólnopołskim Konkursie Dobrej Roboty, w którym wzięło udział 1 063 przedsiębiorstw i zakładów z całego kraju.
XII.1974 Kończy się budowa dwóch bloków mieszkalnych na osiedlu „Załom". Załoga zyskuje ponad 100 mieszkań.
IV.1975 Otwarcie hotelu robotniczego w nowo wybudowanym bloku na osiedlu „Załom".
VI.l975 „Załom" wygrywa wojewódzki „Konkurs na estetyzację zakładów przemysłowych Szczecina".
VI.1975 Fabryczna organizacja ZMS zwycięża w wojewódzkim finale konkursu ogólnopolskiego „Made in Poland — polskie znaczy doskonałe".   
VII.1975 Pierwsze obiekty (boiska do gry w siatkówkę, tenisa i inne) ośrodka sportowo-rekreacyjnego w „Załomiu" zostają przekazane do użytku.
VII.1975 Konferencja Samorządu Robotniczego uchwala regulamin „Odznaki Zasłużony dla Fabryki Kabli „Załom". Wręczenie pierwszych wyróżnień.
XI.1975 Maszyna cyfrowa trzeciej generacji „Odra-1325'' rozpoczyna pracę w zakładowym Ośrodku Informatyki.

XII.1975 Józef Piotrowski – mistrz wydziału TM zdobywa II miejsce w ogólnopolskim konkursie z zakresu znajomości i zasad bhp.
1975 Urząd Miejski przekazuje fabryce 7 hektarów ziemi na terenie osiedla „Załom" z przeznaczeniem na ogródki działkowe.
VII.1976 Do Fabryki Kabli w Szczecinie przyłączony zostaje Zakład Urządzeń Technologicznych w Człuchowie.
X.1977 Zakończenie trwającej z górą rok gruntownej modernizacji wydziałów ciągami miedzi i emalierni drutów grubych (P-5).
I.1978 Do użytku przekazana zostaje nowoczesna sala audio-wizualna wyposażona w kamery i monitory tv, magnetowid, projektory i inne cenne urządzenia.
22.VII.1978 Obchody XX-lecia Fabryki Kabli „Załom", liczne imprezy, w tym uroczysta akademia połączona z wręczeniem 74 pracownikom zakładu wysokich odznaczeń państwowych, regionalnych i resortowych. Odznaczenie Fabryki odznaką „Gryfa Pomorskiego" „Za wybitne zasługi w rozwoju Pomorza Zachodniego".
VII.1978 Otwarcie wystawy „Człowiek — Praca —- Wypoczynek" Załom-78 — jest ona pionem ogólnopolskiego pleneru fotografików.
IX.1978 Pierwszy znak najwyższej jakości „Q" dla fabryki.
31.XII.1978 Wydział P-6 jako pierwszy w historii przedsiębiorstwa osiąga roczną produkcję wartości miliarda złotych.
VI.1979 Wyróżnienie fabryki Medalem Komisji Edukacji Narodowej. To Odznaczenie przyznane zostało za zasługi poniesione na polu kształcenia kadry zakładu.
XI.1979 Po raz piąty z kolei fabryka zwycięża w konkursie „Cały Szczecin w kwiatach".
III.1980 Otwarcie w Szczecińskiej Galerii Fotograficznej ,Faktum" wystawy fotogramów zatytułowanej „Załom 79".
V.1980 Przekazanie załodze nowego hotelu robotniczego o 200 miejscach.
17.IX.1980 Zawarcie porozumienia między administracją a załogą fabryki w sprawie realizacji postulatów zgłoszonych przez pracowników „Załomia" w sierpniu 1980 roku.
IX.1982 Rozpoczęcie prac projektowych związanych z budową
osiedla „Załom II".
19.IV.1983 I Ogólne Zebranie Delegatów i członków Rady Pracowniczej fabrycznego samorządu.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #18 : 21 Lipiec 2010, 21:24:35 »

Zmobilizowałem się i przed rocznicą, fotki do artykułu.
Pozostałe dołączone do obu części artykułu.
Zapisane
rocketv2v
*
Offline Offline

Wiadomości: 17



« Odpowiedz #19 : 24 Lipiec 2010, 10:48:38 »

... i rozwalili jak stocznie ? Co  teraz w halach powstało? Kabaret "Złom Załomia"?
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #20 : 25 Lipiec 2010, 21:49:35 »

Coś dla miłośników Załomia... też z "Życia".
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #21 : 30 Lipiec 2010, 20:49:11 »

Część 10

Życie Załomia Rok XI nr 11 (162) Szczecin, 1-15 Czerwca 1984R.


Przedstawiamy P —18

Największy w fabryce

„Wydziały ciągami Miedzi P-18 (i P-4), rozpoczynają cykl produkcyjny fabryki. Z dostarczonej tu walcówki miedzianej, a także aluminiowej ma „osiemnastce" wyrabia się druty podbiegowe, a z nich druty cieńsze. Tak powstają półfabrykaty, które trafiają z kolei na inne wydziały".

Tak pokrótce i na użytek osób postronnych charakteryzuje wydział P-18, wydany w ubiegłym roku informator o naszej fabryce. Rzecz jasna jest charakterystyka nadzwyczaj oszczędna i nie oddająca wszystkich cech wydziału. Postaramy  się rozwinąć ją.

SŁOWO O PRODUKCJI

Otóż „Osiemnastka" awansowała ostatnio na pierwsze miejsce pod względem wartości produkcji w fabryce. Fakt, że w części jest to wynik zabiegów organizacyjnych. Jeszcze przed kilkoma laty osobnym wydziałem była ciągarnia aluminium: P-7, która połączona została właśnie z P-18 w jeden duży wydział. Nie zmienia to wymowy faktów. W tym roku powstanie tu produkcja wartości 3,4 miliarda złotych, a więc około jedna trzecia wpływów jakich spodziewamy się w tym roku w Załomiu ze sprzedaży produkcji. Co charakterystyczne przy tym wartość produkcji szybko rośnie i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie P-18 dostarczy w bieżącym roku (w cenach porównywalnych) o jedną trzecią więcej wyrobów niż przed rokiem. Pierwszy kwartał 1984 r. potwierdził w dużej mierze te tendencje wzrostowe. Produkcja ciągarni zwiększyła   się   prawie   o jedną czwartą.
Co ważne i stanowi satysfakcję kierownika wydziału inż. Jana Krzaczkowskiego, udało się „osiemnastce" — w pełni zrealizować zadania asortymentowe, choć ze względu na brak zamówień na linki miedziane (chodzi o 1300 ton) nie w pełni zrealizowała plan wartościowy.
Ale na to już załoga iszefostwo wydziału nie miało wpływu.
Sprawa asortymentu jest tu o tyle istotna, że w wielu wypadkach warunkuje sprawną pracę innych wydziałów P-18 wytwarza głównie linki aluminiowe i stalowo — aluminiowe oraz druty i linki miedziane. Ale łącznie typo-wymiarów jest z reguły 120. Tyle właśnie rodzajów przewodów trafia do powstałych pięciu fabrycznych wydziałów. Najwięcej półproduktów biorą wydziały P-8, P-5 i P-6. Ale nawet druga ciągarnia — P-4 „kupuje" u osiemnastki tzw. podbiegi. W każdym razie łatwo sobie wyobrazić na ile skomplikowałaby się sytuacja   na   tych   wszystkich wydziałach, gdyby osiemnastka porządnie nie wywiązała się ze swoich obowiązków.

NIE TYLKO KOOPERACJA

Nie tylko kooperacja i wytwarzanie półproduktów — należy do programu ciągarni. Poważne partie wspomnianych wyżej linek i drutów trafiają do odbiorców krajowych i na eksport. W tej ostatniej mierze P-18 poważnie liczy się w załomowskich bilansach dewizowych. Eksport drutów gołych i linek miedzianych według czynionych na początku roku założeń, powinien przynieść nam ponad 10 milionów dolarów. Niestety mimo wszelkich warunków, brak zamówień uniemożliwia tymczasem przynajmniej pełne wykonanie tych planów.
Aby jednak stworzyć sobie pole manewru na wypadek napływu zamówień, kierownik Jan Krzaczkowski stara się wyprodukować teraz możliwie najwięcej wyrobów zakontraktowanych przez odbiorców krajowych. W ten sposób łatwiej będzie w razie potrzeby przeznaczyć większą ilość mocy wydziału na produkcję eksportową.
Na eksport (wagowo licząc) P-18 przeznacza, około jednej trzeciej swojej produkcji. Świadczy to między innymi o walorach wyrobów tu wytwarzanych.
O jakości świadczy także fakt, że 97 procent wyrobów gotowych osiemnastki posiada aktualnie „jedynkę" — znak najwyższej krajowej jakości. Do kompletu brakuje tylko linka stalowo-aluminiowa. Niestety starania o znak jakości utrudnia niska jakość drutu stalowego, który wytwarzany jest poza naszą fabryką.
Tak czy owak z tytułu produkcji oznaczonej „jedynką" P-18 zarabia w kwartale około 7 milionów złotych dodatkowo. I to jest premia za dobrą jakość. Nieco gorzej natomiast wygląda sprawa wskaźników braków naprawialnych i nienaprawialnych. W pierwszym kwartale zostały one przekroczone.
O jakości decydują dwa czynniki: ludzie i maszyny. Jeśli chodzi o park maszynowy  — inżynier Krzaczkowski nie narzeka. W tym roku przybędą wydziałowi dwa urządzenia. Planuje się mianowicie zamontowanie przy grubociągu T-80 — żarzarki. Z kolei UDZWG wzbogacić się ma   odbieracz    szpul    typu Frisch. Wydział posiada już po jednym takim urządzeniu: żarzarkę i odbieracz. Ale planowana inwestycja zwiększy dwukrotnie zdolności wydziału w dziedzinie produkcji drutów miękkich dla odbiorców krajowych oraz na eksport.



DOBRY ZESPÓŁ

Nie ulega wątpliwości —  twierdzi inż. Krzaczkowski, że dobre wyniki i pozytywna ocena wydziału są zasługą zatrudnionych ludzi. Aktualnie pracuje 170 osób,  w tym 161 bezpośrednio w produkcji — tyle ile wcześniej  zaplanowano. Kierownik nie skarży się więc na brak  rąk do pracy, choć zdarzają się sytuacje gdy drobna „epidemia" — komplikuje sytuacje na wydziale. Ludzie, którzy ostatnio podjęli tu pracę nie odchodzą, jak było to jeszcze do niedawna — po  kilku tygodniach czy miesiącach, ale adaptują się na dobre.
Znaczy   to,  że nabór był  trafny, a załoga dzięki temu  jest już w miarę ustabilizowana. Niewątpliwie odgrywają tu swoją rolę warunki pracy, a przede wszystkim zarobki, które systematycznie  rosną (w ciągu roku o 4 tys. zł), podobnie zresztą jak wydajność pracy. Obie te sprawy, zdaniem inż. Krzaczkowskiego, łączy w sposób udany system motywacyjny, który „zagrał",   w   przypadku „osiemnastki".
Nie ma też problemu ze znalezieniem chętnych do wykonania jakiejś pracy w godzinach nadliczbowych, choć z drugiej strony ilość tych godzin na jednego zatrudnionego — podobnie jak na innych wydziałach — dość wydatnie zmalała.
Szczególnie jednak chwali kierownik zespół mistrzów oraz dozoru technicznego wydziału. Dzięki nim praca jest dobrze zorganizowana,   rytmiczna, przestrzegane są wymogi produkcji asortymentowej a jakość wyrobów wysoka. Także i w tym wypadku zadziałał dobrze nowy system płac, który na wszystkie ważne dla produkcji aspekty każe zwracać uwagę i odpowiednio za to premiuje.

Do niewątpliwych negatywów, sam szef wydziału podobnie zresztą jak szefostwo fabryki zalicza stan bezpieczeństwa i higieny pracy. Od początku roku na P-18 zdarzyło się 7 wypadków przy pracy. Przyczyną w większości jest nieostrożność pracowników brak, dbałości o przestrzeganie przepisów bhp. Trudno jednak stwierdzić, że bez winy pozostaje w tej sytuacji dozór, że w porządku są wszystkie maszyny i urządzenia.
To właśnie sytuacja w dziedzinie bezpieczeństwa pracy — najbardziej niepokoi kierownika Krzaczkowskiego. Co do reszty ma tylko dwa życzenia; żeby praca nie szła gorzej niż dotychczas i żeby ruszył wreszcie zaplanowany eksport!
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #22 : 16 Sierpień 2010, 21:07:59 »

Część 11

Życie Załomia ROK VI. NR 2 SZCZECIN-CZŁUCHÓW 15-31.I.1979
 
O pracy przychodni w zakładzie

Zadaniem Przemysłowej Służby Zdrowia jest działalność profilaktyczna w celu podniesienia zdrowotności załogi przez zapobieganie chorobom oraz udzielanie świadczeń zgłaszającym się chorym pracownikom   zakładu.
U nas w kraju w 1953 r. powołano jako samodzielny pion Przemysłową Służbę Zdrowia. Na jej czele stoją cztery Instytuty Medycyny Przemysłowej, a w każdym województwie jest Wojewódzka Przychodnia Przemysłowa lub Przemysłowy Specjalistyczny Zespół Opieki Zdrowotnej.
Instytucje te zajmują się orzekaniem specjalistycznym pracowników zatrudnionych w zakładach.
Podstawowym ogniwem w organizacji Przemysłowej Służby Zdrowia są Przychodnie Przyzakładowe i Międzyzakładowe. Jedną z takich jest nasza przychodnia. Zatrudniamy dwóch lekarzy przemysłowych w pełnym wymiarze zatrudnienia, dwóch lekarzy dentystów, dwóch ginekologów — zatrudnienie godzinowe, laryngologa — zatrudnienie godzinowe. Poza tym działa laboratorium analityczne, pobieramy prawie każdy materiał do badania. Gabinet fizykoterapii i Ekg. Otrzymaliśmy aktualnie kabinę do badań audiometrycznych — co pomoże w wykrywaniu uszkodzeń słuchu. W leczeniu przypadków trudniejszych lub wymagających hospitalizacji pomaga nam bardzo dużo personel Wojskowego Szpitala Garnizonowego w Szczecinie. W rozpracowaniu środowiska w sensie szkodliwości od dwóch lat ściśle współpracujemy z Kliniką Położniczą Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
Zakład tutejszy prowadzi współpracę z uzdrowiskami polskimi — także sanatorium w Kamieniu Pomorskim; z której to racji mamy około stu skierowań do sanatoriów w całej Polsce.
Zachęcam do korzystania z tej formy leczenia.
J. Michaliszyn
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #23 : 22 Sierpień 2010, 21:32:48 »

Część 12

ŻYCIE  ZAŁOMIA Rok XII NR 15/16 (190/91) Szczecin, 1-31-SIERPNIA 1985 R

Przedstawiamy TE

Dział, który „napędza fabrykę”

Mówiąc najogólniej Dział Głównego Energetyka nadzoruje i obsługuje urządzenia. które „napędzają" całą fabrykę, dostarcza w ciągu doby tyle energii ile zużywa co najmniej dwudziestotysięczne miasto. Ale nie tylko energią elektryczną i cieplną zajmuje się dział TE. Dba o dostarczenie wody i odprowadzenie ścieków. Choć więc może na codzień nie bardzo to sobie uświadamiamy, wagę działu, którym kieruje mgr inż. Janusz Stróżewski, trudno przecenić. Każde „potknięcie" może tu mieć daleko idące skutki dla funkcjonowania całej fabryki.
Przede wszystkim więc dział TE nadzoruje całość gospodarki   elektroenergetycznej w Załomiu, czyli wszystko to, co związane jest w naszej kablowni z prądem elektrycznym, poczynając od odebrania energii z sieci   państwowej. To zasilanie, warto dodać, odbywa się z dwóch linii 110 kV które, jak wyjaśnia inż. J. Stróżewski, są spięte w ogólnopolskim pierścieniu. Jakakolwiek więc akwaria w tej mierze może odbić się na stopniu zasilania lub wręcz pozbawić energii innych odbiorców na terenie Szczecina lub nawet na bardziej odległych obszarach. Energia,  którą  otrzymujemy z sieci państwowej jest, już na terenie fabryki, przetwarzana najpierw w stacjach transformatorowych  110/15 kV; a następnie w podstacjach 15/04 kV i dopiero wówczas   zostaje   przesłana   do  wszystkich użytkowników w działach, na wydziałach,   w  budynkach biurowych  i mieszkalnych na terenie Załomia. Tam   już instalacjami zajmują się wydziałowe służby utrzymania ruchu.

W TROSCE O NIEZAWODNOŚĆ

Nasz   zakład   należy    do bardzo poważnych odbiorców energii elektrycznej. Jak oblicza kierownik TE, roczne zużycie wynosi około 56 tysięcy  gigawatogodzin, zaś wydatki z tym związane sięgają ośmiu — dziesięciu milionów złotych miesięcznie. Rocznie daje to więc ponad sto milionów złotych. Nic dziwnego więc, że problem oszczędzania energii należy w Załomiu do ważnych.
W miarę rozbudowy zakładu i  zwiększenia  produkcji rośnie również zużycie energii, a jednocześnie podejmowane są przedsięwzięcia zmierzające do zwiększenia niezawodności zasilania. Taki charakter mają przekazane  ostatnio do użytku nowe linie kablowe zasilające kotłownie  oraz spinki kablowe na wydziałach P-4 i P-8.
Służby TE dbają również o remonty maszyn oraz zajmują  się   ich   przezwajaniem. Automatycy, elektronicy, instalatorzy — średnio 70 osób zajmuje się na co dzień problemami gospodarki elektroenergetycznej w Załomiu, nie licząc służb eksploatacyjnych na wydziałach i działach. Nie brakuje Im problemów drobnych,  codziennych i poważniejszych. Te ostatnie wynikają głównie z braku części zamiennych do maszyn i urządzeń zwłaszcza — produkcji krajowej.
Inż. Stróżewski nie skarży się natomiast na brak ludzi. Ma też nadzieję, że istotny dla funkcjonowania   działu   mankament — zbyt skromna powierzchnia warsztatów — zostanie wreszcie usunięty. Szef działu liczy, że w końcu tegorocznego   lata    warsztaty znajdą się już w nowych pomieszczeniach, które przygotowywane są od ośmiu prawie lat.
WIĘCEJ PARY
Gospodarki cieplna to drugi ważny dba funkcjonowania zakładu problem, za który od powiada  dział  energetyczny. „Ciepło" (produkuje   teraz 6 kotłów, które w ciągu roku spalają około 16 tys. ton węgla. Zapewnia to   niezbędne ilości energii cieplnej dla wydziałów, działów, dla ogrzania fabryki i  pobliskich osiedli, w tym, oczywiście rozrastającego się „kasztanowego". Patrząc jednak perspektywicznie istnieje potrzeba  wzmocnienia  kotłowni o  dwa kotły. Decyzja taka już zapadła, a „Biprokabel" przygotowuje odnośną dokumentację. Zainstalowanie   tych   dodatkowych jednostek produkcji „ciepła" pozwoli nie tylko na zaspokojenie   rosnących    potrzeb wydziałów produkcyjnych, ale zwiększy  również   „pewność zasilania" na wypadek awarii.
TE odpowiada również za ogrzewanie załomowskich osiedli. W tym roku, jak zapewnia inż. Stróżewski, jest już w tej mierze lepiej niż w ubiegłym sezonie. Fakt, że nie wszyscy maja dostatecznie ciepło wynika głównie ze złej izolacji ścian (dotyczy to zwłaszcza mieszkań szczytowych) i nieszczelnej stolarki. Dopiero załatwienie tych problemów może radykalnie poprawić sytuację podczas tak ostrych zim, jak tegoroczna. Tak czy inaczej jednak w planach pracy działu znajduje się wykonanie remontu kapitalnego sieci „co" we wszystkich budynkach osiedla Załom.
Inny problem — pękanie grzejników, co dało się we znaki m.in. załodze biurowca, rozwiązany będzie przecz zainstalowanie stacji wymienników co., .które zmniejszają ciśnienie wody przepływającej przez grzejniki. To właśnie zbyt wysokie ciśnienie było przyczyną licznych awarii podczas minionej zimy. Stacje takie otrzymają też praktycznie wszystkie wydziały oraz TM.

LEPIEJ Z WODĄ

W toku produkcji „Załom” nie tylko zużywa duże energii elektrycznej i cieplnej, ale pochłania również znaczne ilaści wody. Dla celów technologicznych i sanitarnych, a także dla spożycia trzeba w ciągu minuty cztery, pięć do sześciu nawet metrów sześciennych wody. I takich mniej więcej ilości ścieków trzeba następnie odebrać, oczyścić i zrzucić.
Do niedawna na potrzeby fabryki pracowało 5 starych wyeksploatowanych studni., z których wodę czerpały dość zawodne   pompy.   Od   roku mniej więcej sytuacja w tej mierze ulega  systematycznej poprawie. Oddanie do użytku nowej hydroforni, a wcześniej także trzech nowych ujęć zlikwidowało w dużej mierze deficyt wody. Dzięki instalacjom do odżelaziania, odmanganiania    i   dezynfekowania poprawiła się również jakość wody. W lutym  oddano do użytku   kolejne   trzy   ujęcia głębinowe, a  hydrofornia  nr 2 ma być przekazana do użytku pod koniec roku. W ten sposób cała sieć uzyska tzw. pewność zasilania i praktycznie zamknie problemy z zaopatrzeniem w wodę.
„Zamknie" jednak pod warunkiem, że wodę, która staje się coraz cenniejsza dla całej gospodarki, zaczniemy oszczędzać. Chodzi tu mianowicie o wykonanie na wydziałach zamkniętych obiegów wody używanej do celów technologicznych. Aktualnie „Biprokabel” opracowuje projekt techniczny obiegu wody chłodniczej dla wydziałów P-l i P-6. Dopiero po zrealizowaniu tych zamierzeń będzie można mówić o racjonalnej gospodarce tak ważnym dla produkcji składnikiem. Ważne znaczenie dla ochrony środowiska będzie miało również oddanie do użytku oczyszczalni ścieków sanitarnych.
Warto tu jeszcze dodać, że dział energetyczny zajmuje się również dostarczaniem całej fabryce sprężonego powietrza. Cztery sprężarki „produkują” 10 metrów sześciennych powietrza w ciągu minuty. Służy, ono m. in. do suszenia przewodów oraz poruszania niektórych, maszyn i urządzeń.
Nad czterema „żywiołami” - energią elektryczną, ciepłem, wodą oraz sprężonym powietrzem — które umożliwiają sprawne działanie fabryki czuwa łącznie 143 ludzi, z których 12 stanowi nadzór. Praktycznie wszyscy — mówi mgr inż. J. Stróżewski są w swoich dziedzinach dobrymi, wysokiej klasy fachowcami.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #24 : 27 Sierpień 2010, 22:37:21 »

Część 13

W końcu trafiłem na ślady "twórców" Życia Załomia... Choć trochę wydawnictwo przestanie być anonimowe.

ŻYCIE ZAŁOMIA Rok XI NR 13/14 (164/5) Szczecin,1-31 lipca 1984 r.

Samo „Życie”

10 lat temu, w lipcu 1974 r. poczęło się „Życie Załomia". Pierwszy numer z datą 22 lipca jest dziś białym krukiem i zachował się prawdopodobnie tylko w prasowych archiwach dyrektora Rybczyńskie­go. Prawdę mówiąc nikt jeszcze wówczas nie był przywiązany do tytułu i gazety, a niewielu tylko rokowało jej dłuższy żywot. Rzeczywistość okazała się, jak czasem bywa, bardziej przychylna, a i za­interesowani też nie poddali się trudnościom, które towarzyszyły gazecie zwłaszcza w pierwszym okresie.

TAK SIĘ ZACZĘŁO.

 Naj­pierw przestał wystarczać ra­diowęzeł.   Zaczęto   się  więc rozglądać   za mniej ulotnym źródłem informacji o   życiu fabryki. Podobno na jednej z narad robotnicy wręcz doma­gali się wydania zakładowej gazety. Wkrótce taka decyzja  zapadła. Ukazała, się wówczas tzw. jednodniówka — na ta­kie jednorazowe wydanie wy­raził bowiem zgodę  Główny Urząd Kontroli Prasy Publi­kacji i Widowisk. Ale wszy­scy chcieli normalnej, ukazu­jącej się w miarę systema­tycznie gazety. A na to po­czątkowo  nie było pozwole­nia. I tu zaczęły się bóle.
— „Jeździłem kilkakrotnie do Centrali Urzędu w Warszawie i wracałem z niczym — wspomina pierwszy naczelny „Życia" Stefan Pietrzak. Trzecim albo czwartym razem, gdy zobaczył mnie jeden z wicedy­rektorów wziął moją delega­cję, czarnym mazakiem prze­kreślił  na  krzyż  i  napisał „przyjazd niecelowy". W mię­dzyczasie   jednak   zdołaliśmy wydać    pięć   jednodniówek. Wziąłem pod pachę wszystkie numery i pojechałem znowu do Warszawy. To okazało się dobrym argumentem. Przeko­nałem, że potrafimy robić ciekawą i żywą gazetę".
Potem było nieco łatwiej. Gazeta miała grono zapaleń­ców, ówczesny kierownik ZOPiW Dionizy Mikszo był duszą całego przedsięwzięcia. Pomagał zbierać materiały, przypominał, podpowiadał cie­kawe tematy. Ściśle współpracowali z Życiem Henryk Ba­ranowski i Kazimierz Maliniewicz — obaj pisali najchęt­niej o eksporcie. W racjonali­zacji specjalizował się wtedy Edward Roszyk, a Włodzi­mierz Foltynowicz i Stanisław Starzyński często poruszali sprawy bezpieczeństwa i hi­gieny pracy. Fotoreporterem był Kazimierz Wierut.

KTO JEST KTO?   

Redak­tor Pietrzak redagował gazetę przez cztery z górą lata. Wy­dał ponad pół setki numerów. Następna pięciolatka (od mar­ca siedemdziesiątego dziewią­tego)  jest „nasza" i zrobili­śmy w tym czasie ponad sto dziesięć razy „Życie". My, to znaczy Piotr Zieliński i Krzy­sztof Pohl, drugiego z nas ostatnio coraz częściej wyręcza żona Elżbieta.   Nasza   ekipa pracuje razem od pięciu lat, czego  nie można powiedzieć o   redaktorach   technicznych (odpowiedzialni    za   łamanie gazety i współpracę z drukar­nią),  którzy,  nas   porzucali, choć częściej było odwrotnie. Ostatnio  jednak — dwa  la­ta temu — przywiązał się do nas redaktor   Zdzisław   Ga­wroński i wszystko wskazuje, że długo zostanie w ekipie. O naszym fotoreporterze (ostatnim) Jerzym Baranowskim też dałoby się wiele dobrego po­wiedzieć.  Najważniejsze jed­nak, że robi ciągle postępy.

JAK MY TO ROBIMY.

Przed pięcioma laty wszyst­ko wydawało się proste. Roz­sadzała nas energia. Daliśmy się oprowadzić po fabryce, uścisnęliśmy setkę dłoni, szyb­ko nawiązaliśmy kontakty, nauczyliśmy się rozróżniać P-5 od TN oraz dyrektora Mar­szałka od kierownika Gonta­rza. To ostatnie zresztą było najłatwiejsze, różnica była widoczna gołym okiem. W koń­cu sprzątnęliśmy ponurą no­rę, którą przydzielono nam na redakcję, a w której starą ża­rówkę długo potem jeszcze obsrywały muchy i zabraliśmy się do roboty. Najpierw zwra­caliśmy się do czytelników, aby pomogli nam redagować „Życie", a my im pomożemy rozwiązywać ich problemy. No więc mam pomogli. Zwróci­liśmy się zatem, aby przychodzili do nas ze swoimi kło­potami — nie przychodzili ani z kłopotami, ani w ogóle. Zdarzało się piętnować „zło", ale nikt się tym nie przejął. Staraliśmy się pomóc w roz­wiązywaniu całego szeregu problemów trapiących załogę. W tym celu robiliśmy redak­cyjne „sondy". Między inny­mi na temat dojazdów do pracy i wyżywienia. Ale ani jedno, ani drugie nie stało się lepsze.
Trzeba jednak przyznać, że ostatnio z krytyką jakby le­piej nam idzie. Lawinowo na­pływają odpowiedzi i rzeczy­wiście coś się dzieje. Znamy tajemnice sukcesu gazety. To działa nasze lobby. Nie będziemy zdradzać nazwisk i tak wszyscy wiedzą o kogo chodzi.
Ale miało być o robocie. Więc biegamy, rozmawiamy, Wysiadujemy na naradach, telefonujemy, piszemy. Zmaga­my się z ludźmi, którzy nas nie lubią bez powodu i z ty­mi, którzy nas nie cierpią za­służenie. Zmagamy się z własnym zmęczeniem, brakiem talentu, konceptu i zdjęcia, bo akurat fotoreporter się zaga­pił. Potem z tego staramy się złożyć kolejny numer „Życia Załomia". Kiedy już nam się to udaje, dajemy do czystego przepisania paniom z hali maszyn, co cierpliwie znoszą mimo, że zawsze nam się naj­bardziej spieszy.
Teraz rzecz bierze w swoje ręce redaktor Gawroński. On łamie gazetę i też biega, telefonuje, rozmawia z drukar­nią szczecińskich Zakładów Graficznych. Ostatnio idzie mu gorzej, bo drukarnia cier­pi na brak ludzi, którzy nie garną się do tego szacownego kiedyś zawodu. Skutek taki, że musieliśmy ograniczyć objętość gazety. Tyle, zrobiliśmy mały wybieg, mniej dajemy zdjęć, więcej drukujemy ma­łymi czcionkami — nonparelem, czego zresztą nie lubią ani czytelnicy, ani redaktorzy. I z grubsza wychodzimy na swoje. Tylko że nie zawsze udaje się wydrukować gaze­tę w terminie.
I jeszcze jedno zadanie spo­czywa na redaktorze Gawroń­skim: odpowiada za korektę czyli chochliki. Ładnych parę lat temu na pierwszej stronie jednej ze szczecińskich gazet ukazało się wybite tłustym drukiem zdanie: „Reakcja pozdrawia czytelników". Oczywiście miało być redakcja. Więc gdyby mimo wszystko coś ta­kiego trafiło się w „Życiu", Państwo wiedzą kto za to od­powiada.

TERAZ ŻYCZENIA.

Oficjalne napłyną wtedy, kiedy już wszyscy za naszym pośrednictwem dowiedzą się o naszym jubileuszu. Możemy jednak zdradzić czego życzymy sami sobie. Otóż żeby zawsze czy­tano nas tak uważnie jak widać to na zdjęciu, które zro­bił nasz wszędobylski fotore­porter Jerzy Baranowski.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #25 : 02 Wrzesień 2010, 21:39:44 »

Część 14

ŻYCIE ZAŁOMIA ROK XI NR 12 (163) SZCZECIN, 16-30 CZERWCA 1984R.

Po raz pierwszy samodzielnie

Załom na MTP


Od 10 do 17 czerwca odbywały się w Poznaniu kolejne międzynarodowe targi. Nasza fabryka uczestniczyła w tej wielkiej imprezie handlowej już siedemnaście razy (od 1968 roku). Dotychczas jednak braliśmy udział w ramach zbiorowych ekspozycji przemysłu kablowego. W tym roku po raz pierwszy „Załom" występował jako samodzielny wystawca prezentując indywidualną ekspozycję. Pełnomocnikiem Dyrektora do spraw MTP, został p. Kazimierz Maliniewicz, ekspert w tych sprawach, od początku czuwający nad naszym udziałem w MTP.
W bieżącym roku, podobnie jak w latach ubiegłych miejscem załomowskiej ekspozycji była hala nr 11 A, znajdująca się w centrum terenów targowych tui obok znanej iglicy. Naszym potencjalnym klientom oferowaliśmy dość bogatą gamę wyrobów: przewody elektryczne miedziane gołe i takie same przewody wykonane z aluminium, przewody elektroenergetyczne ogólnego przeznaczenia do układania na stałe w izolacji i powłoce polwinitowej. Kable energetyczne o izolacji z tworzyw termoplastycznych i powłoce polwinitowej na napięcie znamion we 0,6/1,0 kV, przewody nawojowe emaliowane mie dziane okrągłe oraz przewody "elektroenergetyczne o izolacji i powłoce gumowej. Te ostatnie jak napowietrzne linki aluminiowe przedstawiliśmy potencjalnym importerom po raz pierwszy.
Nasza ekspozycja zajmowała około 30 metrów kwadratowych tuż obok zbiorowej ekspozycji pozostałych kablowni, którą zorganizował „Technokabel". Jak poinformował nas p. Kazimierz Maliniewicz tuż przed rozpoczęciem imprezy handlowej w Poznaniu, do targów przygotowaliśmy się niezwykle starannie, dbając nie tylko o merytoryczną ale i estetyczną oraz  propagandową    oprawę stoiska fabrycznego, która u-trzymana była w tonacji beżowej. Pod wielkim napisem oraz znakiem firmowym „Załomia", na estetycznych skrzyń kach o różnej wysokości o-bitych specjalną wykładziną wystawione zostały specjalne szpule z przewodami, bębny oraz ich miniaturki, a także przy samym wejściu oryginalna beczka Frischa. Ostateczny kształt stoiska, stosownie do scenariusza wcześniej przygotowanego był dziełem artystów plastyków. Mamy nadzieję, że podobnie jak w latach ubiegłych ekspozycja znajdzie uznanie w oczach Komitetu Wystawców MTP i zdobędzie   nagrodę za swoje walory plastyczne i handlowe.
Warto przy tym zaznaczyć, że mimo usamodzielnienia się przez naszą fabrykę i znacznego zwiększenia powierzchni, na której prezentowaliśmy naszą produkcję, koszty udziału w Międzynarodowych Targach Poznańskich niewiele wzrosły. Stało się tak dzięki wyeliminowaniu pośredników, którzy za swoje usługi pobierali znaczne opłaty.
Oprócz stałej trzyosobowej ekipy, która zostanie akredytowana na targach, przewidziano wyjazdy pracowników, a m. in. zapowiedzieli swoją wizytę członkowie zakładowego Klubu Techniki i Racjonalizacji.
Do udziału w MTP przywiązujemy dużą wagę z uwagi na możliwości eksportowe i dość ambitne plany. Dotychczasowe doświadczenia wskazują na wielorakie korzyści wynikające z udziału w tych imprezach. Tutaj m. in. nawiązano liczne kontakty, które owocowały zwiększeniem eksportu, w Poznaniu zawarto też kilka umów eksportowych, wśród których ostatnio największa umożliwiła nam sprze daż przewodów dla francuskiej firmy „Sermes". O wynikach naszego udziału w MPT, poinformujemy w najbliższym numerze.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #26 : 11 Wrzesień 2010, 20:37:05 »

Część 15

ŻYCIE ZAŁOMIA Rok XIII nr 20 (219) Szczecin, 16-31 PAŹDZIERNIKA 1986 r.

Z pomocą swemu miastu

20 milionów na Trasę Zamkową


Od wielu lat trwa budowa Trasy Zamkowej — nowoczesnej drogi, która zdecydowanie ułatwi komunikację między dwoma częściami Szczecina — półmilionowej aglomeracji, którą dzieli Odra i jej odnoga — Regalica. Prace systematycznie posuwają się do przodu, choć do ostatecznego zakończenia tej inwestycji komunikacyjnej pozostało sporo jeszcze do zrobienia.

Jedną z podstawowych, przyczyn, która powoduje, że tempo prac przy wznoszeniu Trasy jest wolniejsze niż mogłoby i powinno być — jest systematyczny brak gotówki. Gdyby budowniczowie dysponowali większymi sumami pieniędzy do przerobienia, mimo okresowych kłopotów z materiałami budowlanymi, prace toczyłyby się szybciej. Tymczasem jest inaczej, zgodnie z przysłowiem „Tak krawiec kraje jak materiału staje".
Z pomocą przychodzą, więc największe firmy szczecińskie dofinansowujące w miarę swoich możliwości tę inwestycję, dzięki czemu przyspiesza się tempo budowy. Kierując się interesem ogólnospołecznym także naszej załogi, której część dojeżdża do pracy w Załomiu z lewobrzeżnego Szczecina, kierownictwo naszej fabryki w porozumieniu z aktywem polityczno-społecznym wystąpiło z propozycją wyasygnowania z zysku kwoty 20 milionów złotych na budowę Trasy Zamkowej. Do wyjścia z taką propozycją skłoniła szefostwo firmy także dobra sytuacja finansowa kablowni, realna szansa wypracowania zysku znacznie większego aniżeli planowano to na początku roku.


Rada Pracownicza, w której gestii leży ostateczne zatwierdzenie wydatków z zysku zaakceptowała propozycje i za parę lat jadąc Trasą Zamkową będziemy mogli, powiedzieć, że znajduje się w niej również cząstka naszej pracy.

Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #27 : 12 Wrzesień 2010, 20:41:20 »

Mam nadzieję, że jeszcze Was nie zanudziłem...
Część 16

ŻYCIE ZAŁOMIA Rok XIII/XIV nr 2/1 (223/224) Szczecin, 16 GRUDNIA- 15 STYCZNIA  1986/87 r.

Ćwierć wieku w Załomiu

Żywot pracowity
 


W środę 13 listopada Marek Żołnierkiewicz stawił się w pracy, choć wcale nie musiał. Niedawno skończył 65 lat, od kilku miesięcy jest na emerytur/e. I od kilku miesięcy, ściśle zaś od pierwszego lutego, pracuje na pół etatu w Dziale Pracy Chronionej i Rehabilitacji Zawodowej jako ślusarz. W angażu pisze o trzech dniach roboczych: poniedziałku, wtorku i piątku. Przyjechał jednak w środę, bo wiedział, że będzie potrzebny, ponieważ go poproszono. Należało szybko wykonać szpule niezbędne do informacyjnej partii przewodów, która wysłana zostanie do Anglii. Od solidności i szybkości wykonania m. in. tej roboty zależało czy Brytyjczycy staną się kolejnym klientem Załomia. Czas naglił, nawet kierownik Grzesiak stanął przy maszynie. Czy mógł odmówić pomocy Marek Żołnierkiewicz?
Do Załomia, trzeba powiedzieć otwarcie, trafił już jako dojrzały mężczyzna. Zachęcił go do pracy brat żony, który w sześćdziesiątym pierwszym sprawował w fabryce funkcję Głównego Mechanika. Wcześniej szwagier ściągnął Marka Żołnierkiewicza do miasta nad Odrą z odległego dość Wolsztyna. Jeszcze wcześniej pracował w Zbąszyniu i Wrocławiu. Zanim stanął przy warsztacie w Załomiu przez całe pięć lat pracował w Szczecińskich Terenowych Zakładach Spożywczych.

Początki były trudne. Dla Marka Żołnierkiewicz podobnie Jak dla całej czterystoosobowej wówczas załogi. Na dobrą sprawę fabryka ciągle znajdowała się w fazie budowy, ludzie uczyli się fachu w niełatwych warunkach. Uczył się też Marek Żołnierkiewicz.
—   Pamiętam — wspomina — jak przez dwie doby praco-ulaliśmy przy naprawie angielskiej maszyny. Spaliła się cewka, należało ją wymienić. Przedtem jednak trzeba było rozebrać sprzęgło. Ha oko operacja nie wydawała się trudna. Ale nikt w fabryce nie dysponował dokładną dokumentacją techniczną. Nikt też całkowicie nie znal konstrukcji urządzenia. Uczyliśmy się jej w trakcie koniecznych napraw i remontów. Dlatego właśnie trwało to tak długo. Ale już kuka miesięcy później na podobną naprawę wystarczało nam sześć—siedem godzin.
Był brygadzistą, mistrzem, potem nauczycielem zawodu w przyfabrycznej szkole. Pracował praktycznie na wszystkich wydziałach z wyjątkiem emalierni. Ale najchętniej teraz jeszcze wraca pamięcią do pierwszych lat w Załomiu. Może dlatego, że było wtedy, najtrudniej, praca niosła zawsze niespodzianki, ale może właśnie pokonywanie przeszkód sprawiało najwięcej satysfakcji?
Brakowało sprzętu, nie było sztaplarek. Żeby rozebrać i złożyć większą maszynę każdorazowo należało na trójnogu zmontować konstrukcję wielokrążka do wciągania
ciężkich części.
—   W którąś sobotę rano — wspomina Marek Żołnierkiewicz — dostałem od dyrektora polecenie zamontowania kloca do maszyny na "siódemce". Taki kloc, bagatela, waży ćwierć tony. Dyrektor Paszek przykazał szybkie wykonanie roboty. Późnym wieczorem maszyna miała być gotowa do pracy na trzeciej zmianie. Cala trudność polegała na podniesieniu kloca i wstawieniu go do maszyny. Szykowaliśmy się do budowy trójnogu, wielokrążka, kiedy wpadł kierowca Zawiślak. Wpadł, a raczej wjechał z szumem na sztaplarce. Patrzyliśmy z niedowierzaniem. Takie pojazdy dopiero zamówiono i miały pojawić się w fabryce nie wcześniej niż za kilka miesięcy.

Sprawa szybko się wyjaśniła. Sztaplarka należała do budowlanych, którzy w innym miejscu odbudowywali jedną z hal. Tam wypatrzył ją Zawiślak; wypatrzył i jakimś sposobem uruchomił.
Teraz wszystko potoczyło się błyskawicznie. Kloc został zamontowany w kilka kwadransów.- Po pierwszej mogłem wracać do domu. Wtedy na bramie dostrzegł mnie dyrektor Paszek. Oburzony zawołał: Żołnierkiewicz miał pan do wykonania zadanie, jak może pan wcześniej opuszczać fabrykę? Sprawa, oczywiście szybko się wyjaśniła. Zamiast nagany, dostaliśmy niewielką premię. Parę miesięcy później do Załomia przyszły sztaplarki. Roboty remontowe toczyły się nieporównanie sprawniej i szybciej.

Przez wiele lat pracował w Dziale Głównego Mechanika, przywracał sprawność maszynom. Potem wiedzę i doświadczenie przekazywał młodzieży — był nauczycielem zawodu w przyzakładowej szkole zawodowej, która mieściła się tam, gdzie dzisiaj urzędują m. in. fachowcy z Działu Sprzedaży.
Kiedy przyszedł do Załomia miał już dyplom mistrza-mechanika. W fabryce zdobył jeszcze kwalifikacje mistrza kablownika. Potem, żeby lepiej sprostać wymogom nauczyciela przez cały rok kształcił się w Średnim Studium Pedagogicznym przy Tarczyńskiego, w Szczecinie.
Ale najważniejsze, mówi teraz, było serce do młodych, umiejętność przekazania wiedzy, ale i szacunku dla pracy. Kiedyś przyszedł dziennikarz ze „Świata Młodych". Powiedział mu o swojej pracy i jednej sprawie, która wydawała się bardzo ważna: Młodzież jest z natury dobra i czy taka pozostanie w dojrzałym już wieku zależy tylko od dorosłych, od przykładu, który dają swoim dzieciom i podopiecznym.
Mistrz Żołnierkiewicz nauczał przez całe dziesięć lat, do czasu zamknięcia szkoły. Pomagał młodym zdobywać kwalifikacje, takie podczas praktyk przy warsztacie, uczył szacunku dla pracy. Teraz mówi o satysfakcji płynącej z faktu, że najczęściej mu się to udawało. Zadowolenie odczuwa spotykając dzisiaj w fabryce dorosłych już wychowanków przy warsztacie pracy. A jest ich bardzo wielu.
Kiedyś, w Nowy Rok pełnił dyżur w szkole. Po całonocnych hulankach sylwestrowych wokół panowała cisza i przyfabryczne okolice wydawały się jakby uśpione. Zza drzew dochodziły tylko odgłosy pracy emalierni, która w tamtych czasach pracowała także w święta. Wtedy usłyszał brzęk, jakby odgłos rozbijanego szkła. Zbiegł na dół, dostrzegł wybitą szybę. Na szczęście plomby na drzwiach były nietknięte. Widać włamywacz został spłoszony. Po kilku dniach jednak złodziej wrócił. Ale wtedy, późnym popołudniem, złapali go już uczniowie, których o tej porze nie spodziewał się zastać. Oddano go w ręce milicji.
Marek Żołnierkiewicz ma głęboki szacunek dla prawa i przestrzegania porządku i szeroko pojętej sprawiedliwości. Wpłynęło na to w dużej mierze obcowanie właśnie ze sprawiedliwością. Przez kilka ostatnich kadencji jest ławnikiem. Najpierw pełnił tę funkcję w Sądzie Rejonowym, teraz jest ławnikiem w pierwszej instancji cywilnej Sądu Wojewódzkiego.
— Pamiętam — mówi teraz — jedną z rozpraw o alimenty. Z jednej strony zabiedzona kobieta z kilkunastomiesięcznym dzieckiem, z drugiej — mąż, który uporczywie uchylał się od płacenia na rodzinę. — Żeby go trudniej było znaleźć porzucił nawet pracę kierowcy TIR-a, zatrudniając się w jakimś nadleśnictwie.
Dla utrzymania rodziny, kobieta musiała podejmować się różnych prac m. in. jako stróż nocny w biurze, w którym za dnia sprzątała. Jej mąż był już w tym czasie związany z inną niewiastą i mimo rozprawy oraz obecności prokuratora nadal nie widział uzasadnienia dla płacenia alimentów. Prokurator był więc bezwzględny, zażądał trzech lat więzienia z zawieszeniem. Ja uważałem ten wniosek za słuszny i przekonałem o tym także pozostałych sędziów. Wyrok zapadł więc surowy, ale satysfakcja płynęła nie tyle z ukarania człowieka ile z faktu, że najprawdopodobniej zrozumiał, że mimo wszystko musi pomóc swej rodzinie i łożyć na jej utrzymanie. Łatwiej też, myślę, bo ze sprawą więcej się nie zetknąłem, żyło się samotnej kobiecie z dzieckiem.

Marek Żołnierkiewicz skończył niedawno 65 lat, a od niespełna trzech lat jest dziadkiem. Ma dorosłą -córkę Danutę, która skończyła informatykę, podobnie jak i jej
mąż. Oboje zresztą mieszkają u państwa Żołnierkiewaczów dzięki czemu dziadkowie mogą więcej czasu poświęcić trzyletniemu Piotrusiowi. Lubią zwłaszcza spacery z wnukiem.
Choć na emeryturze już, ale nadal aktywny na różnych polach jest mistrz Żołnierkiewicz. Pracuje w fabryce, jest ławnikiem, działa w Zakładowym Związku Zawodowym. Był zresztą jednym z jego współzałożycieli, aktywnie działając i agitując zwłaszcza wówczas, gdy organizację zakładano. Teraz jest członkiem Zarządu Zakładowego.
Za nienaganną pracę, za społeczną postawę i udział w wykształceniu całego pokolenia młodych fachowców spotkało Marka Żołnierkiewicza wysokie wyróżnienie. W roku osiemdziesiątym trzecim w ćwierćwiecze uruchomienia fabryki, podczas uroczystej akademii w klnie Colosseum odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
— Cieszę się — mówi teraz — że jestem potrzebny i mogę być przydatny. Na dobrą sprawę trudno mi wyobrazić siebie w roli typowego emeryta. Chciałbym pracować dopóki sił starczy”.

Na zdjęciu :
Marek Żołnierkiewicz przy pracy.
Zapisane
mavr
*
Offline Offline

Wiadomości: 2201


« Odpowiedz #28 : 12 Wrzesień 2010, 20:47:51 »

Absolutnie nie zanudziłeś, ja czytam z uwagą każdy odcinek.
Zapisane

Historia jest jedna. Nie dzieli się na polską i niemiecką. Głupcem jest ten kto sądzi, że historia jest czarno-biała.
piotr433
*
Offline Offline

Wiadomości: 218



« Odpowiedz #29 : 12 Wrzesień 2010, 21:05:56 »

Jaki świat jest mały! Państwo Żołnierkiewiczowie są sąsiadami moich rodziców. Marek Żołnierkiewicz zmarł niestety kilka lat temu. W artykule nie ma przesady, zapamiętałem Go jako wspaniałego człowieka.
Zapisane
Strony: 1 [2] 3 4 5   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.7 | SMF © 2006-2007, Simple Machines LLC
TinyPortal v0.9.8 © Bloc
Modyfikacja i przystosowanie przez rwpb i Fitek
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!