Jedyny Portal Prawobrzeza
16 Lipiec 2020, 18:16:13 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Używamy plików cookies w celu optymalnej obsługi Państwa wizyty na naszej stronie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
 
  Strona główna   Forum   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja   *
Galeria
Zegar Prawobrzeża
Historie Prawobrzeża
Różne oblicza Cap Delbrück wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część I) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część II) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część III) wysłane przez Fitek
Ratusz w Altdamm (Dąbiu) wysłane przez Fitek
Nazewnictwo Puszczy Bukowej i jej najbliższych okolic cz. 1 wysłane przez Fitek
Historyczny most niszczeje wysłane przez Fitek
Historia poczty w Dąbiu do 1945 roku wysłane przez Fitek
Garnizony Prawobrzeża- zarys historii wysłane przez Fitek
DOL Kliniska - lotnictwo wojskowe na Prawobrzeżu wysłane przez Fitek
Nalot na Załom (Arnimswalde) 11 kwietnia 1944 roku wysłane przez Fitek
Prawobrzeże w XIII wieku - Cedelin wysłane przez Fitek
Historia Fabryki Kabli „Załom” (obecnie Tele-Fonika Kable oddział Szczecin) wysłane przez Fitek
Zajezdnia Autobusowa „ Dąbie” na ulicy Struga wysłane przez Fitek
Wspomnienia z tragicznych czasów wysłane przez Fitek
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna wysłane przez Portal
Pomnik Pamięci Ofiar Wojen XX Wieku wysłane przez Fitek
Życie Załomia Rok XIV nr 22/23 1-31 grudnia 1987 - Nasi zasłużeni wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część II wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część I) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część II) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część III) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IV) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część V) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VI) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VIII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IX) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część X) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część XI) wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część III wysłane przez Swaq
Historia groty i parku Töpffera. wysłane przez Fitek
CZAS PIONIERÓW wysłane przez slazmi
Strony: 1 2 3 [4] 5   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Załomskie klimaty - reprinty artykułów z Życia Załomia  (Przeczytany 28275 razy)
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #45 : 01 Luty 2011, 07:07:30 »

O udziale w Targach Poznańskich juz chyba było...
Sorki, masz rację, coś przeoczyłem...
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #46 : 01 Luty 2011, 22:24:48 »

Ukazał się nie ten art co powinien, ale już jest w porządku. Przepraszam wszystkich zainteresowanych. Spoko Buziak :'(
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #47 : 04 Luty 2011, 21:22:08 »

Część 26

ŻYCIE ZAŁOMIA Rok XIII nr 3 (178) Szczecin, 1-15lutego  1985 r.

Przedstawiamy dział informatyki



Z komputerem w herbie


DZIAŁ INFORMATYKI PRACUJE Z DALA OD FABRYCZNEGO ZGIEŁKU, LICZY ZALEDWIE DWADZIEŚCIA OSÓB, ALE ZNACZENIA JEGO PRACY DLA FUNKCJONOWANIA ZAKŁADU TRUDNO PRZECENIĆ
Podstawowym   urządzeniem działu   jest   polski  komputer „Odra 1325", który służy fabryce od ponad siedmiu lat. O jego zakupie zadecydowano w 1976 r., kiedy okazało się, że kwoty, jakie „Załom" pozostawia w szczecińskim Zakładzie Elektronicznej Techniki Obliczeniowej, zaczynają iść w miliony. Zaś bez korzystania z komputerowych obliczeń szybko rozwijająca się fabryka już obejść się nie mogła. Pomyślano: po co dawać miliony innym, skoro można prze znaczyć je na zakup własnej maszyny liczącej?
Ale komputer to nie wszystko. Potrzebne były jeszcze odpowiednie pomieszczenia, które musiały odpowiadać odpowiednim, rygorystycznym wymogom — posiadać, na przykład, idealnie równą posadzkę, wymaganą, stałą temperaturę, całkowity brak wilgoci i inne, tego typu, „cuda". Takie pomieszczenia udało się przygotować w trzy miesiące i — jak potem podkreślano z dumą — był to niewątpliwie rekord kraju w szybkości budowania   ośrodków   komputerowych.
Sama  „Odra   1325" kosztowała   siedemnaście   milionów złotych. Było to wówczas jeszcze dużo pieniędzy i w fabryce zaczęto zastanawiać się całkiem serio, czy ten zakup był w ogóle celowy. Ale w pierwszym roku działalności fabryczny komputer zarobił na zleceniach z zewnątrz pół miliona, w drugim już półtora miliona, zaś w trzecim — ponad trzy miliony złotych, O „celowości zakupu" przestano mówić, a Dział Informatyki musiał pracować na  trzy zmiany,  aby sprostać sypiącym się zamówieniom. Dodajmy bowiem, że podówczas był to jedyny, zakładowy komputer w Szczecinie!
— Obecnie praktycznie zrezygnowaliśmy z tego typu działalności — powiada mgr inż. Jan Rulkowski — ponieważ wręcz nam się ona nie kalkuluje. Zwyczajnie nie opłaca nam się „zajeżdżać" maszyny, gdyż wtedy ryzykujemy przestoje. A z częściami zamiennymi   —   krucho.   Zamawiamy, na przykład, trzydzieści, zaś otrzymujemy trzy...
Do wygody przyzwyczaić się łatwo. Przez te siedem lat z okładem „Odra 1325" stała się dla „Załomia" wręcz niezbędna. Jej praca udowadnia, że obecnie mniej opłaca się ruszać głową, a bardziej... komputerem. Niegdyś nad konstruowaniem planów miesięcznych fabryki trudziły się całe zastępy ludzi, zaś było to zajęcie czasochłonne. Teraz planowaniem produkcji zajmuje się komputer, który to robi szybko, precyzyjnie, z uwzględnieniem „realiów", zużycia surowców i materiałów, na przykład. Oczywiście — zdarza się — że te plany są korygowane, bo życie jest życiem. Te korekty wynikają z konieczności uwzględnienia pilnych zamówień, z nowych umów eksportowych, a także, na przykład, z nagłych awarii fabrycznych maszyn i urządzeń. Nie trzeba dodawać, że również te korekty są dokonywane przez komputer błyskawicznie.
Przy pomocy komputera prowadzi się w Dziale Informatyki całą masę najróżniejszych kartotek. Są wśród nich „środki trwałe", „stanowiska robocze", „indeks materiałów"... Przedmiotem komputerowej „obróbki" jest właściwie każda dziedzina fabrycznego życia. Dział Informatyki opracowuje, na przykład, takie tematy, jak „koszty i finanse", „zbyt", „kadry, zatrudnienie i płace"... Komputer pozwala na szybką orientację w każdej sprawie, dotyczącej fabryki. Na przykład — ile maszyn pracuje w naszym zakładzie? Ile zatrudniamy ludzi? Ile naszych wyrobów „idzie"  na eksport? Ile zarabiamy dolarów? Odpowiedź  na  takie   - i inne, bardziej skomplikowane — pytania, wymagałyby pracowitego grzebania w papierach przez spory sztab ludzi. Dodajmy do tego wszystkiego żartobliwie, że komputer zawsze jest do dyspozycji, nie biega po zwolnienia lekarskie, nie chodzi na skargę do związku zawodowego, zawsze słucha poleceń, które wykonuje szybko, precyzyjnie i bez narzekań.
Przeszło rok temu Dział Informatyki otrzymał wreszcie wytęsknione cztery jednostki pamięci dyskowej, wsparte szafą sterującą; urządzenia te nadeszły z Bułgarii, który to kraj posiada „elektroniczną specjalizację'' w RWPG. Dzięki „dyskom" znacznie uprościły się czynności, związane z „dochodzeniem" do potrzebnej informacji. Skrócił się również czas tych operacji, co już zakrawa na żart.
Jak powiedziano na wstępie, załoga Działu Informatyki liczy dwadzieścia osób i tak jest od dwóch lat. W przewadze są tu niewiasty, a pięć osób posiada wyższe wykształcenie. Zaś wszyscy — wysokie kwalifikacje zawodowe i znakomitą orientację w obsłudze maszyn liczących.
Foto: J. Baranowski
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #48 : 07 Luty 2011, 20:02:51 »

Część 27

ŻYCIE ZAŁOMIA Rok XIII nr 19 (218) Szczecin, 1-15 PAŹDZIERNIKA 1986 r

Jubileusz przy szlifierce

25 lat w jednym dziale

Dość stereotypowe powiedzenie „rósł z zakładem pracy" w przypadku Zenona Łechtańskiego, szlifierza w Dziale Głównego Mechanika znajduje pełne odbicie w rzeczywistości i nawet nie może być uznane za przenośnię.

W połowie sierpnia 1961 roku czternastoletni chłopak po raz pierwszy przekroczył bramę fabryczną i od tego czasu na dobre związał się z zakładem. Pierwsze kroki i ta decyzja nie były jednak dziełem przypadku. W Załomiu pracował bowiem ojciec młodego Zenona i on to właśnie wspomagał syna rozpoczynającego dorosłe życie. W ten sposób narodziła się niejako tradycja pracy rodziny Łechtańskich w Załomiu. Kilka lat po Zenonie do pracy w naszej firmie przystąpił jego młodszy brat  - Wacław, dziś mistrz w dziale Głównego Mechanika, zatrudniony na Wydziale P-4.

Miał czternaście lat, przez połowę tygodnia uczył się w szkole zawodowej, przez trzy pozostałe kwalifikacje zawodowe zdobywał w Załomiu. Na dobrą    sprawę    uczestniczył również w narodzinach kablowni.
— „Załom" — mówi Zenon Łechtański — w niczym nie przypominał dzisiejszej fabryki. Widoczne były jeszcze ślady wojennych zniszczeń. Hala emaliernii drutów cienkich — dzisiejszy wydział P-8, pomieszczenia   fabrycznego   klubu, część hali P-18 i wiele innych obiektów  leżało  w  gruzach. Praktycznie cała produkcja i warsztaty   mieściły   się   w dwóch tylko halach.   Obiekt w którym mieści się dziś — największy fabryczny wydział przewodów w polwinicie znajdował się w trakcie uruchamiania. Właśnie na przyszłym P-6 — uczeń Łechtański odbywał część swojej praktyki.
Dostał młot i przecinak — kuł otwory pod kotwy służące do mocowania maszyn, które tu właśnie montowano. Ale uczył się również fachu tokarza, a jego opiekunem był mistrz Jan Zielak.
Razem z Zenonem Łechtańskim zaczynało kilkunastu jego rówieśników. Wielu pracuje do dziś. Tomasz Wojtas jest mistrzem w Dziale Głównego Mechanika, Krzysztof Skotowski — ślusarzem-konserwatorem na wydziale P-18, Leszek Kowalczyk zaś tokarzem w Dziale Narzędziowym. Nie jest przypadkiem — komentuje Zenon Łechtański — że wielu z nas związało się z Załomiem na dobre, praktycznie na całe dotychczasowe dorosłe życie.
Od piętnastu lat Zenon Łechtański jest szlifierzem, -nieprzerwanie w tym samym dziale, u Głównego Mechanika. Pracuje na NRD-owskiej szlifierce, która jest przystosowana do szlifowania zębów w kołach zębatych. I to jakby jedna z jego specjalności. Ale oczywiście potrafi i wykonuje znacznie więcej zadań zależnie od potrzeb, które bywają różne. Dział odpowiada przecież w dużej mierze za utrzymanie w ruchu dziesiątków dużych i mniejszych maszyn oraz urządzeń, za sprawne funkcjonowanie fabryki.
Już po /ukończeniu służby wojskowej doszedł do wniosku, że warto wiedzieć więcej niż wyniósł ze szkoły zawodowej, trzeba podnieść kwalifikacje. Zapisał się do Technikum Mechanicznego, kształcił zaocznie. Przez pięć lat w soboty i niedziele jeździł na zajęcia. Praktykę, którą zdobył przy warsztacie pogłębiał teoretycznie. Choć wiedza, którą zyskał   nie  zawsze  znajduje bezpośrednie zastosowanie w pracy — jest przekonany, że opłacało się zdobyć tytuł technika-mechanika i podnieść kwalifikacje.
Mówi teraz, że nic ma wygórowanych ambicji, do jednego jednak dąży z uporem; żeby prace, wykonać tak, aby nikt nic musiał poprawiać, aby zawsze była zrobiona dobrze. I z reguły się udaje. Potwierdza to dyplom i medal 25-lecia fabryki oraz liczne wyróżnienia zawodowe.
•    *    •
Od jedenastu lat mieszka z rodziną na fabrycznym osiedlu w Załomiu w dwupokojowym M-4. Żona pracuje w załomskiej szkole Podstawowej, syn uczęszcza do piątej klasy.
Przed kilkoma laty, gdy czasu było więcej — Zenon Łechtański miał swoje hobby — fotografię. Lubił też jeździć wspólnie na wakacje, najchętniej na wieś, do rodziny. Od trzech lat nie ma właściwie czasu na hobby, praktycznie nie wyjeżdża z Załomia. Od trzech lat każdą niemal wolną chwilę poświęca na stawianie domku na Osiedlu Kasztanowym. Kosztuje to sporo zabiegów i gotówki.
Tymczasem wyciągnął mury do wysokości pierwszego piętru i liczy, że do zimy uda mu się zakończyć większość robót murarskich. Może także upora się z położeniem dachu. To jednak będzie zależało od zgromadzenia odpowiednich materiałów i gotówki.
Kiedy skończy budować i wprowadzi się do nowego domu będzie więcej czasu na normalne życie, na zwykłe przyjemności. Jedno pewne: własny dom jeszcze mocniej zwiąże go z Załomiem, z fabryką, w której przepracował już całe ćwierćwiecze.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #49 : 11 Luty 2011, 20:37:09 »

Część 28 (łza się w oku kręci)

Życie ZAŁOMIA Rok XIII/XIV nr 2/1 (223/224) Szczecin, 16 GRUDNIA- 15 STYCZNIA  1986/87 r.

Zachęcajmy do pracy w Załomiu!

Pracuje nas w Fabryce niespełna 1870 osób, mniej niż w końcu lat siedemdziesiątych, mniej niż trzeba, aby Załom pracował na pełnych obrotach i wykorzystał wszystkie możliwości produkcyjne, które posiada. Najbardziej dotkliwie niedostatek ludzi odczuwają oczywiście wydziały j produkcyjne oraz niektóre działy pomocnicze: brakuje fachowców do obsługi maszyn, ale również ślusarzy i tokarzy.
Gdyby było ich więcej, gdyby udało się obsadzić wszystkie wakujące stanowiska, powstałaby szansa dość znacznego zwiększenia produkcji. To zaś nie pozostałoby bez wpływu na zyski osiągane przez fabrykę, a więc i na kondycję załogi i wysokość zarobków, premię, wysokość funduszu socjalnego, kwoty przeznaczone na rozwój budownictwa mieszkaniowego dalszą rozbudowę osiedla "Kasztanowego" ewentualną pomoc —- dofinansowanie budowy domków jednorodzinnych przez chętnych.
Dlatego właśnie szefostwo działu osobowego zwraca się z prośbą apelem do załogi o zachęcanie do pracy w Załomiu krewnych i znajomych, (ale nie tylko) wykwalifikowanych fachowców i robotników do podejmowania pracy w naszej kablowni. O walorach pracy w Załomiu: zarobkach, premiach, możliwości zyskania mieszkania po przepracowaniu odpowiedniego, (ale krótkiego w porównaniu np. ze spółdzielczością mieszkaniową) okresu, o szansach wypoczynku i rekreacji oraz szeroko pojętej opiece socjalnej i zdrowotnej — wiemy wszyscy z własnego doświadczenia. Te walory na pewno — zdecydowanie przewyższają ewentualne niedogodności wynikające z dłuższej drogi do pracy. Powiedzmy więc, przedstawmy rzetelnie potencjalnym kandydatom — pożytki i satysfakcje mogące płynąć z pracy w naszej fabryce. Na pewno znajdą się chętni.
Nagrodą za aktywny i skuteczny udział w tym  przedsięwzięciu będzie nie tylko satysfakcja ze wzmocnienia firmy, która potrzebuje ludzi do pracy; satysfakcja, zadowolenie i większy udział w podziale zwiększonego zysku, który wypracujemy dzięki zwiększonej załodze!
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #50 : 17 Luty 2011, 22:20:31 »

Część 29

ŻYCIE ZAŁOMIA Rok XV nr 2 (249) Szczecin, 16-31 STYCZNIA 1988 r.

To będzie piękne osiedle

(„ŻYCIE" ROZMAWIA Z JERZYM GÓRCZYŃSKIM — PRZEWODNICZĄCYM SAMORZĄDU OSIEDLOWEGO NA KASZTANOWYM)

- Panie przewodniczący, zaczniemy od gratulacji! Można powiedzieć, że został Pan burmistrzem sporego miasteczka. I do tego społecznym, bez gratyfikacji. Z tym wiąże się Jakby większa odpowiedzialność. Niektórzy jednak współczują: mówiąc, że społeczność naszych osiedli, zwłaszcza Kasztanowego Jest bardzo zapracowana, zamknięta w swoich mieszkaniach i niechętna Jakiemukolwiek społecznemu działaniu. W pierwszym terminie, w czasie wolnym od pracy nie udało się nawet zebrać wymaganej do przeprowadzenia wyborów liczby mieszkańców.
Jerzy Górczyński: - Na gratulacje przyjdzie czas. O współczuciu nie ma mowy. Gdybym podzielał opinie „życzliwych" nigdy bym nie podjął się tej funkcji. Prawda leży jak zwykle pośrodku. Ludziom, mieszkańcom należy po prostu pokazać, że samorząd istnieje, działa w ich interesie, pomaga załatwiać życiowe sprawy, ułatwia życie, stara się je lepiej zorganizować. - Jeśli dotychczas sytuacja była akurat odwrotna, to, dlaczego wszyscy mają nam wierzyć na kredyt? I pragniemy to zrobić, przełamać impas oraz inercję, pokazać, że wspólnymi siłami można i warto wiele zrobić.
To brzmi ciągle jak deklaracja. Liczba rodzin zamieszkujących Kasztanowe zbliża się do 600, ilość mieszkańców do 2 000. Tymczasem samorząd liczy sześciu członków. Podołają ambitnym planom?
Wszystko to prawda, jest nas sześcioro. Jadwiga Wesołowska z wydziału przewodów w polwinicie, Andrzej Biernacki z działu Głównego Energetyka, Krzysztof Dołgoszyja przedstawiciel działu remontowo-budowlanego, Edward Marciszewski z działu Głównego Mechanika, Wojciech Nowak z wydziału P-18 i oczywiście przewodniczący. Ale chcemy rozszerzyć to grono o przedstawicieli klatek schodowych, o wszystkich chętnych, którzy w tej czy innej formie pragną nas wspierać. Zresztą grona sojuszników jest znacznie liczniejsze. Możemy liczyć na wsparcie szefostwa firmy, zwłaszcza dyrektorów Jana Rybczyńskiego i Stanisława Wawrzyniaka, fabrycznej administracji, zwłaszcza działu usług, który sprawę osiedli ma wpisaną do swoich obowiązków. Bardzo cennym sojusznikiem we wszelkich poczynaniach jest fabryczna organizacja partyjna. Świadczy o tym nie tylko fakt, że ostatniemu spotkaniu mieszkańców przysłuchiwał się z uwagą Edward Wołowski, pierwszy sekretarz Komitetu Zakładowego PZPR. Podobnie liczymy na Zakładowe Ogniwo PRON, na związek zawodowy.

— Słowem, front silny i powodowany tymi samymi celami. Właśnie o zamierzenia, o konkrety pragniemy teraz zapytać.
Zaczniemy od dyżurów przedstawicieli samorządu w lokalu na osiedlu Kasztanowym. Chcemy żeby do nas przychodzili mieszkańcy ze swoim, problemami, bolączkami i w ogóle wszelkimi propozycjami. Ale to tylko początek. Naszym zamierzeniem jest zmobilizowanie wszystkich do utrzymania wspólnymi siłami porządku estetyki na osiedlu. Wspólnymi siłami mieszkańców i administracji, bo ta ostatnia, jak wykazuje dotychczasowa praktyka, sama sobie z tym nie poradzi. Nie da rady walczyć z niechlujstwem i wandalizmem wyłącznie w sposób administracyjny. Dla takich postaw konieczna jest społeczna dezaprobata. Dlatego pragniemy do tych działań zaangażować możliwie największe grono osób. Brud rodzi brud, niedbalstwo — powoduje niedbalstwo. Temu wszystkiemu pragniemy na początku wydać walkę. Musimy dbać o wspólne dobro.

— Dotąd takie wiele na ten temat mówiło się i pisało między innymi na łamach naszej gazety. Tylko skutków nie było jakoś widać...

 Bo kończyło się na słowach.  Przygotowujemy program działania dla wszystkich służb fabrycznych i mieszkańców. Chcemy przedstawić w nim propozycje dotyczące małej architektury — urządzenia osiedla, organizacji życia na nim oraz zaproponować aktywny udział w tworzeniu tego programu wszystkim, którzy będą chcieli wziąć w tym przedsięwzięciu udział. Możemy naprawdę wiele zrobić, wiele załatwić. Sytuacja jest naprawdę korzystna z uwagi na klimat i wsparcie, o którym mówiłem wcześniej.
—   Czy znane są już inne elementy programu?
—   Zacznijmy od małej architektury. Zaangażujemy specjalistę — ogrodnika, który zaprojektuje zieleń na całym osiedlu. Zaplanuje tak, aby współgrała z architekturą, stanowiła odpowiedni akcent, a jednocześnie nie utrudniała ludziom życia np. komunikacji. To raz. Po wtóre przygotujemy boisko do siatkówki, lokal — klub samorządowy. Chcielibyśmy zakupić antenę satelitarną i zafundować wszystkim telewizję satelitarną. Mamy zresztą kamerę „video" — możemy więc w tych ramach nadawać informacje z życia fabryki.
— Ale mimo oddania do użytku wielu sklepów mieszkańcy narzekają na zaopatrzenie i brak jakichkolwiek usług na osiedlu Kasztanowym...
—   Na wszystko przyjdzie czas. W jednym z bloków, które niebawem staną, znajdą się kolejne lokale handlowe, bądź usługowe. Nad programem zagospodarowania tych pomieszczeń będziemy się zastanawiać wspólnie z mieszkańcami. Myślimy na przykład o salonie fryzjersko-kosmetycznym, o aptece, sklepie rybnym i monopolowym...
—   Monopolowym?
—   Ja mówię poważnie. Skąd inąd wiadomo, że na Kasztanowym i w okolicach jest osiemnaście punktów nielegalnego handlu alkoholem. Dlaczego więc chować głowę w piasek i udawać, że problem nie istnieje? A wracając do sprawy zasadniczej — mamy niewykorzystane sutereny, w których można urządzić różnorakie punkty usługowe i w tym kierunku będziemy działać. A narzekania na zaopatrzenie dotyczą najczęściej sklepu warzywnego.  Dlatego myślimy o przekazaniu go w ajencję.   W ogóle jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie. Planujemy np. sondę wśród dzieci na temat gdzie ma być prawdziwy plac zabaw i co chciałyby na nim mieć.
Plany przedstawiają się ambitnie i zachęcają. Teraz zweryfikuje je życie. Jest Pan przekonany, że weryfikacja wypadnie pomyślnie i za rok, dwa lata, kiedy umówimy się na kolejną rozmowę, będziemy mówili o konkretach nie zaś o kolejnych zamierzeniach i trudnościach obiektywnych?
Jestem przekonany. Za dwa lata powiemy sobie: mamy piękne osiedle, na którym ludziom żyje się wygodnie i bardzo przyjemnie.
Dziękujemy za rozmowę.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #51 : 21 Luty 2011, 19:51:40 »

Dzisiaj malusi jubileusz...
A tekst można dedykować mieszkańcom innych osiedli i nie tylko...

Część 30

Życie Załomia Rok XV 16-31 MARCA 1988 r. NR 6(253)

A propos "Kasztanowego"


Prawie dwa tysiące osób zamieszkuje zbudowane za nasze wspólne pieniądze Osiedle „Kasztanowe". Jak zamieszkuje, jak bywa na klatkach schodowych w blokach i w ich najbliższym otoczeniu – każdy widzi i może ocenić. Pisaliśmy nie raz na ten temat w „Życiu", dyskutowano również podczas posiedzeń samorządu mieszkańców. Co zrobić, żeby było lepiej — też niby wszyscy wiemy. Tylko z wykonaniem jakby gorzej. Tymczasem więc, a propos „Kasztanowego" — o tym jak radzą sobie z utrzymaniem po­rządku w nieodległym przecież i lepiej sytuowanym RFN, przeczytaliśmy w „Życiu Warszawy".Te prze­myślenia dziennikarza „Życia Warszawy" Zbigniewa Ramotowskiego, jak ulał pasują do sytuacji, którą możemy zaobserwować w nowych blokach i na osie­dlu. Dlatego właśnie drukujemy je w „Życiu Zało­mia". Może skłonią do refleksji, a przede wszystkim do działania?             



MYCIE SCHODÓW

Opowiadano mi o pewnym „powracającym z zagranicy", któ­ry w swej, dość znanej zresztą w Polsce instytucji - zabłysnął nie tylko nowym modelem auta, ile swoim happeningiem spod znaku ścierki i wiadra z wodą.
Nie mógł pojąć, dlaczego trudno dostępne, ale przecież osią­galne okno w przestronnym hallu centrali wygląda tak, jakby przez lata nie było myte. Wyjaśniono mu, że to nie tylko wy­gląd, lecz stan faktyczny: tego okna nie da się umyć. A to brak sprzątaczek, a to trudności z drabiną, a to pora roku niestosowna, a to „poczekajmy na remont” itd. „Powracający" najwyraźniej skażony pragmatyzmem i zamiłowaniem do porządku w kraju, gdzie spędził właśnie kilka lat — zlekcewa­żył jednak argumenty i rodaków. Któregoś dnia przyniósł z do­mu drabinę, zakasał rękawy i po prostu okno umył. Otocze­nie wydało werdykt od ręki: temu E. najwyraźniej przewróciło się w głowie. Nie zauważył, że jest już w kraju...
Przypominam sobie tę historyjkę, ilekroć uczestniczę w „nocnych Polaków rozmowach" o tym, jak to zgrabnie i spra­wnie i wygodnie i przyjemnie żyje się w państwie X, Y, Z, a tymczasem w Polsce np. każdy wie. Myślę o tym nie­szczęsnym oknie, gdy wsiadam do windy, którą zjechało już kilka piesków dostrzegalnie spóźnionych na poranny spacer. Gdy potykam się o złom porzucony właśnie na chodniku przez wykonawców styczniowo-lutowej wymiany instalacji co. Gdy po raz piąty w tym miesiącu zbieram czyjeś niedopałki na wspólnym korytarzu. Gdy znów konstatuję, jak szybko i sku­tecznie — a przy tym na własny, coraz wyższy rachunek — sami sobie (my — lokatorzy) zamieniamy wspólny dom, zwany blokiem we wspólny chlew. Z rozrzewnieniem, wspominam wówczas moje mycie schodów w Bonn, przy Rudolf-Hahn -Str. 89.
Kto chce, niech drwi, podtrzymuję jednak to wyznanie. Ja rzeczywiście myłem schody. Pospołu z panem oficerem Bundesgrenzschutzu,, panią asystentką deputowanego do Bundestagu, panią dr med., panią nauczycielką, panem urzędnikiem mini­stra finansów, panią gospodynią domową, panem studentem i pozostałymi lokatorami tamtego „bloku", gdzie było mi dane spędzić kilka korespondenckich lat.
Jak w zdecydowanej większości domów wielorodzinnych w RFN, nikt przy Rudolf-Hahn-Strasse (i w całym, zwyczajnym i typowym osiedlu) nie wpadł na pomysł, że powinien to robić gospodarz domu, czyli Hausmelster, zajmujący się zresztą dziesiątkami innych spraw. Bez względu na wiek, płeć, tytuł, stanowisko — szorowaliśmy więc, na zmianę raz w tygodniu swoją część schodów: mniej więcej raz na kwartał pomieszcze­nia ogólne: windę, sień, suszarnię, pomieszczenie dla rowerów, korytarze piwnicy. Szorowaliśmy? No może trochę przesadzi­łem. Wystarczyło właściwie zetrzeć. mokrą ścierką. Jakoś się nam mało brudziło. Porzucony przez dziecko papierek od cu­kierka był ewenementem. Ogryzka lub przydeptanego peta nie widziałem przez cały okres pobytu. Na pomysł, że można by przecież zdemolować poręcz, wybić szybę, popisać sobie na ścianie, przypalić kilka zapałek na suficie — moi sąsiedzi po prostu nie wpadli.
Posądzałem ich początkowo o brak fantazji, lecz z biegiem czasu przekonałem się, że to tylko przyziemna kalkulacja. Tam, gdzie płaci się za wszystko, trzeba płacić również za bałagan wokół siebie. W tej lub innej formie. O kosztach. dewastacji mienia prywatnego czy społecznego nawet nie wypada mówić. Owo mycie schodów jest elementem większej całości: wyrazem stosunku do samego siebie i otoczenia, przejawem mentalności, składnikiem, sprawnie funkcjonującej infrastruktury życia co­dziennego, której tak często zazdrościmy.
Niestosowny wzór do naśladowania? — Chętnie wskażę kilka innych adresów.
Sugestia wprowadzenia ustawy o powszechnym obowiązku mycia schodów w Polsce? Niech mi ręka uschnie, jeśli to mia­łem na myśli.
Więc co? Ot, banalna refleksja o dobrej ojczyźnie, gdzie każdy sobie panem, oraz o złej (zachodniej) obczyźnie, gdzie sąsiad sąsiada straszy policją, za wrzucenie rozbitego słoika do najbliższego kontenera na śmieci zamiast do specjalnego pojemnika na stłuczkę, znajdującego się przy trzeciej z kolei ulicy.
Wniosków nie formułuję. Może tylko ten, że i u nas mogłoby być tak źle, ale nam się to po prostu nie opłaca.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #52 : 01 Marzec 2011, 22:23:56 »

Część 31

ŻYCIE ZAŁOMIA Rok XI NR 13/14 (164/5) Szczecin,1-31 lipca 1984 r.



Przedstawiamy P-5


Pod znakiem eksportu


Bez przesady powiedzieć można, że emaliernia P-5, żyje eksportem. W tym roku do dwóch francuskich firm THOMSON-OREGA  i THOMSON-SELNI, powinno trafić 800 ton przewodów o przekroju od 0,30 do 1,0 milimetra, tzw. overcoat, czyli pokrytych lakierem poliestroimidowym albo poliuretanowym i jeszcze warstwa nylonu. Tego rodzaju przewody produkuje się na Wydziale P-5 od niedawna.  "W zeszłym roku wytworzono stosunkowo niewielkie ilości, praktycznie dopiero w osiemdziesiątym czwartym ruszyła produkcja na dużą skalę.
Pracuję tu już osiem lat — mówi kierownik „piątki", Miron Biedrzycki — ale ten rok zapowiada się jako najtrudniejszy. O skali trudności zaś przesądzają właśnie wysokie wymagania wiązane z kontraktem eksportowym.
TRUDNY KONTRAKT
I to jest fakt. Produkcja ta wymaga od ludzi dużego doświadczenia oraz staranności i dbałości. Przede wszystkim inne jest ustawienie pracy na maszynach. Na jedną szpulę trzeba nawinąć 200 kilogramów przewodów. Taka operacja trwa praktycznie przez pięć dni i ludzie muszą się zmieniać w biegu.
Tymczasem wiadomo, ze urządzenia mają tendencje do ulegania awariom. Bywa też — spadnie napięcie, zaniknie para, zerwie się przewód i już cala poprzednia praca w części jest zmarnowana. W części — bo taką lżejszą szpulę chętnie kupią w kraju, ale jednocześnie przedłuża się realizacja kontraktu eksportowego i spada wydajność pracy. To ostatnie wiąże się z faktem, że przewody dla francuskich firm wytwarza się używając 12 biegów maszyny, podczas gdy w innym przypadku urządzenie pracuje na 24 biegach. Czyli jeśli jest duża ilość odrzutów eksportowych — wydajność spada dwukrotnie.
Niestety do jakości produkcji importer wnosi ostatnio szereg uwag: o ile jeszcze w ubiegłym roku chwalono produkcję emalierni, o tyle w tym roku, jak przyznaje sam Kierownik Biedrzycki, zdarzają się reklamacje jakościowe zaś odrzuty w niektórych partiach sięgają od 30 do 60 procent.
Ten stan rzeczy nie może oczywiście nikogo zadowalać. Kierownik wydziału upatruje przyczyn kłopotów w braku dostatecznej ilości wysokokwalifikowanych emalierników. Nie bez znaczenia są tu również ukryte wady drutów. W końcu zaś — stary sprzęt, zwłaszcza nawijarki nie zawsze spełniają swoje zadania. Dlatego bardzo przydałyby się na piątce — zgrzewarki na zimno, dzięki którym możnaby łączyć odcinki drutu w biegu.
To wszystko jest powodem zmartwień, choć z drugiej strony, opanowanie technologii produkcji drutów w nylonie, kierownik Biedrzycki uważa za sukces.
W/STRONĘ JAKOŚCI
Produkcja eksportowa (nie tylko do Francji, mniejsze partie przewodów kupują również Tajlandia, Malezja, Singapur) wzrasta w tym roku mniej więcej trzykrotnie. Ale wartość całej produkcji wydziału utrzymuje się na poziomie ubiegłorocznym. Powinna ona osiągnąć poziom około 2 miliardów złotych (po ostatnich podwyżkach cen). I tę wielkość —zdaniem kierownika emalierni — P-5 osiągnie.   Niepokój budzi natomiast wykonanie planu asortymentowego, co szef wydziału tłumaczy właśnie kłopotami z realizacją kontraktu francuskiego.
„Piątka" wytwarza całą gamę przewodów emaliowanych o średnicach od 0,25 do 3,0 milimetra, w klasach 120. 155 180 i 200. Produkcję tej ostatniej uruchomiono w końcu ubiegłego roku. Ma ona charakter antyimportowy. zaś przewody w klasie „200" służą do wyrabiania stateczników do świetlówek.
Do osiągnięć wydziału można zaliczyć bardzo wysoki (dobiegający 100 procent) odsetek wyrobów uprawnionych do znaków jakości. Dopłaty do produkcji z tego tytułu mają w tym roku wynieść 56 min zł, a więc ponad jedną czwartą sum jakie planujemy W całej fabryce. osiągnięcia w dziedzinie jakości byłyby zapewne znacznie większe, gdyby odpowiednimi walorami wykazywały się komponenty używane do produkcji, zwłaszcza krajowe lakiery. Pewne zastrzeżenia załoga piątki wnosi również do drutów przeznaczonych pod emalię. Chodzi tu o odpowiednie selekcjonowanie miedzi używanej do tej produkcji.
SŁOWO O ZAŁODZE
Produkcję wartości 2 miliardów złotych wykona w tym roku załoga licząca 74 osoby. Z prostego dzielenia wynika, że przeciętny pracownik piątki dostarczy w tym roku wyroby wartości 27 milionów złotych. Oczywiście na rosnące w tej mierze wielkości ma wpływ wzrost cen, wywołany częstymi ostatnio podwyżkami, cen zaopatrzeniowych, energii i innych czynników. Tak czy owak jednak jest to wysoka wydajność pracy.
Większość załogi stanowią wykwalifikowani fachowcy ze znacznym stażem pracy. Zdaniem kierownika., załoga dobrze rozumie potrzeby fabryki i wydziału, podejmując jeśli trzeba, dodatkowe zadania. Choć z drugiej strony, praca w systemie czterobrygadowym do łatwych nie należy. Zresztą ilość godzin nadliczbowych przypadających na jednego pracownika zmalała w bieżącym roku.
„Piątka" jest wydziałem, którego pracownicy osiągają najwyższe przeciętne zarobki w fabryce. Wynoszą one prawie 18 tys. złotych i zwiększyły się w porównaniu z rokiem ubiegłym o około jedną piątą. Ale też, trzeba pamiętać, warunki pracy należą tu do najtrudniejszych, a sama praca została zaliczona do szkodliwych dla zdrowia. Wprawdzie ostatnio nie notuje się tu zanieczyszczenia powietrza w stopniu przekraczającym dopuszczalne stężenie, ale przecież pracując w bliskości szkodliwych wyziewów zawsze można „łyknąć" nieco szkodliwych oparów. Nie beż znaczenia jest również wysoka temperatura wytwarzana przez piece emalierskie. Wysokie temperatury dają się we znaki zwłaszcza teraz w porze letniej.
Szefostwo fabryki i wydziału podejmuje wiele starań, aby poprawić warunki pracy na emalierni. Polepszyła się nieco wentylacja na piecach pionowych, choć do ideału jeszcze bardzo daleko.
 Interesujące są plany poprawy warunków pracy na piątce: otóż tu właśnie, po raz pierwszy w fabryce, znajdą zastosowanie w praktyce zasady ergonomii, czyli możliwie najlepszego dostosowania stanowiska pracy do określonych przez medycynę cech sprawności pracownika. Projekt koncepcji takiego zorganizowania stanowisk pracy na wydziale przygotowało już biuro „Biprokabel" z Bydgoszczy. Przewiduje się m. in. zastosowanie elektrowciągów do szpul, wind i innych urządzeń, które zmniejszą fizyczny wysiłek ludzi. Pierwsze kroki dzięki racjonalizatorom, już zrobiono. Na jednym ze stanowisk usprawniono znacznie podstawianie szpul.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #53 : 07 Marzec 2011, 08:08:49 »

Jako że jutro Dzień Kobiet, tym razem coś o Paniach... (z najserdeczniejszymi życzeniami), ale nie tylko dla Pań.


Część 32

Życie Załomia Rok XIII nr 5 (204)  Szczecin 1-15 marca 1986 r.


Załomianki: portret zbiorowy

Przeciętna załomianka wybrana z ponad ośmiusetosobowej reprezentacji pań zatrudnionych w naszym zakładzie liczy niewiele ponad 30 lat, z reguły pracuje w produkcji, z fabryką zaś związana jest od lat przynajmniej kilku.  Większość pań jest zamężna i posiada dzieci.
Ten statystyczny obraz, który powstał dzięki danym przygotowanym przez fabryczny Dział Osobowy, w ciągu ostatnich lat ulega niewielkim tylko zmianom. Z jednym wyjątkiem. Choć czasy, gdy kobiety stanowiły większość fabrycznej załogi należą do przeszłości — w ciągu ostatniego roku udało się zatrzymać spadkową tendencję w zatrudnieniu pań. Odwrotnie nawet. W ciągu minionych 12 miesięcy po raz pierwszy od kilku lat kobieca część załogi zwiększyła się o z górą 100 pracowników. W lutym rejestry kadrowe wymieniały 810 pań, stanowiących 43 procent ogółu zatrudnionych. Wzrost zatem nie tylko dotyczy liczb bezwzględnych, ale także udziału pań w całej społeczności pracujących w Załomiu


Zdecydowana większość kobiet — ponad 80 procent — pracuje w produkcji bądź na jej bezpośrednim zapleczu, na stanowiskach robotniczych. Pracują na wydziałach na równi z mężczyznami, w niełatwych dla kobiet warunkach często na trzy zmiany lub systemie czterobrygadowym. Przysparza im to dodatkowych kłopotów, jako że z reguły mają na głowach dom i dzieci. Niewątpliwie najtrudniejsze warunki panują na wydziale przewodów w gumie i dlatego szefostwo fabryki proponuje nieraz, w miarę możliwości, przechodzenie do prac lżejszych na innych wydziałach lub w działach. Ciekawe, że zatrudnione na zdawałoby się typowo męskich stanowiskach kobiety, z reguły nie wykazują zainteresowania tymi propozycjami.

Niespełna jedna piąta załomianek zatrudniona jest na stanowiskach nierobotniczych, czyli z reguły w administracji. Aż pięć działów w całości obsadzały przedstawicielki słabej płci, która jak się okazuje na przykładzie naszej fabryki, jest zarazem bardzo mocna we wszelkiego rodzaju rachunkach, ma cierpliwość i inne talenty wymagane przy sporządzaniu bilansów, zestawień i różnorakich obliczeń. Zatrudnienie i płace, kontrola wewnętrzna, księgowość ogólna, kosztów oraz materiałowa: oto pięć działów w całości obsługiwanych przez kobiety.
Wiele Pań związanych jest z naszą firmą od dłuższego czasu – od lat dziesięciu i więcej. Są wśród nich pracownice pamiętające początki Załomia. Stażem najstarsza  jest wśród nich pani Zuzanna Wołodźko, która pracę w naszej fabryce zaczęła 7 sierpnia 1958 roku. Wiele pań – o czym świadczą choćby przytoczone na wstępie dane – zdecydowała się podjąć pracę stosunkowo niedawno. Mniej więcej co piąta bowiem nie przepracowała jeszcze w przedsiębiorstwie dwóch lat. Jest wśród nich 58 kobiet, które mając w perspektywie zakładowe mieszkanie, z mężami zdecydowały się stanąć przy maszynach. Ponieważ  zaś panie na ogół rzadziej zmieniają pracę niż mężczyźni jest szansa , że zostaną w zakładzie na dłużej.
I jeszcze jedno: do pracujących aktualnie w Załomiu wypada doliczyć jeszcze 161 młodych matek, które korzystają teraz z urlopów macierzyńskich. Wszystko wskazuje na to, że po odchowaniu swoich pociech wrócą do Załomia, wzmacniając załogę.
Jeżeli idzie o poziom wykształcenia to niewiele odbiega on od fabrycznej średniej. Z górą 20 pań (2,5 procent) legitymuje się dyplomami wyższych uczelni, a dziesięciokrotnie więcej posiada wykształcenie średnie. Również ponad 200 pracownic ukończyło zasadnicze szkoły zawodowe.

W jednej zaś mierze panie zdecydowanie wyróżniają się w fabrycznej zbiorowości. Otóż jedna trzecia nie skończyła jeszcze trzydziestu lat. Ale na dobrą sprawę, pomijając metryki można to samo powiedzieć praktycznie o wszystkich za-łomiankach.
Jedno tylko, jak się wydaje, umyka wszelkim statystykom, ale też jest praktycznie nie do ujęcia w różnych średnich, cyfrach oraz danych. Otóż chodzi o klimat w pracy i ogólne sympatie. Łagodząc męskie obyczaje w pracy, panie są z reguły bardziej obowiązkowe i bardziej lubiane jako towarzyszki. Zapewne dlatego, męska większość oraz szefostwo fabryki z zadowoleniem przyjmuje fakt, że od wielu miesięcy zatrudnienie kobiet w Załomiu systematycznie rośnie.

Pod zdjęciem były jeszcze życzenia... (do których, po już 25 latach, ja też sie przyłączam).

Wiele szczęścia, uśmiechu i coraz mniej codziennych kłopotów życzymy naszym Paniom z okazji Ich święta.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #54 : 16 Marzec 2011, 20:23:26 »

Część 33

Życie Załomia Rok XV 16-31 MARCA 1988 r. NR 6(253)

Z wizytą u państwa Majchrzaków

Na swoim

W szeregu jednorodzinnych domków na Osiedlu Kasztanowym ten wyróżnia się z daleka. Białe tynki, czerwony dach i ciemnobrązowa stolarka: drzwi i ramy okien. Tylko za szybami salonu nie ma jeszcze firanek, ale widać już, że domek jest zamieszkały, a gospodarze wiele serca włożyli w jego budowę, wyposażenie i wygląd. W tym domku od dwóch lat mieszkają państwo Maria i Kazimierz Majchrzakowie z dwoma prawie dorosłymi już synami: Wojtkiem i Tomkiem. Ale historia własnego lokum państwa Majchrzaków jest o trzy (z górą) lata dłuższa i sięga samych początków pomysłu budowy obok bloków całego osiedla domków jednorodzinnych w pobliżu fabryki, na dziewiczym terenie, które dopiero miało stać się osiedlem w całym słowa tego znaczeniu.
Prawdę mówiąc te pięć lat, które upłynęło od momentu podjęcia decyzji przez pana Kazimierza, było dla rodziny trudne, a przede wszystkim bardzo pracowite. Wiadomo, ile wysiłku i pieniędzy kosztuje dzisiaj budowa własnego domku. A kosztowałoby znacznie więcej — dodaje pani Maria gdyby nie wszechstronna pomoc fabryki i osobiste zainteresowanie oraz pomoc dyrektora Rybczyńskiego który interesował się kłopotami budowniczych i postępem prac.
Wszystko zaczęło się więc w osiemdziesiątym trzecim kiedy zapadły już ostateczne decyzje o budowie Osiedla, bloków zakładowych oraz domków jednorodzinnych na jego obrzeżu. Państwo Majchrzakowie też musieli podjąć kalka istotnych decyzji. Najpierw czy budować się,  a jeśli tak — to gdzie.

O tym, żeby nie czekać na mannę   z   nieba decydowały trudne warunki w jakich żyli. Mieszkali   mianowicie  w  jednopokojowym lokalu należącym do Państwowego Gospodarstwa Rolnego „Załom" na terenie tej wsi. W czwórkę w takich   warunkach   żyło   się naprawdę   ciężko.   Najpierw zamyślali o budowie swojego domku w Dąbiu. Kiedy jednak otworzyły się perspektywy     postawienia     swojego „M" w Załomiu przy wydatnej pomocy fabryki, sprawa została   niejako  przesądzona.
Jednym z warunków takiej pomocy  i  przydziału gruntu pod budowę było jednak zatrudnienie  w kablowni   obu  małżonków.    Dotychczas    w Załomiu w Dziale Narzędziowym pracował tylko (od siedemdziesiątego   trzeciego   roku)    Kazimierz    Majchrzak.  Jest tu cenionym fachowcem-szlifierzem        narzędziowym.  Małżonka zatrudniona była w PGR. Z pewnymi wahaniami zmieniła   pracodawcę.   Teraz mówi, że choć  decyzja  była  po trosze wymuszona sytuacją, jest bardzo zadowolona z faktu, że podjęła pracę w Załomiu,   w   Dziale    Narzędziowym zresztą — w tym samym, w którym pracuje jej  małżonek.   Teraz    wykonuje zadania   wiertacza   ciągadeł, zarabia znacznie   więcej,  niż jej koleżanka w PGR Załom. Ostatnio dostała   70   tys.   zł. premii z zysku za rok 1987 i to wystarcza za komentarz. W   każdym razie rozmiary pensji   są  przecież nieobojętne,  gdy człowiek decyduje się   budować własny dom.

Kiedy więc państwo Majchrzakowie podjęli dwie zasadnicze decyzje przyszedł czas na formalności.   Pierwsza    i podstawowa polegała na zapisaniu   się   do   Spółdzielczego Zrzeszenia Budowy  Domków    Jednorodzinnych. Stąd dostali działkę   —   trzysta   metrów kwadratowych terenu w szeregu przyszłych domków  tuż  przy szosie — ulicy, za którą   rozpościera  się  ściana  lasu.  Teraz zaczęła się droga pod górę, dość stroma — zaczęły się pracowite dni, które wymagały wielu poświęceń, starań i zabiegów, Wysiłku większego aniżeli! nawet spodziewali się na początku, choć widzieli przecież; że przedsięwzięcie łatwe nie będzie.
Na dobrą sprawę pracowali wszyscy jak jeden mąż. Cała rodzina,  aczkolwiek    każdy wedle     swoich     możliwości. Stan surowy czyli praktycznie postawienie    całego     domku jest rezultatem własnej pracy państwa   Majchrzaków,   którym pomagali synowie  oraz — od czasu do czasu jeden z kolegów pana Kazimierza Robili bloczki betonowe, stawiali ściany, zalewali stropy. Pani Maria pracowała za pomocnika murarza bez taryfy ulgowej, jak mężczyzną.
W ciągu tych z górą dwóch lat praktycznie nie mieli urlopów, wolnych sobót ani niedziel, kiedy zrobiło się cieplej nie mieli też częstokroć wolnych godzin popołudniowych (lub przedpołudniowych — bo oboje pracują na zmiany). Za to po dwóch latach intensywnych prac mogli już na szczycie swojego domku wywiesić wiechę. Trzeba przyznać, że był to moment szczególny i trochę mówiąc szczerze, wzruszający. Ale do końca było jeszcze wiele robót.
Najważniejsze jednak, dzięki pracy własnej budowa nie tylko posuwa się naprzód. lecz także — co przecież niezwykle ważne — dało się zaoszczędzić wiele pieniędzy, które w innym przypadku trzeba byłoby zapłacić fachowcom. Mimo bowiem kredytu, dwóch i pół miliona złotych otrzymanych z banku mimo wsparcia finansowego (360 tys. złotych) z fabrycznego funduszu mieszkaniowego, taka inwestycja pochłania moc gotówki.
Finanse konieczne były zaś nie tylko na zakup materiałów    budowlanych,   stolarki, instalacji    wodno-kanalizacyjnej, dziesiątków innych rzeczy, bez których trudno postawić dom. Gotówka przydała się również na opłacenie fachowców którzy  zajęli  się robotami     wyposażeniowymi. Tu już nie dało się samemu zrobić   prac    hydraulicznych, ani położyć dachu. Inna rzecz, na którą państwo   Majchrzakowie  zwracają uwagę:  pomoc fabryki  nie  ograniczyła się przecież tylko do wsparcia finansowego. Mogli bezpłatnie pożyczyć   betoniarkę.   Domek został   podłączony   do   wcześniej   przygotowanych   instalacji    wodno-kanalizacyjnych, energetycznych   i   ciepłowniczych. Zwłaszcza ciepło z fabrycznej „rury" ma tu nadzwyczaj istotne znaczenie. Odpadają   starania o koks   czy węgiel, których zresztą coraz mniej przydziela  się   właścicielom domków bądź mieszkań opalanych we   własnym zakresie.
Tak więc po trzech — niespełna — latach państwo Majchrzakowie przeprowadzili się z ciasnego pegeerowskiego mieszkanka do własnego domku. Zrobili to jako pierwsi i teraz nie kryją pewnej satysfakcji z tego powodu. Przeprowadzka zresztą nie oznacza końca budowlanych zabiegów, starań i wydatków. Najważniejsze jednak, że dom w zasadniczym kształcie był gotowy i nadawał się do zamieszkania.
Teraz pani Maria nie bez satysfakcji pokazuje lokum  w którym mieszka się bardzo wygodnie, i rzecz  jasna przyjemnie.. Szeregowy domek ma pięć pokoi, kuchnię i dwie łazienki. Wszystko rozlokowane jest na trzech jakby poziomach. Stosunkowo niewielkie
sypialnie, a jednocześnie pokoje dwóch synów mieszczą się najwyżej. Tam też znajduje się jedna z łazienek, wykafelkowana glazurą o kolorze morelowym z kwiatkami.
Kuchnia z kolei ma ciepłe beżowe kafelki i wszystko co trzeba, żeby szybko i wygodnie przygotować posiłki. Do wykończenia pozostał jeszcze salon, centralne miejsce, w którym stanie telewizor, fotele, ława i jeszcze stół z krzesłami, pomieszczenie koncentrujące życie rodziny wieczorami i podczas okazjonalnych świąt oraz uroczystości
Salon znajduje się niejako w centralnym miejscu domku, na środkowym poziomie, jest obszerny  — około czterdzieści | metrów kwadratowych — i rzeczywiście sprawia reprezentacyjne wrażenie. Ale właśnie z' tym pokojem będzie jeszcze trochę roboty. Państwo Majchrzakowie jego wyposażenie i wykończenie pozostawili na samym końcu, jako, że salon co z samej nazwy wynika spełniać będzie przecież rolę wizytówki domu i gospodarzy. A więc przyjdzie przede wszystkim położyć tu parkiet, klepki już są zgromadzone i odpowiednio  przesuszone.  Parkiet położy pan Kazimierz, potem będzie jut pole do popisu dla gospodyni. Najważniejsze przy tym, że wyposażenie reprezentacyjnego pokoju zostało już zgromadzone. Czekają meble, dywan, i oczywiście piękna firanka.
Salon będzie gotowy niebawem. A kiedy już wszystkie roboty we wnętrzu zostaną za kończone, państwo Majchrzakowie zabiorą się za porządkowanie otoczenia domku. Prawdę mówiąc dotychczas jeszcze niewiele tej sprawie poświęcali uwagi. Teraz jednak. Na wiosnę wezmą się ostro do mini-ogródków, które znajdują się po obu stronach domku. Trzeba będzie pomyśleć o jakimś płotku, o krzewach, oczywiście o kwiatkach. To wszystko jednak, kiedy już słońce na dobre przygrzeje i skończy się zima.
Kiedy zaś salon i otoczenie domku będą gotowe, będzie można uznać całość za skończoną. Po czterech latach ciężkiej pracy przyjdzie czas na wypoczynek, będzie się można cieszyć swoim i zbierze obfite profity z wysiłku jaki został włożony z trudu własnych rąk. Jedno jest pewne państwo Majchrzakowie są bardzo zadowoleni z efektów i nie ukrywają tego, wdzięczni fabryce, która przecież tyle pomogła.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #55 : 21 Marzec 2011, 09:12:57 »

Część 34

Dziś dwie krótkie notki z gazety...(niestety chwilowo uciekły mi dane numeru - wkrótce to uzupełnię)

STANISŁAW KASPEROWICZ — PRZEWODNICZĄCYM

Ukonstytuował się nowy związek NSZZ „Solidarność"

W PIERWSZEJ DEKADZIE GRUDNIA, JAK JUŻ DONOSI­LIŚMY, POWSTAŁ W „ZAŁOMIU" KOMITET ORGANIZA­CYJNY NSZZ „SOLIDARNOŚĆ", KTÓRY W ODRÓŻNIENIU OD DZIAŁAJĄCEGO JUZ ZWIĄZKU NIE MA W NAZWIE LICZBY „80". TAKŻE W GRUDNIU KOMITET ZAREJSTRO-WAŁ SIĘ JAKO 708 ZAKŁAD. W ZARZĄDZIE REGIONU „SOLIDARNOŚCI". 9 STYCZNIA BR. NATOMIAST ODBYŁO SIĘ W „ZAŁOMIU" ZEBRANIE WYBORCZE, W WYNIKU, KTÓREGO UKONSTYTUOWAŁY SIĘ NOWE WŁADZE ZWIĄZKU. PRZEWODNICZĄCYM KOMISJI ZAKŁADOWEJ ZOSTAŁ STANISŁAW KASPEROWICZ, BRYGADZISTA ROZ­DZIELNI WYDZIAŁU PRZEWODÓW W GUMIE.
Przedstawiany w „telegra­ficznym" skrócie program związku sprowadza się do dziewięciu punktów:
—   Obrony praw, interesów i godności pracownika.
—   Uzyskiwania pełnej informacji o zmianach organizacji w przedsiębiorstwie.
—   Dążenie, do wypracowa­nia polityki płacowej zapewniającej godziwe wynagrodzenie za pracę.
—   Zapewnienie wynagrodzenia wystarczającego na utrzy­manie rodziny bez konieczno­ści podejmowania pracy przez matki.
Obrony pracowników przed bezrobociem i zwolnie­niami.
Współpracy z pozostałymi związkami w celu ochrony pracowników.
Dążeniu do utrzymania zakładu w celu zapewnienia miejsc pracy.
Dążeniu do uzyskania większego procentu płacy gwarantowanej, aby wyeliminować ryzyko płacowe pracownika.
Zajęcia się działalnością kulturalną 1 sportową pracowników i ich rodzin.

W skład komisji zakładowej obok przewodniczącego wcho­dzi nadto  5 osób:   Zbigniew Juras (dział sprzedaży) wice­przewodniczący oraz członko­wie: Jan Brejakowski (wy­dział P-l), Krystyna Michalska (Wydział P-l), Ireneusz Mika (Wydział P-l), Iwona Rosińska (dział sprzedaży). Stanisław Kasperowicz pra­cuje w naszej fabryce od 1974 roku, praktycznie cały czas na wydziale przewodów w gumie. Był tu m. in. sadzowym, natryskiwaczem i krajaczem, a obecnie wykonuje obowiązki brygadzisty rozdzielni, funkcję w związku pełniąc społecznie. S. Kasperowicz działa w stru­kturach „Solidarności" od po­czątku jej istnienia. Do ubie­głego roku należał do „Solidarności 80". Jak powiedział re­porterowi „Życia” nowy fa­bryczny związek nie chce zaj­mować się polityką natomiast z całą energią przystąpi do realizacji programu obrony inte­resów pracowniczych. Jednocześnie chodzi jednak o to, aby nie tylko żądać — ale rów­nież „coś dać od siebie". Żą­dania płacowe muszą być realne, tak aby w obecnych ukła­dach gospodarczych kraju nie zagroziły bytowi fabryki. Strajk musi być ostatecznoś­cią, a w przypadkach różnicy zdań między administracją fa­bryki, a związkiem trzeba cierpliwie negocjować, wykorzy­stując wszystkie możliwości kompromisu.
Z początkiem lutego do NSZZ „Solidarność" akces zgłosiło 64 pracowników. Do tego czasu powstały również trzy koła: na wydziale prze­wodów w gumie, w działach sprzedaży oraz kontroli jako­ści.
Biuro związku mieści się na parterze budynku byłej szkoły zawodowej i czynne jest trzy razy w tygodniu: w poniedziałki, środy i piątki w godzinach 13.00—14.50.



Kiedy rejestracja „Solidarności 80"?

Jak wynika z informacji Polskiej Agencji Praso­wej, w czasie spotkania prezydenta RP — Lecha Wałęsy z delegacją NSZZ „Solidarność 80" uzyskano zapewnienie, że zarówno prezydent jak i jego urząd nie będą czyniły przeszkód w rejestracji „Solidarno­ści 80", Możliwość taką. stwarza przygotowana nowa ustawa o związkach zawodowych.
Z kolei Mikołaj Kozakiewicz, marszałek Sejmu BP podczas rozmowy z przewodniczącym „Solidarności 80" Marianem Jurczykiem zadeklarował daleko idącą pomoc w przyspieszeniu terminu debaty sejmowej nad tym dokumentem.
W odpowiedzi na liczne pytania członków i sym­patyków KKP NSZZ „Solidarność 80" oświadcza, że przedstawiciele związku uczestniczyć będą w Ra­dzie Politycznej prezydenta RP. Swojego udziału w radzie — według wspomnianej relacji PAP — nie zadeklarował natomiast przewodniczący „Solidarno­ści 80" Marian Jurczyk.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #56 : 27 Marzec 2011, 16:57:28 »

Część 35

Życie Załomia Rok VIII NR 18(114) Szczecin-Człuchów, 16-30 września 1981 r.

Załomowskiego małżeństwa dzień powszedni

Czekając na życie

Oboje są z wyżu.
Czy dlatego życie im tak  biegnie,  jak biegnie?

Jadwiga Madej urodziła się w Stepnicy („Tak, jestem stepniczanką..."), Stefan Stępniewski w Nowym Czarno­wie. Dzieciństwo mieli zwy­czajne. Nikt ich nie zabierał na zagraniczne wycieczki, nikt im nie kupował drogich zabawek. Kiedy podrośli, mu­sieli pomagać rodzicom, zaś kiedy zakwitła młodość — poszli do pracy.
Oboje spotkali się w „Załomiu", ale w ogóle siebie nie widzieli. Może chodzili obok siebie, potrącali się w przej­ściu na bramie, może ocierali się o siebie w autobusie — nie wiadomo, nie pamiętają. Dostrzegli siebie po raz pier­wszy w ławie szkolnej, w średnim studium zawodowym. Koleżanka szturchnęła Jad­wigę — „Co ten facet się tak na ciebie gapi?" — „Który? zapytała Jadwiga i odwróciła się.
1 to byt Stefan.
Stefan  w Starym Czarno­wie nie widział   dla   siebie przyszłości. Więc kiedy mógł, poszedł uczyć się zawodu elektryka w zasadniczej szko­le na Wąskiej, w Szczecinie. I Tutaj kupił go sport, a do­kładniej — boks.   Trafił do klubu w Dąbiu. Stanął w ringu. I wtedy poczuł, że boks to jest to. Do boksu trzeba mieć serce.   Wiele silnych i wspaniałych   bokserów prze­grywa z gorszymi od siebie, bo nie mają serca do walki. Raz oberwie i jut chciałby, aby walka się skończyła. Stefan miał serce   do     walki. Więc zaczęły się podróże po ringach kraju i nawet zagra­nicy, bo przecież boksował w NRD. Z czasem pogodził się z tym, że jeśli chce się zwie­dzić trochę świata, to trzeba niekiedy oberwać. Chyba, te ma się grubą forsę ma podró­że. Ale Stefan wielkiej for­sy na podróże nie miał.
Później zaczął w tym bok­sowaniu być coraz lepszy to faceci od boksu postanowili załatwić mu „lewy" etat. To nie było wtedy dla boksera nic wstydliwego. Każdy, jako tako klasowy sportowiec, miał w Polsce gdzieś „lewy" etat. Całe nasze życie w kra­ju było jakoś tak „na lewo", na lipnych papierkach. Skutki tego będziemy czuli jeszcze bardzo długo.
Stefan dostał „lewy" etat w „Załomiu". Dyrektor Zarecki założył nogę na nogę: — „Będzie pan pracował ad siódmej do jedenastej, a potem pan możesz iść na tre­ning...". I tak było. Ale nie wszystkim owo chodzenie na trening przypadło do gustu. Burzył się mistrz na wydzia­le, krzywili się koledzy. I Stefan zaczął się czuć nie­swojo. Ale jeszcze nie myślał o rzuceniu boksu. Boks rzu­cił dopiero potem. Stefan: — „Boks wybita mi z głowy do­piero Jadwiga..."

Kiedy   poznali   się,   biegł właśnie   rok   siedemdziesiąty szósty. Jadwiga pracowała ja­ko fizyczna na „jedynce" dopiero później siadła za biur­kiem jako referent do praw planowania.   Nie można po­wiedzieć, żeby była w życiu lekkomyślna.   Stefan też ra­czej trzyma się ziemi. Chodzi­li ze sobą pięć lat. Kiedy on poszedł do wojska w Olsztyń­skie, najpierw często do sie­bie pisali, a potem zaczęli się odwiedzać.  Przymierzali  się do ślubu. Ale tak: mieszkania nie ma, pieniędzy nie ma... Oboje byli członkami spół­dzielni mieszkaniowych, ale czy to spółdzielnia ma zrozu­mienie dla problemów mło­dych łudzi, skoro państwo nie ma?
Więc czekali ze ślubem, chociaż to były ich najlepsze lata. Aż zrozumieli, że jeśli tak długo będą czekać, to mo­gą przeczekać swoje szczęście, ba, nawet swoje życie można w ten sposób przeczekać.
Pobrali się w maju tego ro­ku. Wesele odbyło się w do­mu rodziców Jadwigi, to Stepnicy. Trwało dwa dni. Była setka gości.
Nazajutrz po ślubie zaczęła się proza życia. Ich podanie o przydział pokoju to hotelu robotniczym zostało odrzuco­ne. W hotelu nie mogą mieszkać małżeństwa, w hotelu dla -małżeństw — -nie można szpilki wetknąć. Więc poszli do   spółdzielni.   Mówili:   — „Należymy   już. ' do różnych spółdzielni osiem lat, oboje, zrozumcie nas!" Ale w rów­nie   skuteczny sposób mogli mówić do lampy.
Przecież gdzieś się podziać musieli! Wynajęli malutki pokoik na osiedlu. Słonecz­nym. Osiedle piękne z okien przejeżdżającego samochodu, ale nie  dla   mieszkańców.
Wszystkiego brak sklepów, apteki, ośrodka zdrowia, ki­na... Wegetacja. Jadwiga: — „Cały nasz dzień to jest naj­pierw praca w fabryce, a pa­tem bieganina po sklepach. Kiedy już coś się dostanie na kolacje, to się wraca do ob­cego mieszkania, w którym tylko radio i telewizor są na­sze..." Z meblami są kłopoty, więc jak „trafili" segment, to go z miejsca kupili, i potem był problem, gdzie ten seg­ment będzie czekał na lepsze czasy. W końcu czeka u ma­my Stefana, w Starym Czar­nowie.
Nie przelewa im się.   Aby chociaż  trochę   zaoszczędzić, Stefan przeszedł na „piątkę", gdzie   pracuje   w    systemie czterobrygadowym. Będzie nieco więcej grosza, ale widzieć będą się teraz rzadziej. A co mają poza sobą? Okazuje się, że i z tego trzeba zrezygno­wać. Stefan: — „Panie, czy to jest ludzkie życie? Prze­cież   młodzi ludzie nie mają nawet cienia szansy na ludz­ki start. Tyle się u nas mó­wi o małżeństwie, o rodzinie, o dzieciach... To są tylko sło­wa, słowa, słowo...   Rodzina jest u nas ta papierze. Za­warliśmy ślub i co z nas za rodzina? Przecież to bzdura. Wszyscy mi mówią   naokoło — zobaczysz, urodzi wam się dziecko, poczujesz rodzinę. A gdzie ja to dziecko położę? W tej klitce? Żeby mnie potem przeklinało za dzieciństwo?".
Na razie biegają po spół­dzielniach mieszkaniowych i błagają urzędników.   Ale urzędnicy takich jak oni mają na pęczki, więc serca mają z kamienia. Jadwiga: — „Oboje należymy   do „Solidarności", może   ona coś w tym kraju zmieni..." Póki co, po ośmiu, latach czekania na mieszka­nie nie są jeszcze nawet na tak zwanej liście podstawo­wej.   Kiedy już się na niej znajdą  przyjdzie im pocze­kać jeszcze kilka lat.
I tak ciągle, czekają.
Czekają na prawdziwe, normalne życie.
Ale czy ich pokolenie się tego doczeka?
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #57 : 16 Maj 2011, 18:50:45 »

Część 36

Dwa artykuły o podobnej tematyce związkowej z 1980 roku (nie mam pierwszej strony gazety).

Walne Zgromadzenie NSZZ „Solidarność”

Stanisław Starzyński przewodniczącym

Dwudziestego grudnia odbyły się w klubie wybory władz związkowych NSZZ „Solidarność" naszej fabryki. W wyborach wzięto udział 128 delegatów. Przewodniczył obradom (bardzo sprawnie!) zastępca przewodniczącego Zakładowej Komisji Robotniczej
Stanisław Starzyński. W obradach wziął udział przedstawiciel MKR — Edward Rohatyński. Program dnia przewidywał m. in. wszystkie „techniczne" czynności wyborcze (wybory komisji matki, skrutacyjnej, mandatowej), wy bór władz związkowych oraz podjęcie uchwały (jej pełny tekst drukujemy poniżej). Na salę wpłynęły trzy telegramy z życzeniami owocnych obrad
od Komitetu Zakładowego partii, Rady Zakładowej oraz Zarządu Zakładowego ZSMP.
Ogółem zgłoszono 49 kandydatów, z których wybrano 19-osobową Zakładową Komisję Robotniczą, która przez okres kadencji będzie fabryczną władzą związkową NSZZ „Solidarność". W jej skład weszli Ryszard Wojno, Ryszard Płocharski, Andrzej Carlo, Bronisław Sosna. Wiesław Pawłowski, Marian Cieśla, Gertruda Iwaszczenko, Edward Gonera, Kazimierz Walendzik, Stefan Szczęśniak, Stanisław Starzyński, Jolanta Rybarczyk, Stanisław Styrna, Władysław Smykaj, Artur Kalbarczyk, Stanisław Rogut, Czesław Winiarczyk i Kazimierz Perkul. W najbliższym czasie tę listę uzupełni delegat, wybrany przez emerytów i rencistów zakładu.
Następnie delegaci dokonali wyboru przewodniczącego MKR i jego dwóch zastępców. Decyzją zebranych będą to funkcje etatowe. W tajnym głosowaniu, zdecydowaną większością głosów, przewodniczącym MKR został wybrany Stanisław Starzyński. Wiceprzewodniczącymi zostali Bronisław Sosna i Kazimierz Walendzik.   Dokonano   również wyboru Prezydium MKR, w skład którego weszli Stanisław Rogut, Czesław Winiarczyk Andrzej Carło, Stanisław Styrna oraz delegat emerytów i rencistów. Oczywiście w skład Prezydium wchodzą również trzej etatowi przewodniczący. Wybrano także trzyosobową Komisję Rewizyjną, którą stanowią Krystyna Banaś, Roman Jońca oraz jej przewodniczący Stanisław Hermanowicz.
Podczas prac Komisji Skrutacyjnej na pytania z sali odpowiadał przedstawiciel MKR, Edward   Rohatyński.   Pytano go m. in. o  powód   odejścia trzech osób z władz MKR, rolę   KOR   w   „Solidarności", przyczynę przedłużającego się śledztwa wobec Macieja Szczepańskiego, przewidywaną reakcję  „Solidarności"  na  nowe wysokości rent i emerytur, losy „Głosu Pracy” i powód zatrzymania  „Robotników 80". Niestety, przedstawiciel MKR nie był przygotowany do odpowiedzi na te pytania.



Uchwała Walnego Zgromadzenia NSZZ „Solidarność" Fabryki Kabli „Załom" Szczecin 20 grudnia 1980 r.


1. Stwierdzając, że fabrycz­na organizacja związkowa NSZZ „Solidarność" jest wyra­zicielką życzeń i pragnień zdecydowanej większości członków załogi Walne Zgro­madzenie oświadcza wolą działania zgodnie z umową społeczną podpisaną przez rząd PRL w Gdańsku, Szcze­cinie i Jastrzębiu.
2. Walne Zgromadzenie wy­raża pragnienie aby organi­zacja nasza była w stanie zrealizować wszystkie pokła­dane w niej nadzieje.
3. Walne Zgromadzenie stwierdza, że nadrzędnym  celem działalności będzie zapewnienie w pełni demokratycznych i zgodnych z zasadami sprawiedliwości społecznej oraz wolą ogółu form i me­tod zarządzania naszą fabry­ką.
4. Walne Zgromadzenie wy­raża życzenie aby nasza orga­nizacja stała się rzeczywistym wyrazicielem stanowiska za­łogi wobec władz administra­cyjnych fabryki, administracji państwowej oraz instytucji i organizacji społecznych.
5. Walne Zgromadzenie zo­bowiązuje wybrane władze naszego związku do ochrony praw i interesów oraz godno­ści pracownika i ich rodzin.
6. Walne Zgromadzenie zo­bowiązuje wybrane władze związku do szerokiej współ­pracy ze Służbą Zdrowia, Państwową Inspekcją Pracy oraz organizacjami politycz­nymi i społecznymi w celu zapewnienia właściwych wa­runków pracy i życia człon­ków załogi i ich rodzin,
Wy­raża przekonanie, ze nasza organizacja będzie dążyć do pełnej realizacji zgłoszonych przez załogę wniosków i po­stulatów oraz zespalać wysił­ki wszystkich postępowych łudzi dla dobra naszego kra­ju bez względu na przyna­leżność organizacyjną i świa­topoglądową.
7. Walne Zgromadzenie zo­bowiązuje  nowo wybrane władze do pilnego przedsta­wienia planu działania naszej organizacji celem poddania go pod ogólnozakładową dysku­sję tak aby przedstawiony program był akceptowany i realizowany przez naszą za­łogę z pełnym przekonaniem i zaangażowaniem.
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #58 : 22 Październik 2011, 20:57:07 »

Część 37

Życie Załomia Rok IX NR 1-2(119-120) Szczecin-Człuchów, LIPIEC-SIERPIEŃ 1982 r.

DRODZY CZYTELNICY!


Spotykamy się po siedmiu miesiącach. Pierwszy w tym roku, a zarazem podwójny numer „Życia Załomia" ma w części charakter kronikarski, w części zaś publicystyczny, refleksyjny. Sądzimy, że refleksja jest nam dzisiaj wszystkim potrzebna.
Ponad pół roku żyjemy w warunkach stanu wojennego. Jego wprowadzenie podyktowane racją bytu socjalistycznego państwa stworzyło — wiemy to dziś znacznie lepiej ni przed siedmioma miesiącami, w grudniu 1981 — jedyną możliwość wyprowadzenia kraju z pogłębiającego się kryzysu społecznego, politycznego^ i gospodarczego. Proces wyprowadzania z kryzysu przybiera na sile, choć byłoby niewczesnym optymizmem sądzić, ze prędko się zakończy. Jesteśmy dopiero na początku drogi żmudnej i najeżonej wieloma jeszcze trudnościami, które bez pardonu, złośliwie wykorzystują przeciwko nam ośrodki dywersyjnej propagandy.
A z drugiej strony zrozumienie racji wprowadzenia stanu wojennego i trudności związanych z wychodzeniem z kryzysu gospodarczego nie oznacza jednocześnie, że przywykliśmy do tego stanu, ze nie doskwiera nam w wielu sytuacjach kryzys, że przyzwyczailiśmy się do ograniczenia swobód obywatelskich. Ale dzisiejszy wymiar tych ograniczeń jest węższy nieporównywalnie od tego z końca ubiegłego roku. Wynikają stąd dwa wnioski.
Praktyka życia codziennego dowodzi, że ograniczenia wynikające ze stanu wojennego mają charakter przejściowy, a władze są zdecydowane odchodzić od nich tak szybko, jak to jest możliwe, pod warunkiem wszakże, że łagodzenie restrykcji nie stoi w sprzeczności z wymogami porządku publicznego oraz interesami socjalistycznego państwa.
Łatwo również zauważyć, że zdecydowana większość ograniczeń i restrykcji wprowadzonych wojennym ustawodawstwem została już zniesiona lub ograniczona w istotny sposób. Nie ma też pod* staw do przewidywania, że proces normalizacji będzie teraz przebiegał wolniej niż dotychczas. Możemy zakładać, że większość całego czasookresu tego stanu mamy za sobą. Ale trzeba równocześnie zdawać sobie sprawę., że pozostał do rozwiązania problem o podstawowym znaczenia dla normalizacji życia w naszym kraju — sprawa przywrócenia funkcjonowania ruchu zawodowego.
Jest to niezwykle ważna kwestia dla porozumienia narodowego, ugody społecznej, w kierunku których zmierza spora cześć społeczeństwa, zdając sobie sprawą z konieczności ich zawarcia. Śluzą temu inicjatywy rozwijane przez coraz liczniejsze w naszym kraju Obywatelskie Komitety Odrodzenia Narodowego, takie te inicjatywy, które obserwujemy w Załomiu.
Istotą sprawy oddają słowa, które padły z trybuny sejmowej 3 maja: „Trzeba porozumieć się, żeby utrwalić dorobek socjalistycznych przemian, żeby ocalić wszystko to co było konstruktywne w po-sierpniowej odnowie, odrzucając to, co godziło w konstytucyjny ład, żeby skupić siły na przezwyciężeniu kryzysu gospodarczego**.
Głęboki kryzys, jaki przechodzimy pokonać możemy jedynie wspólnym wysiłkiem całego narodu, zespolonym  wokół programu, który wszyscy niezależnie od występujących między nami różnic mogą akceptować jako program wyprowadzenia ojczyzny z upadku. Słowa: „kto nie jest przeciwko nam — ten jest z nami" — bodaj najlepiej oddają te intencje. Taki jest przewodni motyw polityki PZPR, która realizując uchwały IX Zjazdu czyni wszystko, aby stworzyć przesłanki wyjścia z kryzysu i porozumienia narodowego. Na swoim ostatnim zjeździe partia zbudowała program, którego realizacja wymaga od nas wszystkich wiele pracy.
Warto sobie uświadomić, teraz zwłaszcza, w rocznicę powstania Polski Ludowej, że do zrobienia jest ogromnie dużo. „Zrobić musimy dużo więcej niż sądzą ludzie bez wyobraźni, o zachowawczym usposobieniu — twierdzi prof. Jan Baszkiewicz w „Rzeczpospolitej" — zrobić możemy bez porównania więcej niż twierdzą ludzie zniechęceni, skłonni dać wiarę prorokom „niereformowalności" systemu. Historia nas uczy, ze nie ma systemów „nie-reformowalnych", bywają tylko kraje, w których nic potrafiono zreformować się ' na czas. Byłoby małodusznością sądzić, że w Polsce roku  1982  utraciliśmy szansą gruntownej modernizacji systemu. Zdaliśmy sobie wreszcie sprawę, że nasz wielki potencjał ekonomiczny był poruszany dotąd   przez   mechanizm   przestarzały, sprzyjający marnotrawstwu, nieprzychylny  innowacjom.   Reforma   gospodarcza wprowadzana w życie. mimo gigantycznych przeciwności jest aktem reformatorskiej konsekwencji i odwagi. Obecnie musi sobie torować drogę przeświadczenie^, ii nasz system polityczny wymaga modernizacji . równie   głębokiej.   Oczywiście, norm i postaw dominujących od wielu lat nie da się zastąpić nowymi w takim tempie, jakie dyktuje sama tylko niecierpliwość i żarliwa wola reformowania to jeszcze jeden wariant woluntaryzmu. Natomiast możemy już teraz starać się o skupienie społecznego konsensu   wokół rzetelnie dyskutowanego, otwartego projektu przemian w organizacji naszego życia zbiorowego".
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #59 : 23 Styczeń 2014, 12:54:23 »

Tego chyba jeszcze nie było...
 Część 38

ROK IX NR 3 (99) SZCZECIN CZŁUCHÓW, 1-15 LUTEGO 1981 R.

Załom — tak było

Nasz cykl — „Załom — tak było" dobiega końca. W dziewięciu odcinkach staraliśmy się przekazać naszym Czytelnikom możliwie najwięcej faktów o dwudziestoletniej z górą historii „Załomia". Zdajemy sobie sprawę, że była to próba niedoskonała, że nie o wszystkich godnych odnotowania sprawach i ludziach napisaliśmy, że przeważały dane, a mniej, czasami za mało, było obrazów i sylwetek ludzi. Wynika to głównie stąd, że właśnie najłatwiej było o zdobycie danych, najtrudniej o anegdoty i żywe relacje. Chcieliśmy obiecać, że w miarę zdobywania ich będziemy do historii wracać, choć może już nie w takiej formie jak dotychczas.
I jeszcze jedno: Nasz cykl kończy się właściwie w roku 1979. Ubiegły rok markowany jest tylko w układzie gospodarczym minionej pięciolatki. Tymczasem sierpień i kolejne miesiące przyniosły doniosłe wydarzenia, odnowę życia i zdecydowane zmiany. Staraliśmy się na bieżąco możliwie najobszerniej przekazywać je Czytelnikom „Życia". I dlatego nie wracaliśmy już do tych tematów w historycznym cyklu „Załom — tak było",

MILIARD DO MILIARDA
Nakłady poniesione na rozbudowę w latach siedemdziesiątych zwróciły się wielokrotnie. Produkcja rosła szybko, podobnie — jakość wyrobów. W roku siedemdziesiątym pierwszym „Załom" wytwarza kable i przewody wartości 1,5 miliarda złotych. W następnym roku produkcja zwiększa się prawie o jedną trzecią. W 1973 — wynosi z górą 2,5 miliarda; w 1975 zaś prawie 3,5 mld zł. Pierwsza połowa dekady, pięciolatka 1971—1975 zamyka przedsiębiorstwo produkcją wartości 12,5 miliarda złotych.
Już 31 lipca 1975 roku załoga naszej fabryki zameldowała o przedterminowym wykonaniu planu pięcioletniego. W ten sposób „Załom" znalazł się w grupie najlepszych przedsiębiorstw w województwie szczecińskim. Plan 1971—1975 zakładał wytworzenie wyrobów wartości (w cenach porównywalnych) 10 mld 962 min złotych. Dzięki przedterminowej realizacji tego planu, do końca 1975 roku fabryka dała dodatkową produkcję wartości blisko 1,5 mld złotych. Wzrost wydajności pracy, lepsza gospodarka surowcowo-materiałowa i wprowadzanie postępu technicznego, poprawiły relacje ekonomiczne. W roku jubileuszowym — dwudziestoleciu powołania fabryki pada kolejny rekord — wartość produkcji przekracza 4 miliardy złotych.
W okresie 1976—1980 dostarcza wyroby wartości z górą 20 miliardów. Jest to suche przedstawienie dynamiki produkcji obrazujące najlepiej postęp, jaki dokonał się w podszczecińskiej kablowni. Rozmiar i walory produkcji w tym okresie są praktycznie nieporównywalne do któregokolwiek z poprzednich okresów.
Wszystko to umacnia znaczenie fabryki w branży. Należy ona do największych w polskim przemyśle kablowym i dostarczą jedną czwartą jego produkcji. Podobnie wygląda rzecz w skali Pomorza Zachodniego. Cztero i półmiliardowa wartość wyrobów stawia „Załom" obok takich gigantów przemysłowych jak Stocznia Szczecińska im. A. Warskiego i Zakłady Chemiczne „Police".
W parze ze wzrostem produkcji idzie rozszerzanie gamy wyrobów i jednocześnie jakości. Nowe technologie i nowe asortymenty wprowadza się praktycznie co roku. W 1973 — opracowuje się technologię produkcji przewodów nawojowych emaliowanych o średnicach od 0,55 do 1,6 mm, a także tak zwaną kalibrową metodę nanoszenia lakieru w poziomych piecach emalierskich na przewody o średnicy 0,22 mm. W kolejnym roku opuszczają „Załom" pierwsze przewody współosiowe odporne na korozję naprężeniową do układania w ziemi, przewody jednożyłowe w gumie silikonowej o wysokiej odporności cieplnej. Ten nowoczesny wyrób, przystosowany do eksploatacji w szerokim zakresie temperatur, wyprodukowany jest dotychczas jedynie w „Załomiu". Wdraża się też nową technologię trawienia walcówki miedzianej. Dalsze lata przynoszą uruchomienie i opanowanie produkcji szeregu nowych przewodów. Są to przewody typu NAYY dla NRD, nisko napięciowe do samochodów Fiat 126 p, do telewizorów typu XLx, do reklam neonowych, do silników głębinowych typu DNESU, oraz przewody w izolacji i oponie polwinitowej z żyłą uziemiającą dla Wielkiej Brytanii.
Wiele rodzajów kabli i przewodów „Załom" wytwarza więc jako jedyny w branży zakład, zaspokajając całe krajowe zapotrzebowanie.
W „Załomiu" powstaje średnio około 2500 typów wymiarów — asortyment wyrobów jest bardzo szeroki — od kabli ziemnych do przewodów znacznie cieńszych od ludzkiego włosa. Fabryka wytwarza je w tysiącach ton i setkach kilometrów. W końcu' lat siedemdziesiątych (1977—79) produkowano przeciętnie rocznie:
przewody gołe (około 21,5 tysiąca ton),
przewody nawojowe (około 12,5 tysiąca ton),
przewody elektryczne do układania na stałe (blisko 200 tysięcy kilometrów),
przewody elektryczne do odbiorników ruchomych i przenośnych (prawie 38 tysięcy kilometrów),
przewody elektryczne do odbiorników ruchomych i przenośnych — górnicze (300 kilometrów),
przewody słaboprądowe (około 5 tysięcy kilometrów),
kable elektroenergetyczne (około 6 tysięcy kilometrów),
kable elektroenergetyczne z żył miedzianych (około 30 kilometrów).

POD ZNAKIEM „Q"
„Załom" jest nie tylko jednym z największych producentów i eksporterów w regionie szczecińskim. Na Pomorzu Zachodnim i w swojej branży jest nadto liderem nowoczesności. Blisko 1 300 znaków najwyższej krajowej jakości „1", około dwudziestki oznaczonych znakiem „Q" — takim dorobkiem może się poszczycić niewiele zakładów w kraju. Pierwsze „Q" uzyskała kablownia w 1978 roku; pierwszą jedynkę trzynaście lat wcześniej i od tego czasu systematycznie wzrasta odsetek produkcji oznaczonej znakami jakości. W 1971 roku niespełna jedna trzecia produkcji miała prawo do znaku jakości, w roku osiemdziesiątym prawie trzy czwarte wyrobów nosi ten znak. Dzieje się tak mimo okresowych kłopotów z niską jakością otrzymywanych do produkcji materiałów i surowców. Maleje nadto z roku na rok wskaźnik braków i reklamacji. Wszystko to wystawia dobre świadectwo walorom załomowskiej roboty.
Jednym z dowodów uznania dla osiągnięć fabryki w tej mierze było zdobycie bardzo wysokiego wyróżnienia — nagrody II stopnia w III Ogólnopolskim Konkursie Dobrej Roboty w 1973 r.
W tej wielkiej imprezie organizowanej przez „Trybunę Ludu", Telewizję Polską i Polski Komitet Normalizacji i Miar przy współudziale CRZZ, NOT i TNOiK, wzięło udział 1063 przedsiębiorstw i zakładów produkcyjnych.

Wysoka jakość ma wielkie znaczenie dla odbiorców załomowskiej produkcji. Dzięki temu sami mogą produkować wyroby lepsze, wyższej jakości, bardziej nowoczesne. Takie tylko mogą liczyć na zbyt za granicą, na takie czekają krajowi kontrahenci fabryki, którzy odbierają około trzech czwartych produkcji. Kto zatem kupuje w „Załomiu"?
Niewiele praktycznie dziedzin gospodarki może obyć się bez wyrobów szczecińskiej kablowni. Produkuje ona dla budownictwa mieszkaniowego, górnictwa, hutnictwa, kolejnictwa, dla przemysłu motoryzacyjnego, elektromaszynowego i rolnictwa. Przewody z „Załomia" znajdują powszechne zastosowanie w elektronice,
elektrotechnice, między innymi w nowoczesnym polskim odbiorniku TV — Jowiszu. Zakładowi statystycy doliczyli się tysiąca odbiorców!
Stałym odbiorcą wyrobów, zwłaszcza zaś linek napowietrznych aluminiowych jest Centralny Zarząd Obsługi Rolnictwa. W przewody koncentryczne zaopatruje się u nas Zjednoczenie „Unitra" grupujące przedsiębiorstwa wytwarzające elektronikę domowego użytku. Cztery piąte przewodów mieszkaniowych w izolacji polwinitowej przekazywanych jest Przedsiębiorstwu Handlu Artykułami Technicznymi „Elmit". Za jego pośrednictwem dopiero wyroby te trafiają do central materiałów budowlanych, przedsiębiorstw budownictwa ogólnego, specjalistycznego i sanitarnego. W „Załomiu" zaopatrują się także „Polmozbyty", Fabryki Samochodów z Bielska Białej i Jelcza, Zakłady Metalowe H. Cegielski w Poznaniu, wrocławski PAFAWAG, liczne zakłady naprawcze taboru kolejowego.
Bezpośrednimi odbiorcami załomowskiej produkcji są nadto „PredomPolar" z Wrocławia (przewody do pralek), „PredomZelmer" Rzeszów (przewody do odkurzaczy), Warszawskie Zakłady Telewizyjne, Zakłady Telewizyjne „Unimor" — Gdańsk, Zakłady Radiowe im. Kasprzaka w Warszawie, dzierżoniowska „Diora" i bydgoska „Eltra". Tutaj przewody spełniają już funkcje prefabrykatów.
Pewna część załomowskiej produkcji (za ponad 200 min zł) trafia bezpośrednio do sklepów. Choć dostawy tu rosną, dotąd jeszcze nie udało się w pełni zaspokoić zapotrzebowania. Poszukiwane są zwłaszcza przewody koncentryczne i nawojowe w emalii o małych średnicach.
Pozostała, ale już bardzo pokaźna, bo z górą czwarta część produkcji „Załomia" trafia bezpośrednio do odbiorców zagranicznych. („Bezpośrednio" — ponieważ w wyrobach eksportowanych przez liczne branże krajowe znajdują się bardzo często przewody i kable załomowskie). Ta jedna czwarta oznacza produkcję wartości średnio ponad miliard złotych obiegowych albo — licząc inaczej — kilkadziesiąt milionów złotych dewizowych. Szczególnie szybki wzrost eksportu następuje w latach 1971—75. Sprzedaż wyrobów zagranicznym klientom wzrasta w tym czasie pięciokrotnie, zaś udział produkcji eksportowej w całej działalności gospodarczej „Załomia" sięga  w 1975 niemal 30 procent.
Od czasu, gdy w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych nie znana szerzej fabryka wysyłała pierwsze bardzo skromne partie przewodów za granicę dokonuje się zwłaszcza w minionej dekadzie znaczny postęp. Należy go mierzyć nie tylko kategoriami ilościowymi.

SŁOWO O ZAŁODZE
Sukcesy lat siedemdziesiątych, liczne inicjatywy i osiągnięcia mają przeciętnie 2000 autorów, choć nie każdy z nich — rzecz jasna — ma tu równy udział. Tyle mniej więcej osób średnio pracuje w ostatnich latach w fabryce. Dekadę zaczynało tu 1300 pracowników; w roku 1975 zatrudnienie osiągnęło najwyższy poziom 2030 osób, aby po pięciu latach spaść do 1800. Jest wśród nich coraz większy odsetek „dwudziestolatków” i piętnastolatków” i ludzi związanych z firmą od lat dziesięciu. „Personalia" — rubryka „Życia Załomia" w każdym numerze przynosi najmniej kilkanaście nazwisk jubilatów. Zaczyna krzepnąć już widoczna w latach sześćdziesiątych tradycja rodzinna. Jest już wiele rodzin, w fabryce pracują od dwóch  pokoleń, a częstym zjawiskiem są małżeństwa skojarzone właśnie w „Załomiu". Ale próbie trudnienia ma też drugą stronę. Fluktuacja   stanowi jedną ze zgryzot szefostwa fabryki.
Załoga końca lat siedemdziesiątych różni się  znacznie od tej która pracowała tu w poprzedniej dekadzie. Praktycznie nie ma w produkcji robotnika bez odpowiedniego przygotowań zawodowego. Wielu z nich to absolwenci przyzakładowej szkoły. Ponad dwie trzecie załogo posiada wykształcenie zasadnicze i kursy zawodowe, co piąty ukończył szkołę średnią, co dwudziesty — wyższe studia. Jest to m. in. wynik przyjętego w 1975 roku pięcioletniego planu humanizacji pracy. W tym samym mniej więcej czasie otwarto Średnie Studium Zawodowe, filię Technikum Mechaniczno-Energetycznego Szczecinie. Fabryka nawiązała też współpracę z Politechniką Szczecińską, która kształci pracowników „Załomia" na studiach podyplomowych fabryka jest też współorganizatorem na kierunku studiów o specjalności kablowej i kondensatorów na Politechnice Poznańskiej. Każdego roku każdy statystyczny pracownik „ Załomia" podnosi kwalifikacje w szkole, uczelni i na kursach.
Tak wykształcona — co oczywiste — że pracuje wydajniej, lepiej posługuje się nowoczesną techniką, której tu coraz więcej. W roku przeciętny pracownik wytworzył w roku wyroby wartości 1162 tys. zł, sześć lat później jego wydajność po raz pierwszy kroczyła 2 mln zł (dokładnie 2174 tys.). U progu lat osiemdziesiątych zaś zbliża się do 2,5 mln.


Zapisane
Strony: 1 2 3 [4] 5   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.7 | SMF © 2006-2007, Simple Machines LLC
TinyPortal v0.9.8 © Bloc
Modyfikacja i przystosowanie przez rwpb i Fitek
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!