Jedyny Portal Prawobrzeza
18 Wrzesień 2019, 11:27:01 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Witamy w Portalu Prawobrzeża Szczecina i zapraszamy do rejestracji. Jako zarejestrowany i zalogowany użytkownik możesz znacznie więcej.
 
  Strona główna   Forum   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja   *
Galeria
Zegar Prawobrzeża
Historie Prawobrzeża
Różne oblicza Cap Delbrück wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część I) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część II) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część III) wysłane przez Fitek
Ratusz w Altdamm (Dąbiu) wysłane przez Fitek
Nazewnictwo Puszczy Bukowej i jej najbliższych okolic cz. 1 wysłane przez Fitek
Historyczny most niszczeje wysłane przez Fitek
Historia poczty w Dąbiu do 1945 roku wysłane przez Fitek
Garnizony Prawobrzeża- zarys historii wysłane przez Fitek
DOL Kliniska - lotnictwo wojskowe na Prawobrzeżu wysłane przez Fitek
Nalot na Załom (Arnimswalde) 11 kwietnia 1944 roku wysłane przez Fitek
Prawobrzeże w XIII wieku - Cedelin wysłane przez Fitek
Historia Fabryki Kabli „Załom” (obecnie Tele-Fonika Kable oddział Szczecin) wysłane przez Fitek
Zajezdnia Autobusowa „ Dąbie” na ulicy Struga wysłane przez Fitek
Wspomnienia z tragicznych czasów wysłane przez Fitek
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna wysłane przez Portal
Pomnik Pamięci Ofiar Wojen XX Wieku wysłane przez Fitek
Życie Załomia Rok XIV nr 22/23 1-31 grudnia 1987 - Nasi zasłużeni wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część II wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część I) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część II) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część III) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IV) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część V) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VI) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VIII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IX) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część X) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część XI) wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część III wysłane przez Swaq
Historia groty i parku Töpffera. wysłane przez Fitek
CZAS PIONIERÓW wysłane przez slazmi
Strony: 1 [2] 3 4 ... 13   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Wspomnienia - Obóz dla jeńców wojennych w Altdamm  (Przeczytany 60047 razy)
Mariusz
*
Offline Offline

Wiadomości: 280


Szczecin-Płonia/UK-Gainsborough Lincolnshire


« Odpowiedz #15 : 18 Czerwiec 2011, 20:40:10 »

Nie powiem bo też z ciekawością czytam Mrugnięcie
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #16 : 18 Czerwiec 2011, 23:33:36 »

Dziękuję bardzo za wszystkie podziękowania. Jest to dla mnie dodatkowa motywacja do dalszej pracy.
Artykuł to dobry pomysł i jeśli przetłumaczę już wszystko na ten temat nie omieszkam takiego popełnić.

cd. wspomnień

Za jakiś czas zachorowałem na czerwonką przez to, że jadłem nieumyte śliwki. Od tej choroby ludzie umierali, jak muchy. Ja bardzo ciężko zniosłem tę chorobę. Kiedy wyzdrowiałem, zająłem się organizacją komitetu do pomocy potrzebującym i tym których rodziny znajdowały się pod okupacją. Tacy jeńcy nie dostawali z domu ani listów ani paczek. Postanowiliśmy,że ten kto otrzymuje paczki,  częścią otrzymywanego prowiantu będzie dzielił się z chorymi i potrzebującymi. Co jakiś czas  z Ameryki przychodziły do obozów  jenieckich białe bułki oraz maca dla Żydów na paschę. Ale tego wszystkiego było jednak za mało; nieznacząco w stosunku do masy potrzebujących.

Postanowiłem, że na wiosnę zgłoszę się na wyjazd do pracy. Nas wszystkich zgłosiło się z 30 ludzi. Przydzielili nas do pracy u bardzo bogatego ziemianina. Posiadał on dwie gorzelnie i liczne majątki ziemskie. Nas umieścili w małym domku. W oknach były wstawione żelazne kraty. Cięliśmy drzewo. Przyszło  mi też pracować na roli. Byłem bardzo zadowolony, ponieważ przypadło mi pracować z chłopakami i dziewczynami z Zachodniej Ukrainy.  Byłem szczęśliwy, że mogę usłyszeć ukraiński język.
Niechcący ściąłem pryszczyk na palcu lewej ręki. Doszło do zakażenie krwi i mnie wysłali z powrotem do obozu. Chodziłem na  opatrunki. Zrobiono mi również operację na palcu.

W wojnie z Francją, przy mieście Verdun, Niemcy ponieśli duże straty. Wydano rozkaz, żeby wysyłać rosyjskich jeńców na  francuski front do kopania okopów. Niemcy rozpoczęli zbiórkę jeńców. Oficer niemiecki kazał mi zdjąć opaskę z ręki. Popatrzył  na ranę i wyrzucił mnie z powrotem: « Kaleka – w tył ». Tym sposobem nie znalazłem się na francuskim froncie. Potem dowiedziałem się, że  tam zginęło bardzo dużo naszych jeńców.
Cdn.
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #17 : 21 Czerwiec 2011, 22:36:30 »

W przeciągu miesiąca ja i jeszcze 20 osób zostaliśmy wysłani do kolonii Marienthal (?) koło Stepnik (?). Zapędzili nas do dużego pomieszczenia. W miejscu tym miejscowi zaczęli wybierać sobie pracowników. Większość miejscowych to wdowy, starzy ludzie ewentualnie kobiety, których mężowie byli na froncie. Mnie nikt nie wybrał, słyszę, że mówią między sobą o mnie, to z pewnością oficer albo lekarz; to nie pracownik. Ja wszystko rozumiałem.

Podszedł do mnie stary Niemiec, zakurzony, z brodą. Pyta mnie:
– Ruski, mówisz po niemiecku?
– Tak
– А młynem umiesz kierować?
– Tak, potrafię kierować młynem.
– А koni nie boisz się? – Nie, u mnie w domu są także konie.
– Więc dobrze. Chodź – pójdziemy.
Przyszliśmy do niego do domu. Dostałem własny pokój. Było, jak u mamy w domu. Lepiej nie mogłem sobie wymarzyć.

Przyjmowaliśmy ziarno od ludności i wydawaliśmy im kartki na mąkę. Razem z gospodarzem jeździliśmy do miasta Bonn. Kelner podawał nam wino w karafce. Gospodarz rozliczał się i jechaliśmy dalej. Zdobyłem autorytet w tej kolonii, zawiązałem wiele znajomości.
W niedzielę chodziliśmy do kościoła. Wieczorami chodziłem w gości do jednego domu, graliśmy w różne gry i zabawy.

Zawziął się na mnie miejscowy żandarm. Wszedł do domu, zobaczył dużo młodzieży i mnie w ich towarzystwie. Poprosił mnie żebym wyszedł z nim i mówi: «sądziłem, że dawno w domu śpicie, a wy tu z wizytą. To grozi gospodyni domu karą w wysokości 300 marek, a was wyślą z powrotem do obozu». Мój gospodarz, Biderman, go błagał, żeby nie karać mnie. Żandarm był jednak nieubłagany.

Wróciłem do obozu. Umieścili mnie w aresztanckim baraku. Było tam wiele takich «przestępców», którymi opiekowały się ich gospodynie, ich córeczki albo pracownice.
Niemcy przestali bać się rosyjskich jeńców.
cdn.
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #18 : 23 Czerwiec 2011, 09:37:33 »

Jak się wydostać z aresztu? Koledzy z obozu pomogli mi: przysłali opaskę z czerwonym krzyżem. Nałożyłem opaskę na rękę. Felczerów wartownicy zobowiązani byli przepuszczać. Sam otworzyłem drzwi i przeszedłem swobodnie obok wartownika. Ten jednak powiedział mi, że poszukuje mnie sądowy oficer. Zgłosiłem się do niego.

Powiedział, że dobrze, że możemy porozmawiać bez tłumacza. Przesłuchiwał mnie zgodnie z zeznaniem żandarma. Że zostałem zaproszony w goście. Chociaż to była prawda, to zaprzeczyłem. Powiedziałem, że u tej kobiety był sklep i ja przyszedłem tylko coś kupić. Pomimo wszystko i tak mnie ukaral - dali dwa tygodnie aresztu.

Dzięki temu, że  podarowałem niemieckiemu feldfeblowi parę angielskiej bielizny, wypuszczał mnie do obozu i nie pozbawił przydziału chleba. Potem z pomocą Francuzów udało mi się wyjechać z obozu do pracy koło Hamburga.
Dostałem się do biednego gospodarza: był to stary człowiek ze staruszką i jedną domową pracownicą. Gospodarz miał młyn, który jednak był nieczynny.

Gospodarz ze względu na chorobę nie zajmował się młynem lecz ja już dobrze znałem tę pracę. Uruchomiłem młyn. We wsi wszyscy byli wniebowzięci. Wieczorem postanowiłem znaleźć sobie znajomych wśród jeńców oraz Niemców.
Jednak coś się zmieniło w nastawieniu Niemców: dzieci, kobiety, starzy ludzie mieli jedna odpowiedź, wynoś się do domu. Nie rozumiałem w czym rzecz.
W związku z tym, że wydano rozporządzenie w którym mówiło się, że jeżeli spotyka się Niemiec z kobietą i rodzi im się dziecko, to Niemiec zobowiązany jest do płacenia alimentów na dziecko, aż ono osiągnie wiek 18 lat, a do dowodu osobistego wstawiany jest mu specjalny stempel.

А jeżeli dziecko rodzi się z jeńca wojennego, to za takie dziecko alimenty płaci państwo. Żeby temu zapobiec, zabroniono surowo wszelkich kontaktów jeńców wśród miejscowych mieszkańców. Jeśli miałem siedzieć, nudzić się i patrzeć w okno, to wolałem wrócić do obozu. Powiedziałem gospodarzom, że zachorowałem i wartownik odwiózł mnie z powrotem do obozu.
Cdn.
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #19 : 26 Czerwiec 2011, 11:39:34 »

No i zachciało mi się jeszcze pojechać i zobaczyć kraj. Wysłali mnie do miasta Koszalina. Było to duże miasto, wzdłuż ulic kursowały tramwaje. Wielkie sklepy. Niedaleko Bałtyckie Morze.

W wolnym czasie mogłem sobie spacerować. Zawiązałem wiele nowych znajomości. Gospodyni była wstrętna, miała z pewnością z 50 lat i była o mnie strasznie zazdrosna. Żyłem sobie nieźle. Miałem oddzielny pokój i dobre wyżywienie.

Jednak szczęście nie trwało długo. Magistrat uchwalił rozporządzenie, żeby urządzić obóz dla jeńców pracujących u kobiet. Wszystkim jeńcom do wskazanej godziny nakazano stawiać się do obózu. Pewnego razu spóźniłem się, i niemiecki feldfebel uderzył mnie tak mocno, że  w oczach zobaczyłem wszystkie gwiazdy.

Długo jeszcze czułem to uderzenie. Mój wartownik był bardzo religijnym człowiekiem. On się nade mną ulitował i poradził żebym powiedział, że w gardle pokazała mi się krew. Zawieźli mnie do szpitala. Doktor mnie zobaczył i pyta wartownika:
«On żywił się razem z gospodarzami»?
«Tak».
«Wysyłam go do obozu w  Altdamm na badanie plwocin».

Na drugi dzień mnie wysłali. Po przyjeździe do obozu spotkałem się z przyjaciółmi. Opowiedziałem im o wszystkim oraz o tym jak mnie uderzył bandyta. Przyjaciele poradzili żeby na analizę plwocin podszedł do doktora. А felczer, nasz Rosjanin, z nim porozmawia i możesz pojechać z powrotem do Rosji. Na razie jednak nie zdecydowałem się.
Cdn.
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #20 : 26 Czerwiec 2011, 16:40:29 »

Nagle nocą 20 października 1917 roku jeńcy śpiewają w obozie Marsyliankę. W Rosji rewolucja.

Miesiące lecą jeden po drugim. Francuzi złoszczą się na nas, mówią, że teraz wojnę przegramy. Anglicy również się  złoszczą się. No ale co my jesteśmy temu winni?
Niemcy urządzili specjalny obóz № 3. Przenieśli tam wszystkich jeńców wojennych o narodowości ukraińskiej. Byli tam szkoleni przez  niemieckich oficerów. Niemiecki cesarz Wilhelm wymyślił sobie, że jak zajmie  Ukrainę to jednego  księcia, czyli swojego syna, uczyni prezydentem Ukrainy, drugiego posadzi w Polsce, a  trzeciego – Białorusi. Niemcy zaczęli wysyłać wybranych jeńców do Rosji, w  celu agitacji. Ja nie załapałem się do nich.

Wysłali mnie do pracy we wsi Bruchow (?) koło Falkenburga. Byłem tam tłumaczem.
Pracowaliśmy tam przy wycince lasu. Robota była ciężka. Jednak tak to urządziłem że wszyscy nasi jeńcy żyli, jak na wczasach. Przekupiłem wartowników. Jeńcy według mojej wskazówki podkopywali trzy, cztery świerki albo sosny i zapierali je podpórkami, żeby te nie upadły. Wartownicy i jeńcy spali w lesie, a ja byłem na czatach. W pewnej chwili zauważyłem, że na koniu podjeżdża wierzchem właścicielka. Jej mąż, oficer kawalerii był na polskim froncie. Daję sygnał alarmowy, chłopaki wyskakują i zabierają podpórki, drzewa walą się, praca wre. Tak sobie pracowaliśmy.

Pewnej niedzieli nasi jeńcy zjedli obiad i grają w karty. Przyszedł do nas kierujący tym majątkiem. Prosi mnie o pozwolenia, czy może do nas przyprowadzić dziewczyny, które przyjechały aż z miasta Falkenburga specjalnie zobaczyć Rosjan. Wyraziłem zgodę. Przyszły, nie przywitały się. W tym czasie pisałem listy. Pytam ich:
– Jak panny, podobają wam się Rosjanie?
– oni wyglądają całkiem tak samo jak nasi.
 – А wy co myśleliście? Że nasi są z rogami?
Im zrobiło się wstyd. Zaprosili nas na poczęstunek do wsi. Dali ziemniaki w mundurkach. Całą dziecięcą wanienkę. Wszystkim dali noże i widelce. Z powodu długiej głodówki nasi jeńcy zjedli ziemniaki razem ze skórką bez widelców i noży. Niemki stały i patrzyły ze zdziwieniem jak Rosjanie jedzą ziemniaki rękami bez oczyszczenia. Jak świnie. Obróciłem się do tych kobiet i mówię im, jeżeli byłybyście głodzeni w obozie za drutem kolczastym, być może zjadłybyście nawet same obierki. One odpowiedziały, że to całkiem możliwe. Ja sam ziemniaków nie jadłem. Miałem jeszcze prowiant od Francuzów.

W następną niedzielę przyjechał generał von der Goltz. Generał przyszedł do nas. Wydałem swoim komendę: baczność, równaj w prawo. Generał przywitał się w odpowiedzi na nasze powitanie i pyta, czy jest wśród nas ktoś, kto mówi po niemiecku. Wyszedłem przed szereg:
 - Ja.
 Generał zaczął mnie wypytywać, jak żyjemy, oraz jak z odżywianiem. Odpowiedziałem, że w porównaniu z wcześniejszym nie najgorsze, ale brudne. Zupę dają ze świńskimi włosami, ziemniaki niemyte. Generał był zdziwiony; zaczął mnie pytać, kim są moi  rodzice, i jaki jest mój zawód. Wartownik poparł moje skargi. Ja nie wiedziałem, że generał –  to rodzony wuj pani. On jej, oczywiście, wszystko przekazał. Za jakiś czas generał razem z panią przyjechali do lasu. Zatrzymali samochód koło nas i mówią:
– Niedługo Petersburg padnie, i wojna dobiegnie końca.
Odpowiedziałem mu:
– Nie, panie generale, jeżeli nawet zajmiecie Petersburg, wojna się nie skończy.
Zauważyłem, że moje odpowiedzi mu się nie spodobały. Generał pyta mnie:
– Może byś chciał  z powrotem wrócić do obozu? Odpowiedziałem, że  jeżeli to możliwe, to proszę.
Na następny dzień przyjechał wartownik z obozu w Altdamm i mnie zabrał. W moje miejsce przywiózł jakiegoś niepozornego chłopaka, Polaka, który również był tłumaczem. Pożegnałem się i pojechałem do obozu. Tam udało mi się przeczytać list pani z prośbą, żeby mnie zabrali a zamiast mnie przysłali tłumacza, tylko nie Francuza i nie Żyda.
Będąc już w obozie dowiedziałem się że po moim wyjeździe.  wartownicy wprowadzili w lesie surową dyscyplinę, zaczęli bić jeńców, kazali wycinać drzewa, normalnie, już bez podpórek. Zmuszali jeńców do pracy w tartaku. Tam jeden jeniec obciął sobie trzy palce. Tłumacz musiał pracować na równi z wszystkimi. Nocą kilku jeńców zbiegło. Ich złapali i przywieźli do obozu. Za karę zamknięto wszystkich wartowników z tej grupy. Spotkałem ich później w obozie. Oni opowiadali że pani bardzo żałowała że mnie wysłała. Nie mogła mi wybaczyć, że powiedziałem, że wojna nie skończy się, nawet jeżeli Niemcy zdobędą Petersburg. W jej opinii byłem politycznie podejrzany.
Zapisane
kama
*
Offline Offline

Wiadomości: 428



« Odpowiedz #21 : 26 Czerwiec 2011, 21:37:12 »

Uśmiech-dziękuję
Zapisane

kama
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #22 : 26 Czerwiec 2011, 21:44:55 »

Uśmiech-dziękuję

Jak już wszystko przetłumaczy to ..gotowiec do druku  Uśmiech
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #23 : 29 Czerwiec 2011, 07:21:39 »

Niemcy mówią, że wojna szybko skończy się. To było w grudniu 1917 roku. Czytamy niemieckie gazety. Tam mówi się, że w Rosji jest drożyzna. 25 rubli kosztuje pud mąki. Ceny cały czas rosną.
Z domu otrzymałem list z Saratowa. Moja rodzina z Ukrainy przeprowadziła się właśnie do Saratowa. Wszyscy zdrowi, czego zaś i mi życzą.

Jesienią zaczęły się żydowskie święta. Przyszedł do nas niemiecki oficer. Poprosił, żeby zgłosiło się do niego 6 Żydów w czystych i schludnych strojach. Mieli oni pójść do  Altdamm, do synagogi modlić się. Dostałem się do tej grupy.

Poszliśmy. W synagodze dostarczyli nam modlitewniki. Wszyscy na nas patrzeli. Kobiety i panny siedzą oddzielnie z lewej strony a mężczyźni – po prawej. Przyszło dwóch młodszych niemieckich oficerów, Żydów. Z nami nie zamienili jednak ani jednego słowa. To była nie modlitwa lecz przedstawienie. Wszyscy na nas patrzyli. Po ich oczach było widać, że chcieliby z nami porozmawiać. Skończył się cyrk, poszliśmy do obozu.

Niemcy wprowadzili obozowe pieniądze i my je otrzymywaliśmy. Za nie nikt nie mógł nic kupić w mieście. Tak samo wprowadzono pieniądze miejskie za które i Niemcy nie mogli nic kupić innym mieście.
Zapisane
pulkownikt
*
Offline Offline

Wiadomości: 150



« Odpowiedz #24 : 01 Lipiec 2011, 00:15:04 »

Bardzo ciekawa historia.

W obozie były nominały 1,2,5,10 i 50 fenigów.

Poniżej wklejam zdjęcie monety zastępczej wprowadzonej w Szczecinie w 1917.
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #25 : 01 Lipiec 2011, 06:58:41 »

Altdamm również miało swoje pieniądze.
Zapisane
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #26 : 01 Lipiec 2011, 07:05:49 »

Coraz częściej myślałem o powrocie do Rosji. Uciekać bez sensu, i jeszcze noga lewa mnie boli. Gdyby nie to, już dawno bym uciekł. Jak wydostać się? Można byłoby za pieniądze ale ja ich nie miałem. Powiedział mi niemiecki felczer , że jeżeli masz 200 marek, to wyślemy cię do Rosji. Sprzedałem swoje buty, które dostałem w paczce  z domu, i otrzymałem 180 marek. Doktor zgodził się i na te pieniądze. Postanowiłem zaryzykować. Doktor mnie badał, pobrał mi plwocinę do analizy, włożył ją do słoiczka. Na słoiczku napisali « Szternberg ».
Wysłali to do laboratorium w mieście Stettin. Po niedługim czasie przyszedł wynik: « TBC – tuberkuloze (gruźlica) ». Oni moją plwocinę wyrzucili do słoiczka z plwociną chorego na gruźlicę. Nas było trzech takich « chorych ». Odprawili nas do obozu, gdzie były baraki dla wariatów i gruźlików. Byłem przerażony. Miedzy sobą mówimy, jeżeli my nie mamy gruźlicy, to my ją tu dostaniemy. Dlatego postanowiliśmy nie wchodzić do baraku; cały czas przebywaliśmy na zewnątrz. Obiadu nie braliśmy, tylko suszony chleb. Męczyliśmy się tak przez dwa tygodnie.

Przyjechała wreszcie generalna komisja. Generał lekarz badał wszystkich chorych. Decydowali, kto wróci do ojczyzny na leczenie, a kogo wysłać na powtórną analizę i badanie. Generał lekarz długo mnie badał. Widziałem, że był zdumiony. Ściska mi mięśnie, patrzy w oczy, słucha płuca i, wreszcie, mówi – Rosja. Ja zrozumiałem, że on wszystkiego się domyślił, ale wykazał się wielką wspaniałomyślnością. Wysłali nas do łaźni, wydali drewniane obuwie, czarny płaszcz, ubranie i bieliznę. Czekamy na wyjazd.

Słyszeliśmy, że w Rosji znowu był przewrót.
Kiereński uciekł za granicę. W Rosji dzieje się coś okropnego. Mi nawet lekarz powiedział żebym nie jechał teraz. Wyjazd przeciągnął się do lutego 1918 roku. W końcu nastała szczęśliwa godzina. Pewnej nocy cała nasza grupa, która była wyznaczona na wyjazd do Rosji miała wstawać. Serce wali, ledwo nie wyskoczy z piersi. Wyczytali nas z listy i skierowali na dworzec Altdamm. To był ten sam dworzec, na który nas przywieźli w niewolę. Przywieźli nas wtedy w towarowych wagonach, jak bydło, a nawet o wiele gorzej. Po 80 ludzi w wagonie. Wszyscy zawszawieni, głodni, wychudzeni. No w powrotną drogę nas ulokowali w pasażerskich wagonach i każdemu dali oddzielne miejsce. Słyszę sygnał – sygnał do odjazdu. Tysiące myśli. Ale jedna najważniejsza myśl – jak wejdę do domu, do swoich. Mama może z radości rozchorować się.
Zapisane
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #27 : 01 Lipiec 2011, 12:54:38 »

"Sprzedałem swoje buty, które dostałem w paczce  z domu, i otrzymałem 180 marek."
---
Rozbawiła mnie ta sytuacja  Duży uśmiech  Niespełna dwadzieścia lat później nieco inaczej wyglądała sytuacja w "temacie butów"   Mrugnięcie
Zapisane
yaktra
*
Offline Offline

Wiadomości: 961


Yaktra - włóczęga/ fotograf


WWW
« Odpowiedz #28 : 04 Lipiec 2011, 20:34:22 »

Czekam na ciąg dalszy  Chichot
Zapisane

" O świcie przestał sypać śnieg. Szeroką drogą przez gęsty sosnowy młodnik nikt przede mną nie szedł. Napisałem - nie szedł - i rozumiemy doskonale, że miałem na myśli człowieka. Ileż w tym zarozumiałości! Tak jakby w przyrodzie nic się poza człowiekiem nie liczyło..."

JAN EDWARD KUCHARSKI.
Czarny
*
Offline Offline

Wiadomości: 1664



« Odpowiedz #29 : 09 Lipiec 2011, 13:18:55 »

Czekam na ciąg dalszy  Chichot


Ciąg dalszy przygód Władimira Szternberga nie dotyczy już naszego prawobrzeża. W dalszej części wspomneń opisuje on swoje wrażenia z podróży do domu po nowym Związku Radzieckim. Jeśli ktoś chce może znaleźć jego wspomnienia na tej stronie

Dalszy ciąg wątku jednak będzie, ponieważ udało mi się odnaleźć wspomnienia innego rosyjskiego jeńca Michaiła Iwanowicza Romanowa, który również miał w swojej historii wątek związany z pobytem w obozie jenieckim w Altdamm. Może nie tak długi jak poprzedni, ale myślę, że także przyczyni się do lepszego poznania historii obozu jenieckiego w Altdamm.
Zapisane
Strony: 1 [2] 3 4 ... 13   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.7 | SMF © 2006-2007, Simple Machines LLC
TinyPortal v0.9.8 © Bloc
Modyfikacja i przystosowanie przez rwpb i Fitek
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!