Jedyny Portal Prawobrzeza
02 Lipiec 2020, 13:45:09 *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności: Witamy w Portalu Prawobrzeża Szczecina i zapraszamy do rejestracji. Jako zarejestrowany i zalogowany użytkownik możesz znacznie więcej.
 
  Strona główna   Forum   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja   *
Galeria
Zegar Prawobrzeża
Historie Prawobrzeża
Różne oblicza Cap Delbrück wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część I) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część II) wysłane przez Fitek
Klęskowo - Hökendorf (Część III) wysłane przez Fitek
Ratusz w Altdamm (Dąbiu) wysłane przez Fitek
Nazewnictwo Puszczy Bukowej i jej najbliższych okolic cz. 1 wysłane przez Fitek
Historyczny most niszczeje wysłane przez Fitek
Historia poczty w Dąbiu do 1945 roku wysłane przez Fitek
Garnizony Prawobrzeża- zarys historii wysłane przez Fitek
DOL Kliniska - lotnictwo wojskowe na Prawobrzeżu wysłane przez Fitek
Nalot na Załom (Arnimswalde) 11 kwietnia 1944 roku wysłane przez Fitek
Prawobrzeże w XIII wieku - Cedelin wysłane przez Fitek
Historia Fabryki Kabli „Załom” (obecnie Tele-Fonika Kable oddział Szczecin) wysłane przez Fitek
Zajezdnia Autobusowa „ Dąbie” na ulicy Struga wysłane przez Fitek
Wspomnienia z tragicznych czasów wysłane przez Fitek
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna wysłane przez Portal
Pomnik Pamięci Ofiar Wojen XX Wieku wysłane przez Fitek
Życie Załomia Rok XIV nr 22/23 1-31 grudnia 1987 - Nasi zasłużeni wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część II wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część I) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część II) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część III) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IV) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część V) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VI) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część VIII) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część IX) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część X) wysłane przez Portal
Wspomnienia komendanta wojennego m. Stary Dąb V - IX 1945 (część XI) wysłane przez Portal
Historia i opowieści z Jezierzyc – Niezapomniana Ojczyzna część III wysłane przez Swaq
Historia groty i parku Töpffera. wysłane przez Fitek
CZAS PIONIERÓW wysłane przez slazmi
Strony: 1 ... 8 9 [10] 11 12 ... 18   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Przegląd prasy: historia i najciekawsze wydarzenia na Prawobrzeżu  (Przeczytany 90357 razy)
anubiska
*
Offline Offline

Wiadomości: 1814


Cmentarolog


« Odpowiedz #135 : 28 Listopad 2009, 15:13:45 »

Uśmiech
Zapisane

"Cmentarze można zburzyć, pamięci zniszczyć nie sposób"
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #136 : 16 Grudzień 2009, 19:48:23 »

 2009-12-16 09:00:34
Szczecin: dąbski szlak od wiosny

Jeszcze w tym roku, ale ze sporym poślizgiem, rozpocznie się budowa liczącego 2,6 km odcinka szlaku rowerowego w Dąbiu. Inwestycja - wedle wcześniejszych planów - powinna praktycznie już dobiegać końca. Tymczasem wydział inwestycji miejskich magistratu musiał jednak przesunąć termin jej wykonania jeszcze na etapie ogłoszenia o przetargu na roboty.

Ścieżka powstanie w ulicach Szybowcowej, Pokładowej, Żaglowej i Portowej. Będzie nie z mało praktycznego polbruku, jak większość z dotąd urządzanych w różnych częściach miasta, ale asfaltowa. Przetarg na jej budowę wygrała firma PRD POL-DRÓG Nowogard S.A., która w swej ofercie zobowiązała się do realizacji zadania za prawie 1 mln 645 tys. zł. O zlecenie zabiegały też spółki Eurovita Polska, Musing i Strabag.

- Plac budowy ma być przekazany wykonawcy dzisiaj, a prace potrwają zgodnie z warunkami określonymi w przetargu i umowie do 30 marca 2010 - informuje Piotr Landowski z biura prasowego urzędu miasta.

Czy i kiedy planowane są w tej okolicy kolejne odcinki ścieżek oraz gdzie w pierwszej kolejności?

- W przyszłym roku planujemy kontynuację prac od ul. Noteckiej poprzez odcinek ul. Goleniowskiej i dalej ul. Lubczyńską do granic administracyjnych miasta - dodaje Tomasz Klek z biura prasowego urzędu miasta

(mir)

24Kurier.pl
Zapisane
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #137 : 16 Grudzień 2009, 19:52:35 »

 
 Zbudowali drogę, zniszczyli drugą


W Dąbiu trwa remont, a właściwie budowa od podstaw, ulicy Cichej. TBS postawił przy niej nowy blok mieszkalny. Przy okazji tej inwestycji... kierowcy zostali odcięci od swoich garaży.
- Cieszymy się, że jest nowa droga, wygląda to ładnie i bezpieczniej będzie się jeździło - mówi Robert Badowski, kierowca. - Obok niej są jednak prywatne garaże. Praktycznie nie mamy możliwości z nich już korzystać, z dwóch powodów. Po pierwsze: dojazd do nich został kompletnie zniszczony. Jest potężne błoto, przez które ciężko się przedostać. Druga sprawa to położenie chodnika. Jest on zdecydowanie za blisko. Kiedy otworzymy drzwi od garażu - trzeba wielokrotnie manewrować autem, by do niego wjechać. Odległość to niewiele ponad cztery metry!

Zainteresowaliśmy się zgłoszeniem i pojechaliśmy sprawdzić, jak to wszystko wygląda. Dojazd rzeczywiście przypomina rozorane pole. Po otwarciu drzwi od garażu kierowcy nie mogą wjechać do środka. Jeśli już się to uda - to po wielokrotnym manewrowaniu.

- Prosiliśmy o takie rozwiązanie, żebyśmy mogli wjeżdżać po niskim chodniku - mówi Badowski. - Niewiele sobie z naszych próśb zrobili. Obok zaplanowali jeszcze pas zieleni. Garaże mamy tutaj po naście lat. Rocznie za dzierżawę płacimy ponad 300 złotych. Zimą, przez bezmyślność TBS-ów, auto będziemy trzymać na mrozie.

Zapytaliśmy w Towarzystwie Budownictwa Społecznego, dlaczego wszystko to zostało rozwiązane w tak nieprzemyślany sposób. Do końca tygodnia mamy otrzymać odpowiedź.

Andrzej Kus

mmszczecin.pl
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #138 : 17 Grudzień 2009, 13:20:20 »

Szczecin: prawobrzeże do strefy

Specjalna Strefa Ekonomiczna Euro-Park Mielec zostanie rozszerzona o część prawobrzeża Szczecina. Taką decyzję podjął zarząd województwa zachodniopomorskiego. Łączna powierzchnia nowych terenów strefy to ponad 72 ha.

Statusem specjalnej strefy ekonomicznej objęte zostaną nieruchomości:

1.Teren niezabudowany na osiedlu Majowe-Kijewo, w sąsiedztwie ulicy Struga. Jest on objęty jest Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego.

2. Teren niezabudowany na osiedlu Dąbie, w rejonie ulic Lubczyńskiej, Kniewskiej i Goleniowskiej.

3. Teren inwestycyjny niezabudowany położony w bliskim sąsiedztwie autostrady A-6 (Trzebusz), w granicach osiedla Dąbie, w rejonie ulicy Goleniowskiej.

4. Teren inwestycyjny niezabudowany położony w granicach osiedla Wielgowo-Sławociesze w bliskim sąsiedztwie autostrady A-6 (Dunikowo). (r)    

źródło http://www.kurier.szczecin.pl/Art.aspx?a=31113
Zapisane
V-12
*
Offline Offline

Wiadomości: 1723



WWW
« Odpowiedz #139 : 15 Styczeń 2010, 15:34:44 »

O zimie na Prawobrzeżu - dzisiejsze MM.
Zapisane

"Nie przekreślaj tych, którym nie udało się. Każdy ma prawo dostać szansę jeszcze raz." (Piotr Klatt)


http://www.riversedge.pl/ - Zapraszam na moją stronę z artykułami i galerią!
JANUSZ242
*
Offline Offline

Wiadomości: 1021



« Odpowiedz #140 : 15 Styczeń 2010, 16:56:12 »

Super, może wreszcie coś drgnie w tym naszym Szczecinie....bo nas trochę omijają inwestycje :-(
Zapisane

slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #141 : 30 Styczeń 2010, 16:24:15 »

Parę artów z MM...
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #142 : 30 Styczeń 2010, 16:27:50 »

cd
Zapisane
slazmi
Moderator
****
Offline Offline

Wiadomości: 6177



« Odpowiedz #143 : 30 Styczeń 2010, 16:28:39 »

cd
Zapisane
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #144 : 16 Kwiecień 2010, 22:45:39 »

Wyczytane na Salon24
___
 2010-04-14 09:59
Rzeka Płonia - moja rzeka

Płonia jest rzeką wyjątkową już choćby dlatego, że była przez naturę przygotowana jako... końcowy odcinek Wisły. W czasach topnienia lodowców potężne masy wody torowały sobie koleiny, którymi spływały do morza, a główny nurt tego, co można określić mianem ówczesnej Wisły spływał do morza właśnie doliną dzisiejszej Płoni. Jednak prawdopodobnie na skutek zatorów lodowych Wisła znalazła sobie awaryjne ujście w okolicach Grańska, a szeroką na 2-3 kilometry doliną górnej Płoni płynie sobie jedynie uroczy, wartki potok. Do czasu uroczy i wartki, bo znaczna część górno-środkowego biegu jest wyprostowana i zmelioriowana, co robi wrażenie raczej przygnębiające i beznadziejne.

W czasach, gdy na Ziemi zapanował człowiek Płonia także miała swoją historię, ciągle coś się zmieniało: a to podpiętrzyli ją na 200 lat cystersi, przez co powstały niezwykle żyzne ziemie nawiezione osadami rzecznymi, a to przekopano dolinę rzeki w dolnym biegu, obniżając znacznie jej koryto... Jednym z efektów tych zabiegów było naprzemienne "powstawanie i rozpad" ogromnego jeziora w okolicach dzisiejszego Kołbacza: wielkie jezioro powstawało z połączenia obecnych, okolicznych jezior włączonych w system rzeki Płoni: Miedwia, Będgoszczy, Płonna i Żelewka. Jeśli przypomnimy sobie, że Miedwie do dziś należy do ścisłej czołówki największych jezior Polski, zrozumiemy, że wspomniany "ogrom wody" z dawniejszych czasów to nie przelewki.

Szczególny charakter rzeki Płoni wynika po części z licznych jezior przepływowych leżących w jej biegu - oprócz wyżej wymienionych należy dodać głębokie, polodowcowe (i siejowe!) jez. Barlineckie, z którego Płonia bierze początek, oraz płytkie, rozlewiskowe jez. Płoń, należące, podobnie jak Miedwie, do największych jezior w naszym kraju. Takie naszpikowanie jeziorami ma dla rzeki poważne, i chyba dobroczynne konsekwencje: jeziora działają jak bufory, naturalne zbiorniki retencyjne, dzięki którym do minimum zredukowana jest różnica pomiędzy najniższym i najwyższym stanem wody. Różnica ta to zaledwie 2-3 krotność (tzn. że Płonia przy stanie wysokim niesie 2-3 razy tyle wody, co przy stanie niskim) - podczas gdy w rzekach typowo górskich wskaźnik ten idzie w setki i tysiące. W przypadku typowych rzek nizinnych, takich jak Ina czy Rega, z ich trawiastymi dolinami zalewanymi w okresie wiosennym - mówimy o dziesiątkach. Podobnie jak Drawa - Płonia ani nie wylewa na wiosnę, ani nie zalicza katstrofalnych niżówek latem.

Tu ktoś może zaprotestować - zdażały się suche lata, gdy Płonia niosła strasznie mało wody! Pamiętajmy jednak, że Szczecin pije wodę z Miedwia - pobierając, wg. swobodnych szacunków, ok. metra sześciennego wody na sekundę. Jest to woda, która nie popłynie Płonią - popłynie magistralą do Szczecina. Metr sześcienny na sekundę to jest zupełnie niezła rzeka. Gdyby ten kubik płynął do Płoni, rzeka ta zadziwiałaby nas swą zasobnością w wodę nawet w najsuchsze lata. Podobnie, jak osławiona Drawa, uchodząca w opini wielu za najpiękniejszy szlak kajakowy Europy, a nawet i świata. Drawa także przelewa się w swym biegu przez liczne, czasem wielkie jeziora.

Podobieństwa Płoni do Drawy nie kończą się na tym - Płonia pod wieloma względami przypomina małą Drawę. Trudno jednak w niej szukać wartkich, żwirowo-kamienistych odcinków - Płonia płynie spokojnie, bez przyśpieszeń, dno ma zwykle piaszczysto-muliste, a w jej przejrzystym, spokojnym nurcie falują swobodnie długie, wodne trawy. Mówię cały czas o dolnym odcinku, czyli gdzieś od Jezierzyc aż do mostu na autostradzie Szczecin-Goleniów, bo to jest Płonia właściwa - zachowana w stanie dzikim, naturalnym. Drawę przypomina i w tym, że ma charakter jakby parkowy - park jest to iście królewski! Z jednej strony trochę zawsze żałowałem, że większość okolicznej ludności nie zdaje sobie sprawy, że ma pod nosem prawdziwy skarb przyrody - bo jest to niewątpliwie jedna z pereł przyrody Szczecińskiej. Z drugiej strony - błogosławiłem ciszę i spokój, które odnajdowałem nad Płonią. Spędzałem tam w czasach licealno-studenckich niemal wszystkie wolne chwile.

Ale o tym będzie później - jak i o tym, co tam wtedy pływało.

kaminskainen

________

Płonia i "hitlerówka"

Ostatnie drobiazgi (a co, nie muszę się silić na 'ważkość').

 Pierwsza rzecz - wyskoczyliśmy nad Płonię, w rejon zwany "unikonem" (od dawnej fabryki kontenerów). Wiem, że w ostatnich latach robili tam na starym spiętrzeniu jakieś porządki i obawiałem się, że może coś popsuli w tym kapitalnym miejscu. Ale nurt nadal wali elegancko, wodna czeluść poniżej jazu się uchowała, a nawet się rozszerzy, bo udrożniono drugą odnogę. Kawał głębokiej wody. To tam znajomy, nurkując z kuszą, spotkał się z sumem równym sobie. Rybsko mu się wymknęło. Nigdy tam nic wielkiego nie złowiłem, choć jest jasne, że coś grubego zawsze tam siedzi. Ale też trudno, żeby każdy chłoptaś ze spinningiem łowił tam z marszu metrowego szczupaka albo piętnastokilowego suma - tamtejsze ryby nauczyły się już z pewnością te spinningowe wabiki ignorować.

Poszliśmy spory kawałek lasem w górę rzeki. Żona wciąż powtarzała "jak pięknie" - a w końcu, że nie dziwi się, że tę rzekę kocham. Zazdrosna chyba nie była. Swobodnie, naturalnie płynąca rzeka jest cudem i perłą przyrody, tak samo jak góra albo jezioro. Samo istnienie zawodu melioranta, który rozgląda się, gdzie by tu "odbudować" i "udrożnić", za przeproszeniem, "koryto rzeczne" - pobudza we mnie mordercze żądze. Człowiekowi psującemu na całe dziesięciolecia moje ulubione rzeki bez słowa wybiłbym cztery zęby. A walnąć potrafię, słowo daję.

No a dziś się trochę tak bardziej dobrotliwie podśmiewaliśmy z głupich kierowsów na "hitlerówce" - słynnej, podszczecińskiej autostradzie wybudowanej przez tow. Hitlera. Zwykle leży już na niej nowy asfalt, ale na pewnych odcinkach nadal leżą te hitlerowskie płyty prefabrykowane, mocno już spękane. Taka to autostrada. Zirytował nas dość powolny Niemiec jadący lewym pasem, bo płyty mniej spękane i komfort jazdy jest jeszcze jako-taki. Wyprzedziliśmy go więc tym spękanym prawym pasem, a na odchodne żona krzyknęła: samiście to budowali, buraki!

Choć ja słyszałem, że byli to głównie polscy jeńcy.

kaminskainen 
Zapisane
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #145 : 20 Kwiecień 2010, 17:13:55 »

Cd. opowieści o Płoni tego samego autora na Salon24.

 2010-04-20 14:41
Tour de Płonia: ku źródłom i ku ujściu (cz. I)
Skoro tak sobie Płonię upodobałem, to i postanowiłem poznać ją od ujścia do źródeł. Szczególnie szczęśliwym pomysłem na taką okazję byłby jakiś spływ kajakiem albo pontonem - ale tymczasem jest to pomysł odłożony na półkę, do zrealizowania w przyszłości (podobnie, jak nocne łowy węgorzowe na tej rzece). Wszystko jeszcze przede mną. Urządziliśmy sobie za to jednodniowy Tour de Płonia z moim osławionym już, via ten blog, ale także via rozmaite fora i portale wędkarskie, kuzynem, wnukiem Dziadka Stiopy. Można powiedzieć, że poszliśmy po najmniejszej linii oporu - pojechaliśmy moim czerwonym cinquecento od mostu do mostu, zaczynając od mostu poniżej jez. Miedwie. Zawsze taki haust wielkiego, jeziornego błękitu dobrze człowiekowi zrobi na początek - bo most ten jest zaraz przy Miedwiu, i paręset metrów przed kolejnym jeziorem, całkiem sporym Żelewkiem (bywało ono podtruwane jakimiś osadami poprodukcyjnymi, paradoksalnie, przez ulokowany w tamtej okolicy zakład uzdatniania wody).

Dlaczego startowaliśmy właściwie od połowy biegu rzeki i jechaliśmy w górę, ku źródłom? Bo dolny bieg, od Kołbacza do ujścia, doskonale znaliśmy (zwłaszcza ja - łowiłem tam na okrągło) - a nie jechaliśmy na ryby (dolnej Płoni nie mieliśmy co poznawać i odkrywać - mogliśmy w niej jedynie połowić w znajomych miejscach), tylko na wędkarską wyprawę badawczą, rodzaj rozpoznania walką. A jechaliśmy od dołu do góry, bo tak było wygodnie: startowaliśmy w okolicy jeszcze dość nam znanej, widywanej - by zapuszczać się coraz bardziej w dziwne odludzia i czasem bezdroża (no - "droża" gruntowe i leśne).

Zatem po odwiedzeniu mostu poniżej Miedwia, połączonemu z obrzucaniem kawałka rzeki woblerkami i gumkami, ruszyliśmy na pierwszy mostek powyżej wielkiego jeziora. Wodę zobaczyliśmy tam niezwykle mętną, dosłownie zieloną - to wpływ silnie zeutrofizowanego, i też bardzo dużego, jeziora Płoń. W takim "żuże" nie chciało nam się nawet łowić, więc wepchaliśmy się autem w łąkowo-mokradłową drogę prowadzącą wzdłuż rzeki, w kierunku jej ujścia do Miedwia. Widok tej wody nie nastrajał szczególnie optymistycznie - zwłaszcza nie skłaniał nas do pozytywnej weryfikacji doniesień, jakoby łowiono tam lipienie. Opowiadał o nich pewien szczeciński wędkarz - miał je tam sam łowić. Rozmyślaliśmy nad tym z kuzynem, braliśmy pod uwagę sezonowe występowanie sieji idącej na tarło - ale widok tego trzcinowego kanału nie natychał już do takich odjazdowych spekulacji. Postanowiliśmy więc porzucić ten mętny kanał - z truden zawróciliśmy na zarośniętej bagienną trawą drodze i ruszyliśmy dalej.

Kolejnym przystankiem był pierwszy most poniżej jeziora Płoń. Woda tak samo zielona, o przejrzystości średnio zawiesistej zupy - ale otoczenie już przyjemniejsze, w okolicach mostku charcują słonecznice, obławiamy w miarę dokadnie kawałek rzeki. Michał złowił tam kiedyś niezłego szczupaczka, więc liczymy na brania - niestety nic z tego. Jedziemy dalej.

Tu zaczyna się odkrywanie nowych terenów. Małe spłachetko świata położone wokół miasta Pyrzyce, gdzie rozgrywały się te sceny, ma w swej urodzie jakiś rys oryginalności. Tereny te są niezwykle urodzajne, nieźle sfałdowane, pokryte pagórkami w sposób odstający od standardu - będąc tam po raz pierwszy człowiek czuje się trochę dziwnie, jakby nagle znalazł się na Ukrainie: niby nic niezwykłego, niby tylko łąki, pola, drzewa i pagórki - ale jest jakoś inaczej. Zapuściliśmy się konkretnie na najlokalniejszą drogę, jaką można sobie wyobrazić, prowadzącą wzdłuż jez. Płoń przez wieś Kluki. Po minięciu tej wioski wjechaliśmy w zacny, ciemny las pomorski; telepaliśmy się kocimi łbami, a momentami brnęliśmy w gliniastych koleinach. Minęliśmy śliczny potok leśny, wpadający do jeziora - podejrzewaliśmy, że mogła tam przetrwać jakaś szczątkowa, lokalna populacja pstrąga, choć żadnego nie widzieliśmy. W samej Płoni pstrągi kiedyś były, odnotowano ten fakt w XIX-wiecznej literaturze niemieckiej - mieliśmy nadzieję, że mogły przetrwać w dopływach, podobnie jak to miało miejsce w dorzeczu Iny, gdzie tamtejsze pstrągi przetrwały w większych, ale też w maleńkich dopływach w rodzaju Wiśniówki i Wisełki.

Gdy wyjechaliśmy z lasu na bardziej prześwietlony teren doliny rzecznej, naszym oczom ukazał się idealny, wzorcowy wręcz obraz Zadupia Pstrągowego (to taki pewien nasz topos - od razu wiemy, czy zadupie jest zwykłym zadupiem, czy pstrągowym, choćby potencjalnie): świeża zieleń łąk kontrastowała z ciemnymi, czarnozielonymi skupiskami krzewów, w perspektywie mieliśmy tnący ten krajobraz łukiem prastary, brukowany trakt, a nad tym wszystkim górowało silnie operujące słońce, nie pozostawiające żadnych niedopowiedzeń co do natury tego widoku: oto ukazał się nam klasyczny, chiński drzeworyt, tyle że na żywo i w trójwymiarze. Nieraz potem ten widok wspominaliśmy, wyrażając nawet chęć ponownego zapuszczenia się w te strony - właśnie dla tego widoku.

Bo dla ryb raczej nie ma się tam co zapuszczać, przynajmniej w środku letniego dnia: wkrótce dotoczyliśmy się do mostku, z którego zobaczyliśmy czyściutką, spokojnie płynącą górną Płonię. A więc tak wygląda... Całkiem ładnie! Jednak krótki spacer z wędką w dół od mostu zostawił nas z wrażeniem, że woda ta jest zupełnie pusta. A wiem dobrze, że takie rzeczki potrafią być rybne - można na nich zobaczyć liczne, płoche jelce, umykające, grube klenie, stadka czerwonookich płotek czy choćby durne ukleje. Albo choćby głowacza uciekającego pod kamień. A tam nic, martwa woda. Pojechaliśmy dalej.

Dalej było tylko gorzej: kolejne mosty były przerzucone nad zmeliorowanym "ciekiem wodnym", tym koszmarnym ideałem meliorantów, w którym przepływ jest równomierny i niczym niezakłócony, a koryto wyrównane i w każdym calu wiadome, mierzalne i zinwentaryzowane w "projekcie odbudowy koryta". Jest to obrzydliwa pozostałość inżynieryjnego barbarzyństwa XIX-wiecznego, pokutująca u nas do dziś. Zmeliorowany "mały ciek wodny" zamienia się w kanałek, przy niskich stanach wody niosący wody do kostek, w której są w stanie wyżyć jedynie cierniki oraz nieliczne kiełbie, slizy i słonecznice - rybi drobiazg. Zmeliorowane strugi są pustyniami, likwidacja przeszkód w nurcie, zakrętów i głęboczków oznacza zawsze drastyczną redukcję (czyli praktyczną likwidację) bioróżnorodności, a ich widok przyprawia każdego normalnego człowieka o przygnębienie.

Odetchnęliśmy dopiero na źródłowym odcinku, pod samym Barlinkiem, gdzie Płonia bierze swój początek z jez. Barlineckiego. Pierwsze wrażenie - toż to wygląda jak Słubia! (Słubia to taki pstrągowy potok,obecnie wysychający i z zaledwie szczątkową populację) - trafiliśmy bowiem na uroczą, leśną bystrzynkę. Rzeka płynęła tam wzdłuż lokalnej drogi i niknęła gdzieś na łąkach. Tam podobno są jeszcze nieliczne pstrągi, choć sam tego nigdy nie sprawdziłem - jeśli już miałem czas, to zapuszczałem się na bardziej perspektywiczne łowiska. Tamtego dnia tych pogłosek o pstrągach nie potwierdziliśmy, ale mieliśmy zabawne spotkania z całkiem sporymi rybami - w strumieniu szerokim czasem na 2-3 metry, a czasem ledwie na metr, robiły dość zabawne wrażenie: kuzyn spotkał się z ładnym, dwudziestoparocentymetrowym okoniem, a ja wypłoszyłem całe stado płotek, wśród których były i takie dorodniejsze, prawdziwie patelniowe. Wyroiło się ich zza jednego zwalonego pniaka chyba z kilkadziesiąt, zupełnie jakby były owadami. Podobną przygodę miałem raz na Płoni w samym Szczecinie - spod spoczywającego w wodzie karcza, na który wskoczyłem, wyroiło się kilkadziesiąt zupełnie przyzwoitych jazi. Jak one się tam pomieściły? Cóż, mają jakiś swój sposób.

Tak się ten Tour de Płonia zakończył - bardzo byliśmy z tego dnia zadowoleni, ale też wiedzieliśmy, że na ryby, to będziemy jeździć na dolny odcinek naszej ulubionej rzeki. Jak do tej pory.

CDN. - ku ujściu udamy się później

kaminskainen

Zapisane
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #146 : 21 Kwiecień 2010, 14:02:03 »

Tour de Płonia (cz. II)

Tekst Tour de Płonia rozpada się sam z siebie na dwie połówki: tour od Miedwia do źródeł to jeden dzień z życia, a tour od Miedwia do ujścia to całe lata, kawał życia. Tym bardziej uzasadnione jest w tym drugim przypadku podróżowanie wybalansowane, czaso-przestrzenne: w mierę możliwości z biegiem rzeki, ale głównie jednak z biegiem życia.

Najwcześniejsze wspomnienia, a zatem i źródło wszelkiej płoniowości, związane są dla mnie ze wspomnianym już wcześniej miejscem koło mostu w Jezierzycach. Oczywiście we wspomnieniach miejsce jest dalece wspanialsze od tego, co dziś możemy tam zobaczyć. Rzeka po pierwsze była jakby większa - zapewne ma to związek z ilością niesionej przez Płonię wody, ale i z czymś jeszcze. Gdy na kwietniowym spacerze zapytałem mojej pięcioletniej córki, czy Płonia jest jej zdaniem duża, czy mała, ona odpowiedziała z zapałem i przekonaniem: ogromna! I taka właśnie jest w moich wspomnieniach Płonia przy moście w Jezierzycach: wielka i wspaniała.

Działy się tam rzeczy dzis niewyobrażalne. Powyżej mostku, na wylocie ze Stawu Klasztornego, kręciły się klenie, nierzadko bardzo dorodne. Poniżej mostu woda rwała dziko, i było widać że dużo jej płynie: tam pod kamieniami siedziały duże, czarne miętusy. Chwilę potem bystrze wlewało sie we wspaniałą, pełną wijących się prądów wodnych, banię. Nie ma na to określenia bardziej potocznego, są to wyłącznie słowa znane rzecznym wędkarzom i kajakarzom. Taki basen na końcu bystrza nazywa się też plosem lub po prostu basenem. W środku basenu była seledynowa głębia, a od brzegów okalały go falujące włosy wodorostów. Do dziś pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie wędkarz łowiący na spławiczek na skraju tych wodorostów, w podnęconym miejscu. Naciągnął pięknych ryb - nie wiem teraz, czy były to klenie, jazie czy grube, "gruntowe" płocie. Ja ze złowieniem tam czegokolwiek miałem kłopot, jak to dziecko, zanim podrosłem głównie tylko moczyłem robaka - a ojciec szedł w dół rzeki ze spinningiem. Łowił okonie, szczupaki, trafił się kleń lub jaź. No i najważniejsze: na złotych, prześwietlonych słońcem płyciznach roiły się kiełbie i kozy, zagrzebujące się na widok człowieka w piasku.

Dziś kóz na Płoni nie ma lub prawie nie ma, od lat ich praktycznie nie widywałem. Jednak stojąc na moście w Jezierzycach dostrzeżemy jeszcze ślady dawnej wspaniałości. Nadal po dwóch stronach mostu mamy dwa różne światy - w górze uroczy i całkiem rozległy Staw Klasztorny, w dole bystrze (niestety ujęto je w karby drucianymi klatkami wypełnionymi tłuczonym kamieniem) i mniej już okazała bania; dalej nurt ginie w cieniu drzew.

Zaraz powyżej Stawu klasztornego jest drugie, podobne jeziorko przepływowe - Staw Cysterski. Oba zbiorniki są rzeczywiście stawami utworzonymi w dawnych czasach przez cystersów, którzy podpiętrzyli tam Płonię dla potrzeb rolniczych. W klasztornym łowiłem szczupaki, zwłaszcza jesienią, trafiał sie i okoń. W dawniejszych czasach, nawet późną jesienią, jakieś ryby chlapały się tam na samym środku stawu - do dziś nie wiem, jaka ryba drapieżna mogła tam w ten sposób żerować o takiej porze roku: szczupak, a może wyrośnięty kleń, który przerzucił się na pełne drapieżnictwo? Gdyby to była Odra, stawiałbym na bolenia.

Jeszcze dalej w górę rzeki, powyżej stawów, zaczęłem się zapuszczać już w czasach licealnych, wraz z kolegami poznanymi nad Płonią w Dąbiu (dzielnica Szczecina, podobnie jak Jezierzyce, będące dawniej zwykłą wioską). Po krótkim odcinku łąkowym, gdzie zwraca uwagę ujście leśnego strumienia płynącego z Puszczy Bukowej i głębokie miejsce ze starą wierzbą (tam miałem na wędce suma), wchodzimy do ciemnego lasu. Płonia jest tam ciemna i spokojna, wiele tam miejsc głębokich i nieprzeniknionych. W tamtych czasach była też dość mocno trącona (mętna), a to ze względu na spore zrzuty ścieków z Kołbacza - klarowna robiła się dopiero po przejścu przez oba wspomniane stawy, działające jak dwustopniowa oczyszczalnia biologiczna. Była to woda bardzo zasobna w szczupaki i okonie, co objawiło mi sie w pełni po upowszechnieniu się miękkich przynęt spinningowych (tzw. gum: twisterów, ripperów, żab itp.) - łowiło się tam nimi bardzo wygodnie i skutecznie.

Przygód ze szczupakami było wiele. Jedna z fajniejszych: gdy złowiłem trzy ładne szczupaki, i do tego jeszcze nazbierałem całą siatę borowików w prześwietlonym pasie lasu bukowego, z podściółką usianą konwaliami. Innego roku znalazłem tam same podgrzybki - też dobre. Największe wyciągnięte na brzeg szczupaki miały około 70 cm, ale Bóg mi świadkiem, że były tam dużo większe. Raz zobaczyłem takiego jak noga - płynął sobie majestatycznie w dół rzeki, jak kłoda. Akurat przypadkiem ściągałem swoją błystkę w jego pobliżu i obawiałem się, że ten kolos mi weźmie - zrobiłby z mojego ówczesnego sprzęciku gulasz. Płonia zakpiła sobie za mnie - w tej chwili grozy wziął mi jakiś mizerny szczupaczek, a olbrzym spokojnie sobie odpłynął. Niedawno znajomy wędkarz i rybak ze Szczecina oznajmił mi, że on nurkując na Płoni widywał szczupaki większe, niż li tylko noga - po prostu medalowe okazy jak w mordę strzelił. Nie znam przypadków ich złowienia (wyjąwszy to, co opisałem w ostatnim akapicie!), ale o spotkaniach oko w oko z takimi metrowcami już się czasem słyszało...

Fajnie było, gdy oczyścili i pogłębili króciótki odcinek rzeki pod linią wysokiego napięcia, właśnie tą w głębi lasu. Jesienią wyczesałem stamtąd kilka niezłych szczupaków, takich po 55-60 cm. Nie brały ot tak sobie: należało rzucic małym ripperkiem na lekkiej główce pod drugi brzeg, a gdzieś tak po śrdodku rzeki pozwolić mu utonąć i spływać swobodnie z prądem (słabiutkim zresztą). Co jakiś czas sprawdzałem, czy jakiś szczupak już nie siedzi. Przy standardowym przeczesywaniu rzeki po prostu nic tam nie brało. A najgłupiej to straciłem tego największego szczupaka, którego miałem na Płoni: po złowieniu jazia zrezygnowałem z przyponu stalowego, żeby złowić "więcej jazi" - no i wziął TEN szczupak. Był piękny i walczył wspaniale, a gdy juz się zmęczył - żyłka wystająca mu z gęby po prostu pękła jak niteczka. I tak dziw, że wcześniej jej nie dbgryzł - bo szczupak obcina żyłkę równiutko, jak nożyczkami - a miękkie przynęty (gumy) tnie jak zyletką.

W pewnym momencie las się kończy i zaczyna się odcinek łąkowy - i tak aż do Kołbacza. Tam trzeba łowić z lewego brzegu, bo prawy porośnięty jest niesamowitą gęstwiną zieleni, dodatkowo posplatanej jakimiś pnączami - przebijać się przez to to istny koszmar. Miałem tam na kiju szczupaki, jednego nawet ładnego, jest sporo okonia, a miejscowi łowią na robaka wyjątkowo duże... jazgarze. Im bliżej Kołbacza, tym woda była brudniejsza - stąd za często tam nie łowiłem. W lesie poniżej była już nieźle podczyszczona, a poniżej stawów w Jezierzycach - wprost krystaliczna. To modelowy przykład zdolności samooczyszczania się rzeki.

W samym Kołbaczu Płonia zachowuje swój płoniowy charakter aż do mostu, powyżej którego staje się leniwym kanałem, jakby już zapowiadającym pobliskie jezioro przepływowe - Płonno. Zaraz powyżej Płonna jest Żelewko, a chwilę dalej - Miedwie. Na tym odcinku rzeki koło Miedwia kręciły się piękne jazie i płocie, a we wrześniu można tam było złowić piękne, nawet i kilowe okonie (były tam takie głębokie doły). Zaś mój wędkarski wujek sam widział, jak złowiono tam na wędkę dużą sieję - przy czym usłyszał, że "się trafia" - ale to było bardzo dawno. Jednak jest to tak ciekawe, że nie sposób o tym nie wspomnieć.

Ja sam koło Miedwia czy w Kołbaczy nic ciekawego nigdy nie złowiłem (i rzadko tam bywałem), ale niedawno usłyszałem rzecz aż niesamowitą - u znajomego kuzyna z Kołbacza, niejakiego Cyny, był w odwiedzinach pewien koleżka, czasem dorywczo łowiący (ale rzadko i bez wielkiego zapału). Wziął więc tego swojego spina i poszedł porzucać na tej Płoni - i złowił ponad sześciokilowego szczupaka. To nie żart - naprawdę złowił metrowca w rzeczce na perę-parenaście metrów szerokiej! Jak widać, na Płoni legendarny cud może się zdarzyć nawet w czasach współczesnych. Przy tym przypuszczam, że świadomy wędkarz, wiedzący, że w Płoni nie ma takich ryb, nie miałby szans na taki bonus - takie szanse dostają wyłącznie lamerzy i nowicjusze.

CDN. - chciałem to pomieścić w dwóch kawałkach, ale nie chcę zanadto tych odcinków rozdymać - z dwojga złego, wybieram podział.


kaminskainen
Zapisane
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #147 : 26 Kwiecień 2010, 16:16:23 »

Kolejna relacja na Salon24.

 2010-04-26 13:49
Legendy i podania ichtiofauniczne: j. Szmaragdowe w Szczecinie

Kuzyn dał mi zlecenie, bym mu opisał w mailu co wiem o ichtiofaunie jez. Szmaragdowego w Szczecinie, bo zbiera właśnie informacje. Uznałem, że można z tego zrobić notkę Uśmiech

Szmaragdowe, albo popularny "Szmaragd" to dużych rozmiarów wyrobisko (czyli dziura w ziemi) wypełnione wodą. Nazwę zawdzięcza barwie wody, spowodowanej dużą zawartością węglanu wapnia. Nie jest to akwen wielki, ale jednak znaczący (ma ok. 2,5 ha) i głęboki (ponad 15 metrów, średnio ok. 8 m), położony w malowniczym wgłębieniu o zwykle bardzo stromych, zarośniętych drzewami i krzewami brzegach (na znacznej części obwodu mamy wręcz do czynienia z bardzo stromymi i wysokimi skarpami). Napełnił się wodą pewnego letniego dnia 1925 roku, zalewając czynną kopalnię - do dziś nurkowie mogą ponoć zobaczyć na dnie pozostałości sprzętu górniczego, wagoniki transportujące urobek itp. Wiadomo, że to nurkowie lubuią najbardziej.

Drugą atrakcją dla nurków są ryby. Na początek rzućmy hasło: sumy. Są ponoć dość liczne, choć zwykle nie kolosalne: powszechnie widuje się sztuki kilku-kilkunastokilowe. Już samo to pobudza wyobraźnię - a to dopiero początek. I w zasadzie wszystko, czego dowiedziałem się ze źródeł zbliżonych do miłośników nurkowania - choć o sumach, i to nawet dużych, słyszałem i z innych źródeł.

Tajemniczości tej całej i tak dość już tajemniczej imprezie (te wysokie skarpy, ta turkusowa głębia, ta puszcza ponura wokół...) dodaje fakt, że ryb tam łowić nie wolno - więc informacje o tym "co tam pływa" są z natury rzeczy fragmentaryczne i pokątne. Wiem skądinąd, że jest grupa ludzi poszukujących na własną rękę przygody wędkarskiej w tej dziwnej, głębokiej studni - i to nie bez efektów. Podobnym nimbem tajemniczości jest otoczone choćby Morskie Oko - niby wiadomo, że widać pstrągi, ale każdy wędkarz chciałby wiedzieć dokładnie, co też tam żyje. Niezwykłość samego zbiornika jest potęgowana jego niedostępnością.

Jednym z tych poszukiwaczy przygód był przed laty znajomy mojego ojca - obszedł gdzieś w latach 70-tych całe jezioro ze spinningiem i złowił tylko jedną rybę: pięknego, kilowego okonia. Od innej osoby łowiącej tam w dawnych czasach wiem, że zbiornik tętnił wówczas życiem: na stokach kręciły się całe stadka i ławice różnych gatunków rybek mniejszych, a na głębokości paru metrów, gdzie jeszcze docierało światło i wzrok wędkarza (dziś możemy o tym pomarzyć!), krążyły pilnujące tego dobytku kilowe i większe okonie. Zawsze też, według tego informatora, charakterystyczne było występowanie w Szmaragdowym słynnej rzecznej trójcy: jazia, klenia i bolenia. Tenże informator klenie tylko widywał, o boleniach słyszał, a jazia zdarzyło mu się nawet złowić - wziął na obrotówkę i miał, o ile pamiętam, 48 cm. Z tamtych i dawniejszych czasów pochodzą też opowieści o spotkaniach z niewiadomymi potworami, które wręcz porywały całe wędki - ograniczę się tylko do tej suchej informacji, gdyż staram się korzystać tylko z wiadomości z pierwszej ręki - tym niemniej fakt, że występują tam sumy pozwala postrzegać te historie jako niekoniecznie wyłącznie legendy.

Sam fakt występowania dość licznie ryb typowo rzecznych, żyjących co prawda także w jeziorach, ale jednak przepływowych (Szmaragdowe nie ma żadnych dopływów i samo jest bezodpływowe) zdaje się być, przy obecnym stanie wiedzy, efektem bliskiego sąsiedztwa rzeki Odry i wynikającą z tego bliskością pociętego kanałami Międzyodrza (czyli po prostu terenu delty Odry). W grę mógłby wchodzić także czynnik ludzki - zawsze znajdą się eksperymentatorzy zarybiający glinianki, kacze dołki czy strumienie na własną rękę. Nie wiem jednak, czy mogłoby to być wystarczające wyjaśnienie wobec faktu, że spacerując z wieczora po tamtejszych plażyczkach możemy natrafic na całe wielopokoleniowe stadka kleni: od parunastocentymetrowych konusów do kleni kilogramowych - widziałem je wielokrotnie. Domyślam się, że większe egzemplarze są ostrożniejsze i tak łatwo się nie pokazują.

Co ja sam jeszcze widziałem? Oprócz kleni - ładne wzdręgi oraz drobne, ale atrakcyjne bassy słoneczne, przybłędy z Ameryki, które opisałem już kiedyś jako rybki wyjątkowo bystre i rezolutne. Oj, te to sobie  radzą! A z czasów, gdy woda była jeszcze bardzo przejrzysta, pamiętam poruszające się w toni, niewielkie ryby koloru pomarańczowego. Pamiętam to, chyba przez samą niezwykłość tego widoku, jak sen - ale to nie był sen (są i inni świadkowie) i takie ryby jak najbardziej mogą tam być do dziś - mam na myśli ozdobną odmianę jazia, zwaną złotą orfą (orfa to po prostu jaź, można by go też nazywać z łaciny idą - jak to czynią Anglicy; obie proponowane nazwy alternatywne są wyjątkowo urodziwe!). Dziś woda nie dość, że mętniejsza, to jeszcze niższa z roku na rok; słusznie ktoś zauważył, że nie wróży to "Szmaragdowi" zbyt dobrze na przyszłość.

Czego nie widziałem? Dużych, może nawet metrowych ryb, wygrzewających się ponoć wiosną w pobliżu koron wielkich, zwalonych drzew. Ludzie mi mówili, że widzieli na własne oczy - a jako że mowa tu nie tylko o wielkich rybach, ale i o wielkich drzewach, gatunku nie udało się ustalić, gdyż ryby były zbyt daleko od brzegu. Spekuluje się jedynie - najczęściej o szczupakach i kleniach. Bo że nie są to karpie, to widać - zupełnie nie ta sylwetka. Na pewno można do tej wyliczanki dodać i bolenie. W stojącej wodzie są niezmiernie ostrożne i trudne do przechytrzenia - praktycznie nie daje się ich złowić, bo biorą tylko na bardzo delikatny sprzęt, który z kolei bez problemu zaraz po braniu zdemolują; tak właśnie podobno jest na Szmaragdowym, o tym opowiadają przypadkowo przeze mnie napotkani członkowie garstki wtajemniczonych w zagadnienie. I to tez mogą być te bolenie - to co się tam wiosną wygrzewa. Ale niestety sam nie widziałem. A właśnie chyba jest odpowiednia pora...

kaminskainen.
Zapisane
gryf127
*
Offline Offline

Wiadomości: 1892


« Odpowiedz #148 : 05 Maj 2010, 17:08:34 »

 2010-05-05 15:43
Tour de Płonia (cz. III): ku ujściu

Chyba jednak najlepsze zostało nam na koniec. Odcinek od Jezierzyc w dół, aż do ujścia Płoni do jez. Dąbie, jest nielada długi, zwłaszcza gdy go mierzyć krokiem piechura. Jest na tyle długi, że siłą rzeczy rozłazi się nam na kilka "pododcinków" - różniących się nie tylko położeniem i dojazdem, ale także, i to dość znacznie, niuansami krajobrazu i charakteru samej rzeki. Rzeki, powiedzmy to od razu, niemal w całości parkowo-leśnej, osłoniętej i zadrzewionej, z nielicznymi miejscami, w których woda graniczy z łąką - zwykle tylko po jednej stronie. Zdecydowanie łąkowe, dłuższe odcinki znajdziemy dopiero w Szczecinie-Dąbiu.

I tak, począwszy od Jezierzyc, Płonia staje się jakby bardziej rozświetlona i mniej mroczna - choć nadal jest przeważnie dostojna i stonowana; na dnie częściej jednak widzimy złoty piasek, zamiast wszechobecnego w lesie powyżej Jezierzyc mułu. Są też pierwsze małe plażyczki zdatne do kąpieli - w Jezierzycach jest to miejsce zaraz powyżej drewnianej kładki, do której schodzi się po niezłej skarpie. Były sezony, gdy potrafił tam wziąć zupełnie przyzwoity, płoniowy szczupak, a jeszcze ze 2 lata temu widziałem w tych okolicach bardzo dorodne jazie; kawałek wyżej jest kolejna łąkowa miejscówka, gdzie kręciły się dawniej klenie - i kto wie, może nadal tam są?

W dół od kładki rozpoczyna się odcinek, który już zaliczam do "szczecińskiego". W latach studenckich, jesienią, świetnie mi tam brały szczupaki; zawsze też było tam dużo kleszczy. Poszczególne odcinki mają bardzo różny wyraz, choć utrzymują się w podobnym tonie przez długie kilometry, co najmniej do spiętrzenia i rozlewiska przy dawnej fabryce kontenerów "Unicon" - i tak też nazywano to wyjątkowe miejsce. Zmiana klimatu następuje zawsze płynnie i harmonijnie, woda płynie równo i spokojnie, acz zawsze widać na pierwszy rzut oka, że jest to woda płynąca. I ciągle, nieprzerwanie, mamy do czynienia z arcydziełem i perłą okolicznej przyrody - kto tam zaszedł, nawet bez wędki, ten wie o czym mówię.

Wróćmy do spiętrzenia przy dawnym "Uniconie": rozpędzona woda wypłukała tam całkiem pokażne, kilkudziesięciometrowe rozlewisko i pokaźną głębię, z której nic nigdy nie mogłem spinningiem wyczesać - choć innym trafiały się nawet i kilowe okonie, krążyły słuchy o poważnych sumach i szczupakach, a okresowo pojawiały się sandacze, prawdopodobnie migrujące z jezior. Raz złowiłem niezłego szczupaka, ale nie z głębi, tylko z zielska falującego przy brzegu, i raz uczepił się mały szczupaczek z głębokiej wody - i to wszystko. Jednak widok umocnionego kamolami dna schodzącego do kilkumetrowej głębi jest na Płoni niezwykły i wciąż pozostaje kuszącą obietnicą, że tu właśnie złowimy wielką rybę. Niestety, obietnica ta nie może być spełniona dla wszystkich moczykijów, którzy tam bywają. Trzydziestokilowy sum, którego napotkał tam nurkujący znajomy, nie może wziąć każdemu - już prędzej nie weźmie nikomu...

Zmiana charakteru rzeki, o której wspomniałem, dokonuje się gdzieś w lasach w pobliżu dzielnicy Kijewo - w okolicach kempingu i niżej, gdzie rzeka toczy nieśpiesznie swe wody na spotkanie z autostradą na Goleniów (dojedziemy tamtędy do Świnoujścia i Gdańska): Płonia staje się tam niezwykle kręta i zdaje się, że jakby bardziej ponura. Charakterystyczne są szerokie meandry ze spokojną, głęboką wodą - zdarzało mi się z nich wyciągać, głównie na małe gumki, pokaźne jazie i niezłe okonie. Mój największy pasiak z Płoni, złowiony w tamtych okolicach, miał ok. 35 cm - ale wiem o rzadkich przypadkach złowienia kilowców. Do szczupaków tamtejszych miałem mniej szczęścia, ale inni wędkarze je łowili, były spotkania oko w oko i z metrowcami - oraz na poły legendarne walki z wielkimi sumami. Jedną z nich, przegraną rzecz jasna, miał stoczyć pewien emerytowany milicjant, lat temu ze 30 z okładem - do dziś Wam nad wodą powiedzą, w którym to było miejscu. Sum miał mieć dobre 20 kg, a walka trwała do rana - jak to w dobrym podaniu.

Tu i ówdzie były znakomite miejsca kleniowe, gdzie zawsze kręciły się "kabany" po 50-60 cm; dwa najbardziej znane to "druty" (linie wysokiego napięcia) i "złamany most" - miejsce pod betonową ścianą po dawnym moście-wiadukcie, widoczne z samochodu. Sam tam jeszcze te klenie na woblerka łowiłem, sięgały ok. 45 cm. Przyszedł jednak czas, że klenie zniknęły - nikt nie wiedział, dlaczego, choć mówiło się coś o zdziesiątkowaniu populacji przez kłusowników na tarliskach i/lub na zimowiskach (słyszałem dwie wersje). Przetrwały jazie, niekiedy imponujących rozmiarów, zwykle ruchliwe, patrolujące niewielkimi grupkami "swoje" odcinki rzeki (z kleniami sobie w paradę nie wchodzą). Słyszałem jednak o odrodzeniu klenia - jeśli to prawda, to dobrze by było.

Skupiam się na spinningu, ale ten odcinek rzeki to także wspaniały teren dla spławikowców doceniających czar i urodę takiej "kameralnej" wody. Szczególnie pięknie jest nad Płonią we wrześniu - i też właśnie wtedy, jak pamiętam, spławikowcy mieli najlepsze wyniki. Wprawieni wędkarze znający wodę potrafili przejść się z prostym batem (pięciometrowa spławikówka bez kołowrotka) i złowić przez pół dnia kilka jazi po 40 cm i więcej, przy okazji trafić klenia, półtorakilowego leszcza (widywałem na Płoni umykające leszcze nieraz - one tak śmiesznie, nerwowo uciekają), dorodnego lina, nawet karpia - no i oczywiście płoć, naturalnie też dorodną. Nie zapomnę sceny, gdy zobaczyliśmy z daleka z kolegą wędkarza mocującego się nad wyjęciem jakiejś sporej ryby - stał nad takim głębokim dołkiem, gdzie łowiło się szczupaki, więc orzekliśmy, że to "żywcownik" ciągnie szczupaka (dla nas, spinningistów licealnych, określenie "żywcownik" miało wydźwięk lekko "parszywy"). Podeszliśmy jednak bliżej, gdy akurat tę rybę podbierał - i okało się, że on łowi delikatnym zestawem spławikowym na parzoną pszenicę - i że właśnie wyciągnął piękną płoć, długą może i na 35 cm. Byliśmy zachwyceni, a on szczęśliwy; powiedział: - ale tu mam jeszcze lepszą! - i wyciągnął z reklamówki imponującą, złotą płoć, która miała, musiała mieć, chyba z dobry kilogram. Takie ryby się na Płoni łowiło.

Przygoda ta miała miejsce już poniżej autostrady, gdzie Płonia płynie wzdłuż szosy prowadzącej z Dąbia do Wielgowa i Zdunowa. Rzeka jest tam mniej kręta, ale klimat zachowuje. Niestety parę lat temu oczyszczono tam koryto z pniaków i zwałek, likwidując tym samym stanowiska dużych ryb (takich jak sumy i węgorze) - i to rzekomo "dla kajakarzy", którzy pewnie nie marzą o niczym innym, tylko o spływie uregulowanym kanałem o wyrównanych brzegach. Tylko że ja zawsze spotykam tych innych kajakarzy, tych wyrodnych - którzy lubią rzeki dzikie i "nieuporządkowane", wbrew szlachetnym intencjom panów melioratorów (przyznaję uczciwie - szczerze znienawidzonych przez wędkarzy małorzecznych, takich jak ja).

Po drodze do tego miejsca mieliśmy jeszcze punkt charakterystyczny: przekopany, kanałowaty odcinek (ale nieźle zarośnięty i zdziczały) oraz dwa spore stawy, w których widywałem wielkie liny i klenie, a łowiłem szczupaki i okonie (ale już niewielkie). Jest tam również, niestety na terenie prywatnym, jaz rozdzielający - gdzie poniżej obu spiętrzeń łowiłem niegdyś piękne klenie na oblerki. Brały w czerwcu i wrześniu - nigdy w inne miesiące, tylko w te dwa. Szczególnie do drugiego spiętrzenia, na małej odnodze, trudno było dotrzeć niezauważonym - ale gdy tam dotarłem, charakterystyczne kleniowe targnięcia wędką były gwarantowane (kleń bierze na spina bardzo agresywnie - dziwne, że często się przy tym nie zaczepia).

Idąc za to w dół, w stronę Dąbia, mijamy dwa mosty kolejowe; za pierwszym mamy ładną bystrzynkę, gdzie też kiedyś brały duże klenie, i poniżej której nakosiłem kiedyś ładnych okoni; za drugim jest kolejne rozlewisko, nie tak szerokie i głębokie jak na Uniconie, ale też efektowne. W dawnych latach, tak ze 20 lat temu (nie do wiary swoją drogą, że to tyle lat już minęło!) pływały tam dwukilowe klenie - a obok kąpali się ludzie. Stamtąd ciągnie się odcinek łąkowy, także niegdyś piękny, dziki i obfitujący w piękne klenie (były też miejsca jaziowe, okoniowe, miętusowe...) - aż do tzw. młyna - starego spiętrzenia z rozlewiskiem w pobliżu III LO, do którego uczęsczałem. Spędziliśmy tam z kolegami kupę czasu, głównie łowiąc okonki na grunt i na błystki. Urocze miejsce, ale już niestety wizytowane przez miejscowych pijaczków. Dalszy bieg rzeki to odcinek miejski, w znacznej części płynący pomiędzy ogródkami działkowymi. Te działki ogradzane aż do brzegu rzeki to z jednej strony zmora, bo niezgodnie z prawem wodnym ograniczają mi dostęp do wody; ale z drugiej strony - właśnie między działkami było ostatnie na Płoni eldorado, które odkryłem łażąc po rzece w tenisówkach. Pływały tem piękne klenie, pod nawisami krzewów stały jazie jak byki, okonie polowały na drobnicę gromadnie, jak w jeziorach mazurskich - i nawet trafiały się kilowe szczupaki, które na odcinku miejskim zanikły parę lat wcześniej! Ta obfitość ryb w tak niewielkiej, czystej rzeczce była czymś niesamowitym.

Zresztą to jest pech dolnej Płoni - że jest czysta i płynie na widoku. Co tam z Dąbia wejdzie na tarło - szczupaki, trocie, cokolwiek - z tym się zaraz ludność należycie rozprawi. A z Dąbia może wejść do Płoni wszystko, włącznie z brzaną, cefalem i flądrą (informacje od rybaków); piękną brzanę widział tam raz jeden znajomy - mówi, że nie zapomni tego widuku, gdy odkrył taką 2-3 kilową brzanę stojącą sobie na dnie pod starym talerzem anteny satelitarnej.

Dość późno trafiłem na odcinek ujściowy, zwany z kolei "Certą" od położonej tam bazy spółdzielni rybackiej. Była to woda leniwie płynąca, szerzej rozlana i niestety brudna - choć swój odrębny urok jednak miała. Łowiłem tam tuzinami okonie, szczególnie na meppsa mino, tego z gumową rybką. W niektóre lata dało się połowić jazie, ale niewielkie, do 35 cm. Klenia tam nigdy nie złowiłem, słyszałem tylko opowieści, jak to przed laty kręciły się tam takie kleniska-byki przy nadbrzeżnych murkach. Jazie to podobno łowiono, ale już bardzo dawno temu, w październiku i listopadzie - miały wchodzić z jeziora przy podwyższonej wodzie i siedzieć w przybrzeżnych korzeniach - i uderzać w niewielką obrotówkę. Ile w tym prawdy - nie wiem, sam nigdy na takie nie trafiłem. O szczupaka było ciężko, choć wiosną na pewno zębate tam wchodzą. Jest tam jedno, głębokie miejsce - trudno dostępne, trzeba obejść bazę rybacką by tam dojść od lewego brzegu. Ponoć potrafią tam garażować prawdziwe, rybie potwory (sum, szczupak). Ten ujściowy odcinek był też w dawnych latach bankową miejscówką na miętusy - niewykluczone, że i teraz warto tam w listopadową noc zajechać. My z kuzynem raz poszliśmy, ale było ciemno, poszliśmy od drugiej strony i pobłądziliśmy na jakiejś podmokłej łące, gdzie musieliśmy skakać po kępach roślinności - w końcu poszliśmy na młyn i na most kolejowy - miętusów nie złowiliśmy. Ale są na pewno, bo nawet się nimi Płonię zarybia.

kaminskainen
Zapisane
Perca f.
*
Offline Offline

Wiadomości: 803


« Odpowiedz #149 : 05 Maj 2010, 17:48:20 »

Kolejna relacja na Salon24.

 2010-04-26 13:49
Legendy i podania ichtiofauniczne: j. Szmaragdowe w Szczecinie


Czego nie widziałem? Dużych, może nawet metrowych ryb, wygrzewających się ponoć wiosną w pobliżu koron wielkich, zwalonych drzew. Ludzie mi mówili, że widzieli na własne oczy - a jako że mowa tu nie tylko o wielkich rybach, ale i o wielkich drzewach, gatunku nie udało się ustalić, gdyż ryby były zbyt daleko od brzegu. Spekuluje się jedynie - najczęściej o szczupakach i kleniach. Bo że nie są to karpie, to widać - zupełnie nie ta sylwetka. Na pewno można do tej wyliczanki dodać i bolenie. W stojącej wodzie są niezmiernie ostrożne i trudne do przechytrzenia - praktycznie nie daje się ich złowić, bo biorą tylko na bardzo delikatny sprzęt, który z kolei bez problemu zaraz po braniu zdemolują; tak właśnie podobno jest na Szmaragdowym, o tym opowiadają przypadkowo przeze mnie napotkani członkowie garstki wtajemniczonych w zagadnienie. I to tez mogą być te bolenie - to co się tam wiosną wygrzewa. Ale niestety sam nie widziałem. A właśnie chyba jest odpowiednia pora...

kaminskainen.

Ja widziałem te wygrzewjące się ryby, to są na 99% rekordowe klenie. Rekordowe czyli zbliżone lub większe od aktualnego rekordu Polski (3,71 kg).
Zapisane

"Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci s........e umierali za swoją"

Generał George Smith Patton
Strony: 1 ... 8 9 [10] 11 12 ... 18   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.7 | SMF © 2006-2007, Simple Machines LLC
TinyPortal v0.9.8 © Bloc
Modyfikacja i przystosowanie przez rwpb i Fitek
Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!